ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.

cv313 – Analogue Oceans
Paweł Gzyl:

Mistyka oceanu dźwięków.

Mika Vainio & Franck Vigroux – Ignis
Paweł Gzyl:

Tibi et igni.

Wczasy / Wolne pokoje
Jarek Szczęsny:

Na wakacje jak znalazł.

Shy Layers – Midnight Marker
Paweł Gzyl:

Wspomnienia sprzed trzech dekad.

Toxe – Blinks
Kasia Jaroch:

Oblicze najbardziej nieprzystępnego brzmienia Bala-Core złagodniało.

Sroczyński – Ajulella
Jarek Szczęsny:

Bajkowy koktajl.

Driftmachine – Shunter
Paweł Gzyl:

W sercu elektrowni.



Archive for Lipiec, 2018

Pig & Dan – Decade

Dan Duncan zaczynał tworzyć swoje pierwsze taneczne produkcje na początku lat 90. I szybko stał się jednym z pionierów klasycznego drum`n`bassu, działając w tak znanych na tej scenie projektach, jak Babylon Timewarp czy przede wszystkim Intense. Przełomem w jego karierze okazało się jednak spotkanie w samolocie lecącym do Hiszpanii tamtejszego producenta – Igora Tchkotoua. Od słowa do słowa – i na początku minionej dekady narodził się duet Pig & Dan, którego muzyka miała zdecydowanie inny charakter – bo bliska była niemieckiemu tech-house`owi, który wtedy zaczynał właśnie podbijać najmodniejszy kluby na kontynencie i na Ibizie.

Początkowo duet publikował swe nagrania nakładem własnej wytwórni Submission, ale kiedy zaczęły one zdobywać coraz większą popularność, lukratywny kontakt podsunął tworzącym go producentom sam Sven Väth. W ten sposób Pig & Dan trafili do stajni Cocoona, dzięki czemu ich akcje na klubowej scenie poszły jeszcze bardziej w górę. Druga połowa ubiegłego dziesięciolecia to już ogromne sukcesy Duncana i Tchkotoua – mierzone wielkimi imprezami granymi na całym globie i znakomitą sprzedażą ich kolejnych utworów w serwisie Beatport. Podsumowaniem tej oszałamiającej kariery okazał się wydany w 2007 roku pierwszy album projektu – „Imagine”. Dokładnie w pięć lat od tamtego czasu dostajemy długo oczekiwanego następcę bestsellerowego debiutu. Tym razem nowa płyta duetu ukazuje się w barwach zupełnie innej tłoczni – szkockiej Somy.

Już pierwszy utwór idealnie wprowadza nas w klimat aktualnej muzyki projektu. „Powder” to perfekcyjnie przyrządzony klubowy killer – lokujący się w formule minimalowego tech-house`u o mocno zbasowanym brzmieniu. Podobnie wypadają następne nagrania, z których każdy z powodzeniem może stać się parkietowym wymiataczem – to ozdobiony kosmicznym motywem „Breadrin Beats”, wiedziona wyrazistą wstawką wokalną „Insomnia” i podrasowany trance`ową partią dramatycznych klawiszy „Doing It For Itself”. Duncan i Tchkotoua nie wymyślają tutaj prochu – koncentrując się na motorycznych bitach i masywnych liniach basu tworzą jednak porywające wręcz podkłady rytmiczne, które potem tylko dopracowują w oszczędny sposób energetycznymi efektami.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2008794-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2008794-02″ allowscriptaccess=”always”]

Wspomnieniem klasycznego minimalu z minionej dekady jest tutaj „Amy” – z gorącym motywem latynoskich perkusjonaliów, od razu przywołującym wspomnienie dokonań Ricardo Villalbosa. Potem znów duet wraca do dynamicznego tech-house`u, czego efektem są utwory „Natives” i „Lone Ranger”. W pierwszym nich trafiamy znów na zapożyczenie z europejskiego trance`u – jakiego nie powstydziłby się sam Paul Van Dyk. A drugie – zaskakuje żrącym loopem oplecionym furkoczącym pochodem przesterowanego basu.

Wszystko to jest tutaj jednak jak najbardziej na miejscu – bo następne nagrania przynoszą jeszcze cięższe brzmienia. W „Keep It Coming” uderzenia bitu stają się coraz twardsze, a towarzyszą im zgrzytliwe akordy klawiszy wsparte atakującymi zewsząd pohukującymi efektami. A „Liberation” to już całkowicie siarczyste techno – uderzające warczącym pulsem basu i acidowymi smagnięciami syntezatorów. Całość wieńczy jednak bardziej przestrzenna kompozycja. Choć „The Nurse” to także techno – to osadzone na szeroko rozlanym tle i wypełniona pastelowymi pasażami lirycznych klawiszy.

