Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Sasse – Third Encounter

Być może to hołubione w zachodnich mediach babranie się w dźwiękowym śmietniku przez amerykańskich (ale ostatnio i angielskich) dzieciaków spod znaku 100% Silk sprawiło, że wielu dojrzałych twórców tanecznej elektroniki postanowiło wrócić do ciepłych i naturalnych brzmień, wyciągając z lamusa analogowe maszyny sprzed ponad ćwierć wieku. Jednym z takich artystów jest Klas Lindblad, znany ostatnio przede wszystkim jako Sasse, a niegdyś również jako Freestyle Man.

Choć od wielu lat rezyduje w Berlinie, właściwie można stwierdzić, że jest weteranem fińskiej muzyki tanecznej. Wychowany na klasyce house`u i techno, zaczął didżejować w rodzinnym Turku już w 1992, aby cztery lata później założyć tamże właśnie działającą prężnie do dzisiaj wytwórnię Moodmusic. Od początku swej kariery jest wierny ciepłym i organicznym brzmieniom z Detroit i Chicago, choć w trakcie niemal dwóch dekad swej działalności, poddawał je licznym modyfikacjom, a to łącząc z disco i electro, a to stylizując na modny tech-house albo minimal. Po wielu latach podążania za falą, wraca do korzeni – bo jego trzeci album to piękny hołd dla oldskulowej elektroniki z drugiej połowy lat 80.

Co tu zresztą dużo tłumaczyć – jeśli otwierający płytę utwór nosi tytuł „Fingers Inc”, to chyba wszystko od razu jest jasne. Twarde uderzenia automatu perkusyjnego uzupełnione mechanicznymi stukami niosą kumkające akordy acidowych klawiszy, a w tle spokojnie płyną oniryczne strumienie pastelowych syntezatorów. Tak brzmiały niegdyś klasyczne nagrania Larry`ego Hearda i Roberta Owensa, tak brzmią dzisiaj najnowsze utwory ich fińskiego następcy. Ten chicagowski wątek Lindblad kontynuuje w umieszczonych nieco dalej kompozycjach – „Treat Me” i „707 Heaven”. Tym razem uzupełnia jednak te tradycyjne dźwięki o dodatkowe elementy – nastrojową melorecytację w pierwszym i wyrazisty pochód basu w drugim z utworów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1967407-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1967407-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bardziej przestrzenne brzmienia pojawiają się wraz z „Analog City”. Sasse zabiera nas bowiem do Detroit – stawiając na pogłębione pasaże klawiszy przeplecione rozwibrowanymi loopami. Podobne dźwięki dochodzą do głosu ponownie dopiero pod koniec krążka. Oto w „Fantazy” trafiamy na wysmakowany deep house z eterycznym refrenem wyśpiewanym przez nastrojowy głos tajemniczej wokalistki, a w „Alpha” – na utrzymane w nocnym nastroju lekkie techno z acidowo pobrzękującymi syntezatorami. Prawdziwym majstersztykiem jest finałowy „Eagle Eyes” – bo fiński producent przytacza w nim cytaty z najbardziej poetyckich nagrań tworzących podwaliny nowoczesnej elektroniki, splatając z nich w pełni autorską wypowiedź, dorównującą siłą wyrazu dokonaniom Derricka Maya czy Carla Craiga.

Między Chicago i Detroit rozciąga się jednak całkiem spora przestrzeń – i Lindblad wypełnia ją utworami flirtującymi z zupełnie odmiennymi estetykami. Już w „Der Groove” trafiamy na nowocześnie podrasowane disco, w którym odbijają się echa wcześniejszych dokonań fińskiego twórcy. Podobnie jest w przypadku „Low Slove” – bo tym razem Sasse sięga po energetyczny breakbeat, zgrabnie podbity funkowym basem i opleciony melodyjnym motywem piano. Jest tu również miejsce na oldskulowy garage house – w wypełnionym wysamplowanym wokalami o soulowym rodowodzie „What Can You”.

Wszystko to składa się na wyjątkowo udany album, będący urokliwą próbą przywołania dawnych brzmień, składających się na fundamenty współczesnej muzyki tanecznej. Fiński producent udowadnia tym zestawem, że choć poszukiwanie nowych dróg rozwoju gatunku jest ważne, nic tak pięknie nie wypada, jak te analogowe dźwięki, złożone w urzekające swym naturalnym tonem i nostalgicznym klimatem kompozycje.

Moodmusic 2012

www.moodmusicrecords.com

www.facebook.com/moodmusicrecords

www.facebook.com/klas.lindblad

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Grzesiek

    Stara, dobra elektronika.