Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!

Adam X – Recon Mission
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku – w rytmie techno i EBM.

Neneh Cherry – Broken Politics
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od masowej popularności.



Archive for Październik, 2018

Tiga – Tiga Non Stop

Nowe dzieło od klubowego weterana z Montrealu to piekielnie wymagająca sztuka. Ale również piekielnie wciągająca – mocne bicie które serwuje Tiga na tej krajance jest niebezpiecznie wciągające. I to mimo ryzyka ogłuchnięcia. Wskaźnik głośności sam podkręca się wyżej, i wyżej…

Mimo, że otwarcie to jawny dream pop i baleary, to ten lekki nastrój jest ułudą – unosi się tylko cztery minutki. Potem zaczyna bombardowanie zbasowanej i ciężkiej artylerii. Na początku chmurę kwaśnego deszczu, prawdziwego elektro (nie tego „electro”, które serwuje Boys Noise, czy Justice, tylko takiego z mocnym clapem i stworzonego za pomocą legendarnej maszynerii TR-808) roznieca 4E i AFX. Nim się obejrzymy, zaczyna się największy sztos płyty – „Plush” Tigi to wokal przypominający Kraftwerk („I don’t need a calaculator…”) i tło futurystycznych techno-klików. Zaraz po nim Dear aka Audion szarpie za ucho charakterystycznym, cięzkim minimalem, do parteru sprowadza Adam Marshall (Bass Tracking – 10/10!!)  i Bok Bok & Tom Trago, zbasowanym housem. Tiga jest tak nonszalancki i pewny siebie, by nawet wpleść etno-dźwięki (Romere) czy puścić oczko do brytyjskich chłopców z garażu (Blawan). Techno wagi ciężkiej rozsiada się w miksie bardzo wygodnie – Locked Groove czy Cloves (to ze Szkocji) to miażdżąca i prostująca zwoje mózgowe dawka industrialnej łupanki.

http://www.youtube.com/watch?v=Yi93Ji4fCKU

Kiedy wypada wyhamować przy końcu, nie dzieje się to wcale prosto – najpierw mocno awangardowy remix Panda Bear autorstwa Actressa, potem łagodny (na tle wcześniejszych killerów) Jaques Greene czy holenderskie electro od Legowelta, tym razem pod maską Gladio.  Mimo przyzwyczajeń z innych kompilacji, koniec to nieustannie mocne uderzenia – zamykający zestaw A Homeboy, A Hippie & A Funki Dredd to na dobrą sprawę symboliczny starter kolejnej imprezy, a nie typowe, jak tradycja nakazuje, łagodne zamknięcie miksu. Właściwie nie ma się czemu dziwić – ta płyta to „Tiga Non Stop”.  Więc repeat. I najlepiej tak jej słuchać – non stop…

Different, 2012

5/5

Najlepsze momenty: Tiga – Plush, Terence Fixmer – Inner Playground, Lula Circus – Once Upon A Time, Adam Marshall – Bass Tracking

Reedycja „Bodily Functions”

Świetna wiadomość dla fanów Matthew Herberta – album „Bodily Functions” doczekał się reedycji i pełnej palety remiksów. A to zaledwie początek prezentów od Herberta…

Czytaj dalej »

Ithaca Trio – reedycja płyty z Hibernate Records

W czerwcu 2010 roku, nakładem własnej oficyny, ukazał się album „New Music by The Colossal Ithaca Trio & The Deus Ex Machina Arkestra”. Czytaj dalej »

bshosa’s b’day – Ben Klock/ Ray Okpara/ Midland/ Pangaea

Tradycyjnie po 12 grudnia – czas na urodziny bshosy 😉

Ta impreza to już taka mała tradycja – zestawienie gwiazd światowej elektroniki i tuzów polskiej sceny. Po Simian Mobile Disco, DJ Koze, Robag Wruhme, Joris Voorn, 2000 and one, Ion Ludwig & Lando Kal nadszedł czas na prawdziwą unifikację berlińskiej i londyńskiej sceny techno !