Posłuchajcie tej płyty bez uprzedzeń – to naprawdę kawał znakomitej roboty. Oczywiście, nie ma tutaj mowy o żadnym nowatorstwie – te nagrania zrealizowane są jak najbardziej po bożemu, ale ich producentom udało się je tak wymodelować, że prawie każde eksploduje niesamowicie pozytywną energią. Pig & Dan robią muzykę dla wielkich i modnych klubów – nie siląc się przy tym na żadne pretensje do awangardy czy undergroundu. To komercyjna elektronika – ale w jak najlepszym wydaniu.

Soma Quality Recordings 2012

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords

www.piganddan.com

www.facebook.com/Pig.Dan.Cocoon

Boogie Brain 2012 – znamy pierwsze gwiazdy

W dniach 19-20 października w Szczecinie odbędzie się kolejna, piąta edycja festiwalu Boogie Brain. Organizatorzy zaczęli ujawniać nazwy pierwszych gwiazd. Zapowiada się bardzo ekscytująco! Czytaj dalej »

Świeży house z Kanady

Pochodzący z Montrealu młody wokalista i producent – Ango – udostępnił za darmo swój nowy materiał zatytułowany „Serpentine”.

Czytaj dalej »

Shed – The Killer

Debiutancki album René Pawlowitza sprzed czterech lat był pierwszym wybitnym dziełem nowego techno. Niemiecki producent szybko okazał się jednak twórcą trudnym do zaszufladkowania. Jego kolejna płyta spodobała się przede wszystkim Brytyjczykom – bo przyniosła wyraźny ukłon w stronę modnych w Anglii basowych brzmień, tak klasycznego rave`u, jak i nowoczesnego dubstepu. Albumem tym Pawlowitz pożegnał się ze swym dotychczasowym mecenasem – wytwórnią Osgut Ton. Na znalezienie nowego nie musiał jednak długo czekać. W ten sposób najnowszy album Sheda ukazuje się nakładem prowadzonej przez dobrze nam znanych panów z Modeselektora firmy 50 Weapons.

„The Killer” zwraca już uwagę samą okładką – to zdjęcie potężnego głośnika przypomina fotografie umieszczane na płytach weteranów jamajskiego dubu, którzy chcieli tym sugestywnym wizerunkiem od razu na wstępie podkreślić moc swej muzyki. I podobnie jest w przypadku niemieckiego producenta – choć krążek otwiera rozwibrowana strzelistymi syntezatorami ambientowa miniatura „STP3/The Killer”, już następny utwór wali nas prosto między oczy smolistymi bitami łączącymi energię techno i ciężar dubstepu. „Silent Witness” ma jednak drugie dno – to wyłaniająca się powoli z dalekiego tła majestatyczna fala sonicznych klawiszy, nadająca całości niemal monumentalny ton.

Wątek ten kontynuuje kolejna gatunkowa hybryda – „Day After”. Zgodnie z apokaliptycznym tytułem, Pawlowitz stosuje tutaj tektoniczne rytmy, oplecione przez łopoczące przestery zanurzone w odmętach ambientowego strumienia onirycznych dźwięków. I jeszcze „Phototype” – powoli kroczący dubstep, w którym również kontrapunktem dla dudniących bitów jest syntetyczne tło o wręcz nostalgicznym klimacie.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2010240-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2010240-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bardziej surowe brzmienie ma z kolei „I Come By Night”. Tym razem niemiecki producent składa ukłon młodszym od siebie twórcom industrialnego techno – bo nie dość, że sięga po przytłumioną strukturę rytmiczną, to jeszcze nakłada na nią porażające zawodzenia wyjącego dronu, uzupełniając to wszystko egzotycznymi perkusjonaliami. Wątki te rozwija w niezwykle ciekawy sposób „Ride On”. Po jednej stronie znajdujemy tutaj masywne uderzenia zwalistego bitu, a po drugiej – niepokojący motyw klawiszowy wywiedziony z tradycji minimal wave sprzed trzydziestu lat. Kiedy wydaje się nam, że Pawlowitz zwieńczy swój album w tym mrocznym nastroju, rozbrzmiewa „V10MF!/The Filler” – porywający do ekstatycznego tańca promienną melodyką przebojowy UK garage. A na sam koniec dostajemy wspomnienie przestrzennego rave`u, jakim na przełomie lat 80. i 90. raczyli nas A Guy Called Gerald czy 808 State – czyli ozdobiony dźwięcznym motywem piano ekstatyczny breakbeat w „Follow The Leader”.

Wszystkie te dynamiczne kompozycje przeplatają ambientowe przerywniki. Niemiecki producent bawi się różnymi odmianami gatunku, przywołując a to wspomnienie dokonań Briana Eno („The Praetorian – LF Mix”), a to sięgając do najnowocześniejszych inkarnacji stylu proponowanych przez młodych artystów z wytwórni R&S („You Got The Look”), a na dodatek puszcza oko do egzotycznej melodyki nagrań Yellow Magic Orchestry („Gas Up”) i demonstruje, że nie obca mu również tradycja rodzimej kosmische musik (wspomniane „STP3/The Killer”).

Nowy album Sheda lokuje się bliżej drugiej płyty artysty niż jego pamiętnego debiutu. Bo znów dominują na nim krótkie i zwarte utwory, techno i dubstep tworzą amorficzne hybrydy, w których trudno odróżnić elementy typowe dla poszczególnej estetyki, a porażająca moc potężnych struktur rytmicznych znajdują swe przeciwieństwo w postaci eterycznych wątków o ambientowym charakterze. Wygląda więc na to, że niemiecki producent wypracowywał od dwóch lat charakterystyczne cechy swego nowego stylu – a „The Killer” jest ich zachwycającym objawieniem w pełnej krasie.

50 Weapons 2012

www.50weapons.com

www.facebook.com/50WEAPONS

www.shed.soloaction.de

www.facebook.com/pages/Shed

Piotr Kurek – miks na upalne lato

Kto czytał podsumowanie roku 2011 Piotra Kurka, zapewne nie będzie zaskoczony miksem przygotowanym przez artystę na lato. Czytaj dalej »

Kristian Heikkila – Kombinations

Choć elektronika ze Skandynawii kojarzy się nam głównie z nostalgicznym synth-popem czy przestrzennym cosmic disco, to od niemal dwudziestu lat w Szwecji, Norwegii czy Finlandii istnieje silna scena techno, na której przetrwały klasyczne wzory gatunku, niezanieczyszczone przez kolejne mody w muzyce klubowej. Dlatego, co jakiś czas właśnie z tamtego rejonu Europy wypływają producenci, którzy w swej twórczości hołdują solidnemu brzmieniu, z powodzeniem sprawdzającemu się zarówno wczoraj, jak i dzisiaj.

Przykładem tego jest Kristian Heikkila, który po dwóch singlach, debiutuje z pełnym albumem w katalogu brytyjskiej wytwórni EPM Music. Kiedy spogląda się w przeszłość tego twórcy, nic nie wskazywało na jego obecne zainteresowania muzyczne – bo przez długi czas pozostawał jednym z najbardziej wziętych twórców undergroundowego hip-hopu w swej ojczyźnie. Dopiero sześć lat temu spotkanie z kolegą po fachu – Christianem Lundqvistem – zaowocowało utworzeniem duetu, który pozostawił po sobie udaną dwunastocalówkę „Flashes”, opublikowaną przez wytwórnię Thomasa P. Heckmanna – AFU Lab.

Efektem samodzielnej pracy Heikkili jest kolekcja dwunastu premierowych nagrań zatytułowana „Kombinations”. Już tytuł kojarzący się nieodparcie z twórczością brytyjskiego projektu The Advent, w czytelny sposób odwołuje nas do klasycznej tradycji mocnego techno. I rzeczywiście – po zamglonym wstępie („Ambiencum”, podobny wątek powraca potem w „Noises”), otrzymujemy radykalny zwrot w stronę ciężkiego i mrocznego grania o industrialnym brzmieniu, kojarzącego się z dawnymi dokonaniami producentów z niemieckich wytwórni Tresor,  Harthouse i Force Inc. czy brytyjskiej Rising High.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1974643-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1974643-02″ allowscriptaccess=”always”]

To przede wszystkim uderzający falującymi blachami „01” (zrealizowany jeszcze z Lundqvistem) czy kąsający acidowym loopem „Kult”. W podobny sposób kończy się album – bo umieszczony na finał „Noid” to kwintesencja gęstego brzmienia opartego na grzechoczących perkusjonaliach, jakie zapamiętaliśmy z frankfurckiej szkoły techno rodem z nagrań Marca Traunera (czy ktoś pamięta jego projekt The Mover?).