Line up :

BEN KLOCK ( Ostgut Ton / Berghain // Berlin DE )
http://www.facebook.com/pages/Ben-Klock/60928281674
MIDLAND ( Aus Music / Sheworks // London UK )
http://www.facebook.com/midlanduk?fref=ts
PANGAEA ( Hessle Audio // London UK )
http://www.facebook.com/journeytopangaea?fref=ts
RAY OKPARA ( Mobilee / Oslo // Berlin DE )
http://www.facebook.com/rayokpara?fref=ts
BLCKSHP ( bshosa & Janusz // 1500m2 PL )
http://www.facebook.com/blckshp.music?fref=ts

Limitowa edycja biletów – 33 PLN w przedsprzedaży

Bilety do nabycia w stałych punktach sprzedaży (Salony EMPiK, Saturn, MediaMarkt i inne punkty Ticketpro w całej Polsce). Sprzedaż internetowa:

http://www.ticketpro.pl/jnp/muzyka/980429-bshosa-s-b-day-ben-klock-ray-okpara-midland-pangaea-and-more.html

BEN KLOCK, urodzony w Berlinie DJ, producent i właściciel wytwórni jest bez wątpienia jedną z najbardziej znaczących postaci w najnowszej historii techno. Jest rezydentem Berghain od czasu otwarcia w 2004 roku. Udało mu się odcisnąć piętno na wyjątkowym brzmieniu klubu, a z kolei przestrzeń klubu wpłynęła na podejście Klocka jako didżeja i producenta.

Granie setów techno pełnych hipnotycznych, głębokich i ciężkich groovów, wydawanie nagrań pod egidą Ostgut Ton i wreszcie estetyka własnej wytwórni Klockworks (założonej w 2006 r.) pozwoliły mu na przestrzeni ostatnich kilku lat zyskać doskonałą reputację międzynarodową. Dzięki wsparciu surowych i frapujących kawałków, remiksów dla artystów tak różnych, jak Kerri Chandler, Martyn czy Depeche Mode, kultowego debiutanckiego albumu „One” wydanego przez Ostgut Ton i miksu Berghain, Ben Klock jest synonimem witalności podstawowej definicji techno .

Jego muzyka jest wolna od paraliżującej nostalgii i raczej przyciąga nas swoją konsekwencją, napięciem oraz dynamiką, a od czasu do czasu wrażliwością, jakiej zwykle spodziewamy się w muzyce house. W tym duchu Klock realizuje nienachalną syntezę kwantowych skoków i tradycji – z zawartością swobodnych melodii i riffów. Umiejętność zharmonizowania tej metody industrialnej surowości, naturalnej muzykalności oraz imponującej fizyczności jest wielką sztuką, która Benowi Klockowi się udaje.

No i oczywiście jego comiesięczne sety maratońskie w Berghain, które nadają wszystkiemu, co się mówi, oprawę czystego dźwięku i konsekwentnie motywują Bena Klocka do omijania pułapki zwanej rutyną.

MIDLAND zadebiutował w 2010 roku kawałkiem „Your Words Matter”, który znalazł się w rankingu „100 najważniejszych utworów housowych” według DJ Maga. Charakterystyczny sound Midlanda zakorzeniony jest w muzyce house i techno ale z mocno dudniącym dubstepowym basem oraz szerokim spektrum klasycznej elektroniki.

Wydawnictwa dla Phonica Records, More Music i Aus plus remixy dla Turbo, Werk i artystów takich jak 2 Bears czy Julio Bashmore mocno ugruntowały jego reputację jako producenta , którego gusta sięgają również poza klubowy parkiet. Dowodem na to są edity takich artystów jak Washed Out, Boards of Canada i Caribou.

Sety Midlanda są bardzo zróżnicowane czego świadkiem byli między innymi klubowicze Fabric, Plastic People, Space na Ibizie, Horst w Berlinie czy Chinese Laundy w Sydney. W rezultacie możecie go zobaczyć grającego obok Joya Orbisona, Bena Ufo jak również Jamesa Zabieli, Steffi czy Willa Saula. Dzięki współpracy z Breachem i Pariahem jak również szeregu innych projektów muzycznych mających na celu popchnąć jego dźwięk w niezbadane obszary mogę założyć się, że prędzej czy później zatańczycie do muzyki , która przeszła przez jego dłonie.