Zanim jednak dotrzemy do zakończenia albumu, czeka nas wędrówka po różnych odmianach muzyki rodem z Detroit. To przywołanie Motor City jest zresztą tutaj jak najbardziej na miejscu – bo ozdobiony murzyńską nawijką „We Want Techno” to czytelne odwołanie do wczesnych występów Underground Resistance, podczas których Robert Hood występował w roli… rapującego MC. Amerykański wątek Heikkila kontynuuje w „Svaj” – ale tym razem zabiera nas do Chicago, aby czerpiąc inspirację z dokonań pionierów z Wietrznego Miasta, zaserwować nam sprężysty house o surowym brzmieniu. Z nowojorskich produkcji o tribalowym pulsie szwedzki producent czerpie natomiast w „02” – bo mimo, że to ciągle chmurne techno, jego podkład rytmiczny jest wyraźnie podrasowany na plemienną modłę.

Nowocześniejsze dźwięki znajdujemy natomiast w utworze „Filter”. Tym razem Heikkila zabiera nas do Berghain – a świadczą o tym tektoniczne uderzenia morderczego bitu wsparte huraganowym pochodem masywnego basu. Ukłon w stronę eksperymentów z połamaną rytmiką w stylu Stroboscopic Artefacts znajdujemy z kolei w „Konstruktion” – tym razem industrialne efekty podbija bowiem niemal breakbeatowa pulsacja. W porównaniu z tym spustem surówki, dosyć blado wypadają na płycie lżejsze nagrania – wpisany w dubową wibrację „Stakker” i flirtujący z tech-house`ową formułą „Khordium”. Szwedzki producent jakoś nie odnajduje się w takich brzmieniach – dlatego w jego wykonaniu wypadają one raczej nieporadnie.

„Kombinations” to jednak udany debiut – bo większość materiału na płycie robi dobre wrażenie. Dzięki takim twórcom, jak Heikkila muzyka techno przechowuje swe najważniejsze wartości – nadal pozostając świeżą i atrakcyjną dla kolejnych pokoleń.

EPM Music 2012

www.epm-music.com

www.facebook.com/EPM.Music

www.facebook.com/pages/Kristian-Heikkila/

Darmowy album od Analogue Monsta

Duet dwóch japońskich producentek – Tokimonsty i Suzi Analogue – oferuje swój debiutancki album „Boom” do bezpłatnego załadowania w cyfrowym formacie.

Czytaj dalej »

Op!era Folk Festival – relacja z Białegostoku

Pierwsza edycja Halfway Festival – spotkania muzycznego w połowie drogi – za nami. Czytaj dalej »

lagreca

Fernando Lagreca – Childhood Is All We Have


Przyzwyczailiśmy się już, że muzyczna emigracja z Ameryki Południowej na Stary Kontynent wyspecjalizowała się w nieco surowej, ale niezwykle tanecznej elektronice. Brazylia dała nam Gui Borrato, Chilijczyk Ricardo Villalobos podniósł wysoko poprzeczkę w minimal techno, a jego krajan Matias Aguayo dodał wszystkiemu niemal latynoskiej energii. W tym zestawieniu Urugwajczyk Fernando Lagreca raczej nie znajdzie miejsca. Czytaj dalej »

VA – Cocoon Heroes mixed by Joris Voorn & Cassy

 

Co jest modne na parkiecie w 2012? Czy ktoś sięgnął po trupa z szafy – minimal? Czy topowi DJe dalej skręcają ku zmysłowemu house’owi i flirtują z disco? Może wolą jednak klasykę z Detroit albo surowe dźwięki łapiącego kolejny oddech techno? Pewną część tych pytań może rozwiać kompilacja wytwórni Cocoon, pilotowanej przez Svena Vaetha, wrażliwej niewątpliwie na wahnięcia nastrojów na globalnych dancefloorach. To co przyszykowała na sezon wakacyjny to mały papierek lakmusowy, w rytm czego będą tupali klubowicze na wielu parkietach – ponadto tym albumem otwiera 13 sezon na Ibizie.

Tytułowymi herosami są dwie znane postacie – Cassy i Joris Voorn. Catherine „Cassy” Britton to wieloletnia rezydentka klubów Berlina i reprezentantka lat jego świetności, gdy panował tech-house i minimal. Ona jednak szybko wymknęła się jednoznaczności. To co prezentowała m.in. w Panorama Bar, Rex Clubie, amsterdamskim Trouw, na winylach wydanych przez Perlon czy Ostgut Ton – było surowe i zminimalizowane, z drugim jednak dźwiękowym dnem, gdzie rządził głęboki groove i zmysłowe elementy wokalu, których nawet niezobowiązująca cząstka potrafiła o 180 stopni zmienić atmosferę utworu.

Z drugiej strony – Joris Voorn, holenderski producent z tego samego pokolenia, jednak któremu bliżej doświadczeniem i pojmowaniem muzyki do Vaetha. Producent z Rotterdamu wymieniany jest jako jeden z DJów grających fuzję brzmień detroit techno i europejskich tradycji. Stąd, w nierzadko bardzo długich setach, znajduje miejsce na deep, mini, maxi.

Hasłem przewodnim całego grania sygnowanego przez Cocoon na Ibizie, jest „into the magic”. Cassy zaprasza w magię dub i industrialnego techno oraz zbasowanego garage’u – zaczyna Pearson Sound, wspomaga się rewelacyjnym Shedem, aż 3 razy sięga po Mr. G z The Advent i jego tropikalne house’y („Lex”). U Voorna – podczas gdy Cassy sięga po nowości – stara szkoła rytmicznego techno i house’u. Największe lśnienie motta „into the magic” czuć w eterycznym utworze Lawrence’a – „Swan” i remixie Phillipa Arrudy, by potem gwałtownie w skręcić w mniej subtelne doznania. Ibiza to przecież impreza a nie cmokanie do wymuskanej elektroniki. I stąd bomby od Matthew Dekaya & Lee Burridge’a, mocne dub-techno Jason Justina, a nawet popujący Hot Since 82. Wiele utworów i twórców mniej znanych, z trzeciego nawet szeregu. Set Voorna jest nieco dłuższy (6 minut?) od Cassy, ale zlepił go aż z 27 kawałków.

No dobra, są więc dwa miksy, dwa spojrzenia, co daje możliwość konfrontacji. Tylko po co i jak? Nie ma co się oszukiwać – przeznaczenie tej kompilacji jest proste. Maksymalnie taneczne. Ona ma Cię skłonić, aby w tym roku jechać na Ibizę, na imprezy pod banderą Cocoonu. Jeżeli nie stać Cię, nie szkodzi. W domu też można potańczyć, szczególnie do setu Cassy, która w tej parze jest niewątpliwym herosem, a jej mix – ekstraklasą. Część należącą do Voorna zapomnieć można po kilku minutach, niczym bowiem nie rozgrzewa, nie powala, setów takich było już wiele…

Wielka obniżka cen płyt w EtaLabel

Płyty świetnej polskiej oficyny EtaLabel można nabyć do końca lipca 50% taniej. Czytaj dalej »

Contemporary – Tartelet Records

Pierwsza kompilacja działającej od pięciu lat w Kopenhadze wytwórni Tartelet objawia zaskakujący kontrast – tworzą ją młodzi producenci, którzy w przeciwieństwie do swego wieku, specjalizują się w… oldskulowej elektronice.

Oto już w otwierającym zestaw „Elevator Fling” duetu Muff Deep trafiamy na ekstrawagancką wizję disco, jakiej nie powstydziliby się artyści z nowojorskiej wytwórni Ze, działającej na przełomie lat 70. i 80. Podobnie wypada nagranie projektu Kenton Slash Demon – „Daemon”. I tutaj otrzymujemy brzmienia sprzed ponad ćwierć wieku – przywołujące dawne dokonania Arthura Russella pod pseudonimami Loose Joints czy Dinosaur L. Co ciekawe – to wspomnienie awangardowej wersji muzyki tanecznej z czasów nowej fali brzmi dzisiaj zaskakująco świeżo i oryginalnie.

„Ur Eyes” Samuela Andre Madsena przenosi nas właściwie tylko w miejscu – z Nowego Jorku do Chicago. Bo ciągle pozostajemy w tej samej epoce – tym razem z głośników eksplodują szorstkie i surowe dźwięki archaicznego house`u w stylu klasycznych nagrań Larry`ego Hearda czy Marshalla Jeffersona. W tym samym tonie utrzymany jest „Not Sure I Understand” MHM One – choć ze względu na bardziej rozbudowane brzmienie bliżej mu do drugiej fali chicagowskiego grania, kojarzonej choćby z Cajmere czy Armando.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/459631-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=459631-01″ allowscriptaccess=”always”]

Spory segment kompilacji dedykowany jest ciągle modnemu deep house`owi. Zaczyna się od „Passages” Jamesa Brauna – i to wypisz-wymaluj klimatyczna kompozycja, jaka z powodzeniem mogłaby się znaleźć w katalogu słynnej nowojorskiej wytwórni Nu Grooves. Na teren Detroit przenosi nas Acid Woman w swoim „No Country For Old Men” – bo nagranie jest zrealizowane  na modłę klasycznych dokonań Moodymana, buchając ognistym połączeniem jazzowych sampli i gospelowych śpiewów.