PANGAEA jest wyłącznym pseudonimem brytyjskiego producenta i didżeja Kevina McAuleya. Od roku 2007 McAuley stanowi trzecią część Hessle Audio, wydawnictwa, które założył wraz z przyjaciółmi – Benem „UFO” Thomsonem i Davidem „Pearson Sound” Kennedym, kiedy wszyscy trzej studiowali na Uniwersytecie w Leeds. Jak zapewne wszyscy wiemy, Hessle Audio udało się od tego czasu wyrosnąć na jedną z najbardziej niezawodnych znakomitych niezależnych wytwórni na Wyspach Brytyjskich, a w ślad za rozkwitem wytwórni idzie rozkwit McAuleya w roli producenta. Podobnie jak sama wytwórnia, McAuley publikuje swoją muzykę powoli i równomiernie, utrzymując nienagannie wysoki standard, którego wachlarz sięga od współczesnego garage (You & I / Router) do basowych tearoutów (Hex / Fatalist). Najnowszym wydawnictwem jest Release, jego jak do tej pory najbardziej wspaniały zbiór prac. Znajdujących się na nim osiem utworów sięga do stałego zbioru inspiracji — garage swing, eksperymentalne ozdobniki, funkcje drum & bass – a przy tym brnie w głąb terytorium techno, jakże płodnego dla dzisiejszych artystów brytyjskich.

Jeśli chodzi o miksy didżejskie, McAuley przyjmuje taką samą metodę, jak w przypadku swoich nagrań muzycznych: nie jest ich zbyt wiele, ale kiedy już coś się pojawi, to zawsze warto się podelektować.

Event na facebooku: http://www.facebook.com/events/126667267487178/

 

Pamiętajcie! 15.12.2012 r. start 22.00, ul. Solec 18, 00-410 Warszawa

Materiały są własnością promotora.

Przepowiednie z Madteo

Ta najbliższa przyszłość zapowiada się obiecująco. Czytaj dalej »

Copy For Your Records

Przesyłka z Nowego Jorku. Rozpakowuję charakterystyczną pomarańczową kopertę, by dostać się do trzech kaset Copy For Your Records. Czytaj dalej »

Watergate X

To się nazywa mieć gest! Na dziesięciolecie berlińskiego klubu otrzymujemy podwójny album z 27 ekskluzywnymi utworami didżejów i producentów, którzy w tym czasie mniej lub bardziej byli związani z Watergate. A to aż ponad dwie i pół godziny muzyki!

Pierwszy krążek rozpoczyna się nietypowo – bo „Take Care Of Me” tria dOP układa się w masywny breakbeat pomysłowo ozdobiony falsetowym śpiewem. Dawno nie słyszany Henrik Schwarz serwuje natomiast wysmakowany deep house o zaskakująco nostalgicznej melodyce („Take Words In Return”). Podobny klimat podtrzymuje wspólne dokonanie Soul Clap & Baby Prince`a, zanurzone w dubowej mgle utkanej ze studyjnych pogłosów („The Neverending Quest For Inspiration”).

Bardziej euforyczna energia pojawia się za sprawą „String Ting” Jesse`a Rose`a. Dwa następne utwory idealnie podtrzymują ten nastrój – bo to szorstki garage house w wykonaniu DJ Sneaka („Battle`s Over”) i Matthiasa Meyera („Fallin”). Potem cofamy się niespodziewanie do lat 80. – a tam oczywiście króluje plastikowe italo-disco o kosmicznym brzmieniu. Tutaj dostajemy je w wykonaniu Ruede Hagelsteina („Silence”) oraz projektu duetu Sebo K & Metro – Freefall Inc. („Night Drive”).

W końcu przychodzi czas na mocniejsze rytmy – to jednak tylko energetyczny tech-house rozpisany na dubowe dźwięki i przestrzenne pogłosy w utworach duetu Subb-an & Hector (What You Got”) i projektu SIS („Talking To The Birds”). Ten erotyczny nastrój perfekcyjnie podsumowują panowie z Tiefschwarz wracając do garażowego house`u w zmysłowym „Black Magic Woman”. Nie odpuszcza również Butch – sięgając dosyć nietypowo dla siebie po buchający ognistym żarem tribal („LED Ceilling”). Atmosferę uspokaja dopiero Oliver Koletztki – przyjemnie bujając na koniec funkowym groovem w „Oh Shine”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2068931-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2068931-02″ allowscriptaccess=”always”]

Druga płyta z zestawu od razu uderza konkretnym przytupem – M.A.N.D.Y. & Lopazz bowiem stawiają na siarczyste electro w utworze „Full Off 12”. Podobnie zaczyna się potem „What Is Dance Music” duetu Benoit & Sergio – by z czasem zamienić się jednak w sprężysty house z przetworzonym wokalem. Mocno zbasowane rytmy typowe dla chicagowskiej szkoły grania tego gatunku znajdujemy w „Why” Maceo Plexa i „Sleepwalking” Fritza Zandera i Martina Dawsona.