Bardziej eksperymentalną wersję gatunku przynoszą dwa inne utwory. Pierwszy z nich to „Melancholie II” znanej formacji Brandt Brauer Frick – i znajdujemy w nim typową dlań syntezę dźwięków zapożyczonych z filharmonii z motorycznym podkładem rytmicznym. Mikkel Metal kojarzy natomiast charakterystyczne dla muzyki house głębokie bity i wokalne sample z… dubowymi akordami skorodowanych klawiszy. I wypada to całkiem interesująco.

A gdzie techno? Mało go tutaj – ale ostatecznie pojawia się w finale w dwóch ciekawych odsłonach. Duński duet 2400 Operator sięga w swym „The Feelin” po przestrzenne brzmienia rodem z Motor City, nie obawiając się przewiercić je acidowym loopem o chicagowskim rodowodzie. Natomiast debiutująca dopiero Andrea Fiorito sięga w „Audio XX” po masywne dub-techno – również uzupełniając typowe dla tego stylu dźwięki niespodziewanym wstrętem: rave`ową partią pohukujących syntezatorów z początku lat 90.

Muzyczna zawartość „Contemporary” nie do końca odpowiada więc swemu tytułowi – nie zmienia to jednak faktu, że słucha się jej przyjemnie a świadomość, że młodzi twórcy tanecznej elektroniki nie zapominają o swych korzeniach sprawia, że można się poczuć spokojnym o jej… przyszłość.

Tartelet 2012

www.tartelet-records.com

http://www.facebook.com/pages/TARTELET-RECORDS/

The Whip – Wired Together

Swojego czasu Fatboy Slim i jego wytwórnia Southern Fried Record włożyli sporo energii w promocję The Whip. Norman Cook należy do osób, którzy szanują swoje nazwisko i raczej nie wspiera byle kogo, więc na brytyjski zespól uwagę zwróciła dziennikarska brać, a za nią szeroka publika. The Whip szybko wydał debiutancki album, który został dobrze przyjęty zarówno przez krytyków, jak i bywalców nocnych klubów zachodniej Europy. Później o zespole zrobiło się cicho. Dzisiaj w całkiem niezłym stylu powracają z „Wired Together” i ponownie robią wokół siebie zamieszanie.

Pamiętacie Primal Scream i wydany w 1991 roku album „Scramadelica”? To właśnie wtedy rock’n’roll wszedł w romans z acid house , muzyką gospel i dance. Bobby Gillespie i jego kompani byli wspierani w studiu przez producenta Jagza Koonera, który miał spory wpływ na ich ówczesną stylistykę. Nie dziwi zatem fakt, że The Whip sięgnęli właśnie po niego. I jak się okazało, była to bardzo dobra decyzja. Brzmienie „Wired Together” w porównaniu do debiutu uległo złagodzeniu. Zupełnie jakby Klaxons spiknęli się z Cut Copy na jakiejś imprezie i dorwali się do sprzętu muzycznego. Na przestrzeni całego albumu można wyczuć też ducha New Order. Zwłaszcza elegancki bas przypomina to, co wyprawiał na swoim instrumencie Peter Hook.

http://youtu.be/uep_mJfuzzg

Anglicy załadowali na swoją taneczną łajbę ciężkie ładunki popu, indie czy electro i nie zatonęli od nadmiaru wagi! Wręcz przeciwnie – wypłynęli na szerokie wody i rozkręcili niezłą dyskotekę. Otwierający album „Secret Weapon” pulsuje radośnie w takt przestrzennych klawiszy, wyjętych żywcem z lat 80. Dochodzi do tego świetny, wpadający w ucho refren, który nucić będziecie pod prysznicem. „Shake” z kolei to zadziorne, frapujące electro przywołujące na myśl wczesne wcielenie Digitalism. Bardzo ciekawie wypada „Movement”, w którym początkowa oszczędna partia pianina zostaje przygnieciona przez dyskotekowy rytm i (jakże by inaczej) świetną linię basu. Warto zwrócić także uwagę na rozedrgany i przy tym euforyczny, pełen energii, kawałek „Master Of Ceremony” oraz na naiwny w swojej formie, zagrany  na modłę New Order, „Slow Down”.

The Whip nadal są w świetnej formie i nie wygląda na to aby mieli ją w najbliższym czasie utracić. Brytyjczycy sporządzili muzyczny koktajl, który smakuje wybornie, i którego wciąż ma ochotę się próbować. Ja proponuje brać naprawdę duże, orzeźwiające łyki – na dłużej ugasicie pragnienie.