Całą stawkę zgarniają jednak nasi rodacy – czyli Catz`n Dogz & SLG w fenomenalnie przebojowym miksie disco i house`u pod tytułem „Laud Sandra”. Od tego momentu kompilacja wchodzi na wyższy poziom. Kapitalnie wypada „Lost Decade” Lee Jonesa oparty na prostym a jakże chwytliwym loopie gitarowym a także wypełniony sugestywnie zbasowanymi akordami klawiszy „At Ricky`s” Marco Resmanna. Ten ekstatyczny klimat nagle opada – za sprawą nazbyt chmurnego „Lost” Ryana Crossona.

Powolne odbudowywanie tanecznego napięcia zaczyna się od niespiesznego „Ten Years After” duetu Koljah & Robin Drimalski. Świetnie się do tego nadają dwa minimalowe killery umieszczone tuż obok siebie – „Waterfloor Shuffle” Mike`a Shannona i „Moustache Groove” Sebastiana Wilcka & Stassy. Nawet sam Guillaume & The Coutu Dumonts rezygnuje ze swych afrykańskich inklinacji – i wali prosto w oczy niesamowicie energetycznym „The Drums”. Na tej fali utrzymuje nas Mathias Kaden – serwując lekko zdubowany „Sion”. A na finał prawdziwie gorące trio – Kiki, Djulz i Area Negrot w swawolnym „The Movement”.

Mimo ogromu muzyki, trudno tu wyłapać jakieś słabsze momenty. Szefowie berlińskiego klubu znają się wszak na rzeczy – i proponowany przez nich zestaw wprost bucha taneczną energią. Jeśli ktoś posłucha tej kompilacji – na pewno kiedyś zawita do Watergate.

Watergate 2012

www.water-gate.de

www.facebook.com/WatergateRecords

Kamp! – relacja z koncertu w Eterze


Cykl koncertów spod znaku „City Sounds” na stałe wpisał się już w muzyczną przestrzeń Wrocławia. Smakosze szeroko pojętej elektroniki oraz ambitnego popu, z zachłannością małego dziecka wypatrują kolejnych imprez, organizowanych przez załogę niebiesko-białego loga. Czytaj dalej »

Szymon Hollner – Rataje EP

Artysta niegrający pod publikę, głęboko i prawdziwie zakochany we wczesnym minimalu i nuscool techno. Jest DJ’em i producentem, organizuje rozliczne imprezy. W 2010 nakładem Relax2000, ukazały się jego dwie EPki (‚Electric Neighbours’, ‚Freaky People’). Tytułowy utwór pochodzący z ‚Freaky People’ został później zremiksowany przez duet Niederflur z wytwórni M_nus. W 2011 Szymon Hollner rozpoczął współpracę z Mathiasem Schaffhauserem, czego owocem jest EPka ‚Last Night In Barcelona’, która z kolei wyszła nakładem Ware Records- popularnej wytwórni, która działa od połowy lat 90′. Jego wielkim atutem jest tworzenie muzyki, płynącej z dala od mainstreamu, absolutnie niezależnej, charakterystycznie brzmiącej oraz podbitej interesującymi inspiracjami.

Wydawnictwo jest tworem, składającym się z czterech tracków. Rataje to utwór, wzbogacony o ciemny, szorstki właściwy deep housowi synth. Jest podmurowany ciężkim, rytmicznym basem, który śmiało buduje jego foremną podstawę. Całości dopełniają oldscoolowe, minimalowe sample. Taneczne to nie jest, ale odsłuch jest gwarancją fascynującej wycieczki w stronę podwalin elektroniki.

Kolejny track to Rataje zremiksowane przez Hrdvsion, od którego trąci większą dozą ‚świeżości’, utwór jest bardziej taneczny od swojego poprzednika. Taki tykający, zawoalowany nutką tajemnicy, pochodzącej od oryginału tech-house. Odcina się od klimatu całego wydawnictwa i nakreśla wyraźny kontrast na jego tle.