Rozmawiamy z Hanne Hukkelberg

Ta krótka rozmowa z Hanne Hukkelberg odbyła się z dwóch okazji. Po pierwsze – w tym roku ukazał się jej najnowszy krążek, zatytułowany „Featherbrain”. Po drugie – Hanne przyjeżdża do Wrocławia, aby podczas festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty zagrać koncert promujący najnowsze wydawnictwo. Czytaj dalej »

Hideo Kobayashi – Underground Business

Kiedy na początku lat 90. dotarła do Japonii pierwsza fala muzyki klubowej, Hideo Kobayashi był już na nią przygotowany. Bo chociaż kształcił się na klasycznego pianistę, zetknięcie z nowofalową elektroniką sprawiło, że fortepian przesunął w kat, a na wolnym miejscu ustawił syntezatory. Debiutancki album jego projektu Lotus z 1995 roku okazał się jednym z pierwszych wydawnictw z nowymi brzmieniami, jakie pojawiły się w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Choć Kobayashi początkowo specjalizował się w ciężkim techno i trance`ie o niemieckim brzmieniu, kiedy przeprowadził się na początku minionej dekady do San Francisco, zwrócił uwagę na organiczny deep house. Z czasem zmienił więc styl tworzonej muzyki – a konsekwencją tego było powołanie do życia z amerykańskim producentem Jeromem Sydenhamem duetu Nagano Kitchen. Podobne brzmienia przyniósł również autorski album japońskiego weterana – „Zero”. Po trzech latach od tamtego wydarzenia, Kobayashi powraca z nową płytą, wydaną przez prowadzoną przez skośnooki duet Studio Apartment wytwórnię APT International.

I tu zaskoczenie – otwierający krążek „Snow Monkeys” natychmiast uderza mocną energią klasycznego techno rodem z berlińskiego Tresora. Podobnie jest w „Was It A Dream” – bo o brzmieniu obu nagrań decyduje szybkie tempo wyznaczane przez ciężkie uderzenia masywnego bitu i huraganowe pochody furkoczącego basu, wsparte w oszczędny sposób skromnie dozowanymi świdrującymi loopami. „Bamboo Shoot Soup” i „Heading To Nowhere” przynoszą lekkie urozmaicenie tej formuły – tym razem Kobayashi sięga bowiem po tribalowe perkusjonalia, nadające obu utworom bardziej amerykańskie brzmienie, kojarzące się z dawnymi dokonaniami Steve`a Stolla czy nawet samego Jeffa Millsa.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1991241-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1991241-02″ allowscriptaccess=”always”]

A potem zwrot akcji – „Route 18” zaskakuje sięgnięciem po zdecydowanie lżejszą rytmikę rodem z kolońskiego tech-house`u, co potwierdza dodatkowo wprowadzenie charakterystycznych dla tej estetyki dubowych akordów o skorodowanym brzmieniu. Podobnie wypada „High Life” – choć tym razem japoński producent ozdabia energetyczny podkład rytmiczny dźwięcznymi tonami sonicznych klawiszy. Kwintesencją tego segmentu płyty jest „Dica” – elegancki minimal uwodzący plumkającym motywem syntezatorowym o ciepłej barwie wibrafonu.

„Small Forest” zwiastuje ostatnią woltę na płycie wykonaną przez jej twórcę. Oto przenosimy się do Detroit – bo kompozycja to przestrzenne techno utrzymane w typowym dla produkcji choćby Stacey Pullena lirycznym klimacie. Na finał dostajemy już jednak kolejny spust surówki. „ZX1200” i „Mori” eksplodują dziką energią rozpisana na mordercze bity, pohukujące basy i industrialne efekty. Bogatsze brzmienie ma druga z kompozycji – bo w warstwie rytmicznej Kobayashi wplata zgrabne breaki skręcone z sampli jazzowych bębnów, a w warstwie melodycznej – przestrzenne pasaże podniosłych klawiszy rodem z kosmische musik.

„Underground Business” to udana płyta – choć trochę nazbyt zachowawcza w stosunku do współczesnych eksperymentów na europejskiej scenie techno. Dlatego nie zmieni oblicza gatunku, choć czujnym didżejom dostarczy kilka tanecznych sztosów, które skutecznie podgrzeją atmosferę w każdym klubie.

APT International 2012

www.newworldrecords.jp

www.myspace.com/1000018427

www.facebook.com/hideokobayashiofficial

www.myspace.com/hideokobayashi

Kolejne rozdanie Unsoundu

Po raz pierwszy w Polsce zagra Theo Parrish – i to właśnie na krakowskim festiwalu.

Czytaj dalej »

Gusstaff Records dystrybutorem Raster-Noton!