Glassjer to utwór, zaczynający się od melodyjnych dźwięków, przypominających dźwięki harfy, bazujący na acidowych, agresywnych samplach, które jednak są dobrze rozgospodarowane w całej jego rozpiętości. Skrada się jak szpieg w krainie deszczowców, budzi podejrzliwość i niechętnie wyciąga rękę, acz całokształt jego postawy absolutnie intryguje.

Hallzi to ostatni kawałek. Zdystansowany do słuchacza, ale jak i cała reszta, przyciąga oraz zaciekawia. Z oddali dochodzą kobiece, ledwie słyszalne wokalizy. Słychać przesterowany akustyk i odrobinę jazzu, który dodaje mu zadziorności. Rytm i wplecione scratche z kolei ujmują mu ładu, który wcale nie jest w nim mile widziany. Taki uporządkowany bałagan. Wow przez wielkie ‚W’.

Rataje EP to drugie z kolei wydawnictwo nowej, polskiej wytwórni Rec.Out, która zapowiada się bardzo obiecująco. Czekamy na więcej!


 

http://www.facebook.com/RecOutLabel?fref=ts

Twigs & Yarn – Teksas w Japonii

Pod koniec sierpnia ukazał się debiutancki album „The Language of Flowers”, duetu Twigs & Yarn z Austin. Czytaj dalej »

WEFCON 2012: Wolność, sztuka, technologia

30 listopada rozpocznie się czwarta edycja WEFCON 2012, która potrwa do 1 grudnia i odbędzie się w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Czytaj dalej »

Bambounou – Orbiting

Wszystko wskazuje na to, że ma polskie korzenie od strony ojca – bo naprawdę nazywa się Jéremy Guindo-Zegiestowski. Czytaj dalej »

Hołd dla Pete’a Namlooka

Proponujemy ponad trzy godziny muzyki zmarłego niedawno pioniera niemieckiej elektroniki do posłuchania lub ściągnięcia.

Czytaj dalej »

Daniel Maloso – In And Out

Powołana do życia trzy lata temu przez Matiasa Aguyao wytwórnia Cómeme właściwie nie ma swojej stałej bazy, bo podobnie jak jej właściciel przenosi się co chwilę między Beunos Aires i Santiago a Kolonią i Londynem. Nie przeszkadza to jednak cenionemu producentowi publikować jej nakładem wyróżniające się na współczesnej scenie klubowej płyty. Poza serią winylowych dwunastocalówek w zeszłym roku otrzymaliśmy od niego debiutancki album Rebolledo, a teraz – również debiutancki album Daniela Maloso.

Ten pochodzący z Meksyku artysta objawił swój talent całkiem niedawno – bo jego pierwszy singiel ukazał się nakładem wytwórni Matiasa Aguayo zaledwie dwa lata temu. Ponieważ „Desierto” stał się sporym sukcesem, rok później ukazał się kolejny zestaw – „Hijos De Jose”. Oba te krążki były tak naprawdę jednak tylko przedsmakiem do tego, co przynosi nam obecnie „In And Out”.

Na swym debiutanckim albumie Maloso zabiera nas na wycieczkę do najbardziej mrocznych klubów sprzed ćwierć wieku. Kiedy otwierają się przed nami ich blaszane wrota, od razu bucha gorąca i zmysłowa muzyka. Rozpoczynająca całość „Shera” to wysmakowany hołd dla Liaisons Dangereuses – najważniejszego projektu z hiszpańskojęzyczną muzyką taneczną lat 80. Idąc dalej tym tropem, trafiamy na „Body Music”. To kontynuacja poprzedniego wątku – bo tym razem meksykański producent sięga po ciężkie bity i zbasowane klawisze rodem z produkcji duetu D.A.F., uzupełniając je jednak we własnym stylu acidowym loopem i dyskotekowym chórkiem. Podobne dźwięki wracają jeszcze potem w „Steady Rolling (All My Life)” – choć tym razem bliżej im do późniejszych dokonań muskularnych Niemców rodem z płyty „First Step To Heaven”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2056053-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2056053-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bardziej perwersyjną wersją klasycznego EBM otrzymujemy w „Cafe Obscuro”. W tytułowej knajpie musieli niegdyś spotykać się fetyszyści spod znaku sado-maso – bo Maloso modeluje tutaj uderzenia automatu perkusyjnego na smagnięcia rzemiennym pejczem. Te skojarzenia wiodą nas wprost do „Punk Reggae Disco”. Z mrocznych czeluści brudnego klubu wyłaniają się tutaj posępne postacie przypominające członków grupy Borghesia – a mechaniczne electro uzupełniają kraftwerkowe klawisze i rozedrgany pochód przesterowanego basu, jaki pamiętamy choćby z ich płyty „Love Is Colder Than Death”. Idealnie pasuje do tego klimatu również „They Came At Night”. Choć tym razem meksykański producent sięga po chicagowski house – i tak ozdabia go moroderowym loopem o mocno erotycznej energii w stylu słynnego „I Feel Love” Donny Summer.

Klasyczne disco pojawia się zresztą już tutaj wcześniej – ale w bardziej europejskiej odsłonie. „Boney” mówi już zresztą samym tytułem wszystko: to hipnotyczny killer rodem z monachijskich klubów drugiej połowy lat 70., wywiedziony z jednej strony z krautowych eksperymentów Ash Ra Temple, a z drugiej – z masowej produkcji tanecznej Franka Fariana. „Right Kind” sprawia, że przenosimy się bardziej na południe kontynentu. Maloso stawia tym razem na soczyste italo-disco z rozśpiewanym chórkiem w stylu dawnych dokonań Freda Ventury. Ciekawą syntezą „czarnego” funku i „białego” EBM jest w tym zestawie „Control Y Voltaje”. Antytezą tego zmysłowego  grania jawi się natomiast „Mamihlapinatapai” – złowieszcza wizja chmurnego minimal wave, które mógłby firmować sam Conrad Schnitzler z okresu eksperymentów na płycie „Auf Dem Schwarzen Kanal”.

„In And Out” to wyjątkowo seksualna płyta – ale w mocno dekadenckim stylu. Znajdujące się na niej nagrania przywołują apokaliptyczne czasy, kiedy egzystencjalny pesymizm prowadził do perwersyjnego erotyzmu uprawianego w takt mrocznych ale rytmicznych nagrań tworzonych w podziemnych bunkrach odciętego od całego świata Berlina Zachodniego. Posłuchajcie tej muzyki – a poczujcie rozkoszne pieczenie od uderzeń skórzanego pejcza na własnej skórze.

Cómeme 2012

www.musicacomeme.com

www.facebook.com/musicacomeme

www.facebook.com/pages/Daniel-Maloso

Breakbot – By Your Side

 

Oczekiwananie na pierwszy, długogrający krążek od Thibauta Berlanda, tworzącego pod pseudonimem Breakbot był spowodowanym tym, że jednak tęsknimy za Princem – lubimy lukrowany pop, a Francuzi ciągle mają patenty na podawanie go w modnych kolorach retro-electro, disco-house, nu-disco.

Breakbot znany był w kręgu fanów Ed Bangera, Kitsune – te wytwórnie-matki szlifowały go od paru sezonów. On sam zaprezentował się jako efektowny artysta live, remikser i kompozytor. Kapitalne utwory „Fantasy”, „Baby I’m Yours” od 2010 roku momentalnie zapadały w pamięć – genialne skrojenie melodii i wokalu sprawiło, że królowały na wielu parkietach i wszelkich składankach przypominających disco.

Oby to nie stało się normą, ale w znacznej ilości artyści grający nu-disco regularnie palą pierwsze podejście do albumu. Nie wybaczono tego Aeroplane, podobnie może być z Breakbotem. Jasne, malkontenci powiedzą że to wina gatunku – ileż można remiksować, kalkować, tłuc edity starych przebojów – przecież to nawet nie jest twórczość tylko odświeżanie. A może po prostu singiel, EPka przez swoją formę ma wdzięczniejszą nośność jako produkt parkietowy i wysokoimprezowy?

Niestety, po kilku podejściach, kłotniach, rozstaniach i powrotach, album Breakbota nie porywa z energią dawnych wyczynów. Z apetycznych zapowiedzi jest zaledwie przeterminowanym półproduktem – wydaje się, że za dużo tu konwencji, przerywników, wahań nastroju, a mało autentyzmu i najzwyczajniej dobrej, zapadającej w pamięć muzyki. Czekoladowa okładka zapowiada słodycz, która jest mdła i czekoladopodobna. Na albumie znajdziemy lekko popujący i chillujący feeling, z odcieniami funku, w towarzystwie przeróżnych wokali. Pojawiają minutowe wprawki instrumentalne (chillwave’owe „Easy Fraction”), jawne wspomnienia Bee Gees („One out of Two”) czy Michaela Jacksona („Fantasy” naprawdę mógł być sprzedany jako zaginiony utwór MJ), wypalone już niestety utwory – właśnie „Fantasy” i „Baby I’m Yours”. Wciąż dobre, jednak jako dwuletnie wizytówki albumu nie da się tego sprzedać. A tym bardziej kupić.