Świetna informacja dla fanów tej niemieckiej wytwórni: dystrybucją katalogu Raster-Noton w Polsce zajmie się Gusstaff Records. Zobaczcie, jakie płyty możecie zamówić – i w jakich cenach. Czytaj dalej »

100 Years Of Areal

W ciągu minionych dwunastu lat berlińska wytwórnia Areal opublikowała ponad sześćdziesiąt wydawnictw. Większość z nich cieszyła się sporym powodzeniem w europejskich klubach, zapewniając swojej tłoczni długą żywotność. Nic w tym jednak dziwnego – za repertuar firmy odpowiadają wszak dobrze znani na elektronicznym rynku producenci: Michael Schwanen działający jako Metope i Sebastian Riedl występujący pod szyldem Basteroid. Na tegoroczne lato proponują oni kolekcję jedenastu nagrań zrealizowanych przez mniej lub bardziej związanych z Areal artystów z obu stron Atlantyku.

Od początku działalności wytwórni, w jej katalogu dominuje energetyczny tech-house. Tak jest i tym razem. Zestaw nagrań utrzymanych w tej stylistyce otwiera Hrdvsion ze swoim „Show Steve A Wonderful Time”. Szorstkie akordy klawiszy zatopione w onirycznym tle – oto recepta na udaną kompozycję w wykonaniu kanadyjskiego producenta. Jego rodak ukrywający się pod pseudonimem Pan/Ton sięga po podobne brzmienia – uzupełniając jednak w „Cry Wolf” organiczne motywy melodyczne o typowe dla swej twórczości dubowe efekty. Bardziej surowy charakter ma kompozycja Andreasa Henneberga – ale i tak jej głównym wątkiem jest przebojowy refren wyśpiewany przez nieznaną soulową wokalistkę („Son Of A Gun”). Ciepłe tchnienie nadmorskiej bryzy przynosi z kolei Undo w balearycznym utworze „Love What You Do”. Najlepiej wypada jednak dokonanie duetu Pascal FEOS i Frank Leicher – bo ich tech-house ma wyjątkowo zmysłową konstrukcję, skoncentrowaną na zwiewnej rytmice i eterycznej wokalizie („Area 51”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/454772-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=454772-01″ allowscriptaccess=”always”]

A jak z innymi gatunkami? Wyjątkowo ciekawie prezentują się dwie kompozycje w stylu techno. Kolejny producent z Kanady występujący jako Fairmont, serwuje w swym utworze „Techno Prisoners” zgrabne połączenie sugestywnych bitów z przejmującym motywem klawiszowym wywiedzionym z tradycji kosmische musik. W niczym nie ustępuje mu przedstawiciel niemieckiej sceny – Falko Brocksieper. Jego „Able Archer” przypomina, że twórca ten zawsze potrafił wysmażyć solidną porcję dynamicznego techno o przestrzennym brzmieniu. Kontrapunktem dla tych ognistych nagrań jest segment utworzony przez produkcje w stylu house. Schleppstigg w swoim hymnie na cześć miłości – „Love” – nie boi się wykorzystać akustycznych instrumentów, splatając z nich zgrabny podkład pod soulowy śpiew. Bardziej minimalową wersję stylu prezentują The Cheapers w swym „Sex & Drugs & Tech`n`Roll” – i pomimo banalnego tytułu brzmi to całkiem przyzwoicie.

W końcu przychodzi również czas na właścicieli wytwórni. Najpierw Metope zabiera nas do Detroit, aby przedstawić własną wersję deep house`u – jego „Paramod” podrasowany mocnym basem o funkowym pulsie sprawdzi się jednak pod każdą szerokością geograficzną. Nieco bardziej prostolinijne granie proponuje Basteroid – bo jego „Robotic Sunset” to oparty na dubowym pulsie skoczny numer o typowo letnim klimacie.

„100 Years Of Areal” pokazuje, że producenci związani z berlińską tłocznią mimo upływu lat nadal dobrze sobie radzą. W ich nagraniach jest bowiem wszystko to, co najważniejsze w muzyce tanecznej – energia, melodie i zmysłowość. Czego więcej chcieć o tej porze roku?

Areal 2012

www.areal-records.com

www.facebook.com/ArealRecords

Les Nouvelles de Monotype Records – nowości płytowe

W katalogu wytwórni Monotype Records pojawiły się nowe wydawnictwa. Prawdziwy letni wysyp nowości polskiego eksperymentalnego labelu. Czytaj dalej »

Post-dubstep z Chorwacji

Ukrywający się pod szyldem Egoless producent z Chorwacji oferuje swój prawie półtoragodzinny album do załadowania za darmo.

Czytaj dalej »