Dzięki charakterystycznemu wokalowi Irfane płyta ma kompletne momenty, lecz Breakbot, który dał się poznać jako magik parkietu, czaruje w kratkę. Chyba przekombinował. Bo przez zmienność form, niektóre utwory nie pasują do zestawu – może to była próba wyłamania się z imprezowej jednoznaczności disco. Nie mniej jednak, tego nastroju na tej płycie jest zaledwie tyle, co do wyciśnięcia na EPkę. Niektóre zaklęcia poszły w próżnie, niektóre działają. Wystarcza na trójkę.

Ed Banger Records, 2011

3/5

Najlepsze momenty: Another Dawn, Fantasy, The Mayfly In The Light

Kamp! zagra dzisiaj w Eterze

City Sounds zaprasza na jeden z najbardziej wyczekiwanych we Wrocławiu występów przedstawicieli młodej polskiej sceny – występ electro-popowego tria Kamp!

Czytaj dalej »

Crosson & Merveille – DRM

W ciągu minionych kilku miesięcy projekt Visionquest, w skład którego wchodzi czterech producentów młodego pokolenia z Detroit, stał się jedną z największych gwiazd światowego clubbingu. Występy w tak znanych miejscach jak Fabric, Watergate czy Cocoon sprawiły, że dzisiaj ma on na swym Facebooku już prawie pięćdziesiąt tysięcy fanów. Nic więc dziwnego, że uszy wszystkich zainteresowanych taneczną elektroniką nastawione są obecnie na wszelkiego rodzaju wieści dochodzące z obozu Visionquest.

Ponieważ do tej pory kolektyw ogranicza swą fonograficzną działalność do publikowania didżejskich miksów, wielbiciele ich twórczości muszą zadowolić się solowymi produkcjami tworzących go artystów. Najciekawszym wydawnictwem z tego kręgu wydaj się być wydany właśnie przez prowadzoną przez nich wytwórnię debiutancki album duetu Crosson & Merveille – „DRM”.

Pierwszy z odpowiadających zań twórców to właśnie jeden z filarów Visionquest. Choć zaczynał swą karierę w Detroit, dopiero przeprowadzka do Berlina sprawiła, że wkroczył na klubowe salony. Szybko dał się na nich poznać jako jeden z bardziej utalentowanych twórców minimalowej wersji house`u, którego utwory z pocałowaniem w rękę publikowały takie wytwórnie, jak Trapez czy Wagon Repair. Drugi z nich pochodzi z Paryża – ale i w jego przypadku o sukcesie zdecydowała dopiero przeprowadzka do stolicy Niemiec. Tam szybko objawił on swój talent do inteligentnego samplowania jazzowej klasyki, którą to umiejętność wykorzystywał oczywiście do tworzenia klubowych killerów, wydawanych głównie przez firmę Luciano – Cadenza.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/471698-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=471698-01″ allowscriptaccess=”always”]

Przygotowany przez Crossona i Merveilla materiał wykracza daleko poza klubową oczywistość. Zaczyna się bardzo łagodnie – akustyczne dźwięki gitary wsparte lekkim pulsem bitu i rytmicznym klaskaniem tworzą eteryczny nastrój, potęgowany przez kojące odgłosy natury („Nymphean”). Idealnie wpisuje się weń następna kompozycja – bo jej głównym wątkiem są subtelne tony fortepianu zalane pastelowymi plamami wygrywanymi na klasycznym Rhodesie („Pending”). Producencki duet wspomaga tutaj swą grą para zaprzyjaźnionych z nim artystów – Kate Simko i Arthur Simonini.

Taneczny puls pojawia się dopiero w „Again & Again”. To doprawdy mistrzostwa robota! House`owy bit jest tu podstawą do przeprowadzenia syntezy zupełnie odmiennych dźwięków: warczącego pochodu post-punkowego basu, rozognionej partii jazzowych dęciaków, egzotycznej wokalizy i glitchowych efektów. Nie mniej ciekawie wypada „No Hassle” – tym razem w roli głównej są sample wycięte z jakiejś orkiestrowej kompozycji, bo słychać tutaj zarówno fortepian i trąbki, jak również dudniące kawalkady przestrzennych kotłów. Nieco mniej rozbuchaną aranżację ma tytułowy „DRM”. W tym przypadku Crosson i Merveille stawiają przede wszystkim na hipnotyczny rytm – ozdabiając go jedynie wibrafonową wariacją zanurzoną w studyjnych stukach i trzaskach.

Chwilę wytchnienia po tych tanecznych petardach przynosi „At The Seams”. Kojące nagranie wyróżnia się nastrojowym śpiewem – a to zasługa pochodzącego z Montrealu wokalisty o barwnym pseudonimie Banana Lazuli. Umieszczona tuż obok „Orca” bucha najmocniejszą energią z zestawu – bo mimo minimalowej obróbki, jej podkład stanowią twarde bity i zwalisty bas o tech-house`owym ciężarze. Pozostała część kompozycji ma dla kontrastu zwiewny charakter – tworzą bowiem ją perliste kaskady przeciągłych syntezatorów podbite szelestem jazzowych perkusjonaliów. Chociaż również „Escale” tętni plemiennym pulsem tribalowych bitów – czuć, że poziom energii zaczyna powoli opadać. I rzeczywiście – całkowite uspokojenie przynosi finałowy „The Day You Left”, owiewając nas wieczorną bryzą znad dalekich Balearów, niosącą tęskny śpiew tajemniczej wokalistki.

„DMZ” to świetny materiał. W każdej minucie tej płyty słychać, że jej twórcy włożyli w nią całą swą pasję. Takie cyzelowanie detalu nie zabiło jednak spontaniczności tej muzyki. Najbardziej przypadnie ona do gustu wielbicielom twórczości Ricardo Villalobosa – bo jest w niej podobny rozmach, podobne uwielbienie jazzu, podobna perfekcja brzmieniowa. Crosson i Merveille mają jednak swój styl – bo w ich nagraniach jest większa różnorodność emocji i nastrojów. Posłuchajcie koniecznie!

Visionquest 2012

www.vquest.tv

www.facebook.com/visionquest.official

www.facebook.com/RyanCrossonMusic

www.facebook.com/pages/Cesar-Merveille

Nico Muhly powraca z nowym albumem

Urodził się w Vermont, ale od wielu lat mieszka w Nowym Jorku. Już w wieku 10 lat rozpoczął naukę gry na fortepianie. Ukończył wiele szkół m.in. Columbia University i Juilliard School. Czytaj dalej »

Pierwsza solowa płyta Artura Maćkowiaka

W listopadzie ukazał się, nakładem bydgoskiej oficyny Wet Music Records, solowy album Artura Maćkowiaka – „Take Away”. Czytaj dalej »

Organized Music From Thessaloniki

Kostis Kilymis to artysta zainteresowany wieloma mediami – tworzy muzykę, instalacje dźwiękowe oraz prace wideo. To on powołał wydawnictwo Organized Music From Thessaloniki, promujące europejskich twórców z kręgu elektroakustycznej improwizacji (EAI). Założona w rodzimej Grecji wytwórnia zmieniła swą lokalizację z powodu przeprowadzki jej właściciela z Salonik do Londynu. Jak widać, ogólnoeuropejski kryzys nie oszczędza sztuki dźwięku, wymuszając na jej twórcach emigrację. Potwierdza to również rodowód artystów tu wydających – poza Grecją najciekawsi autorzy pochodzą z Hiszpanii bądź Portugalii. Miejsce urodzenia nie jest oczywiście obowiązującą cezurą, lecz Thessaloniki w nazwie zwracają uwagę na lokalność przedsięwzięcia.

Na czym może polegać europejska specyfika muzycznego eksperymentu? Aby się przekonać posłuchajmy trzech ostatnich tytułów z katalogu, wydanych w formie CD.

Dimitra Lazaridou-Chatzigoga – Stroke By Stroke

Dimitra Lazaridou-Chatzigoga urodziła się w Salonikach, jednak obecnie mieszka w Londynie, gdzie na tamtejszym uniwersytecie rozwija swoją działalność naukową jako doktor na wydziale lingwistyki. Muzyką zajmuje się od roku 2006, kiedy rozpoczęła eksperymentować z brzmieniem cytry. Ludowy instrument w jej rękach staje się narzędziem emitującym nietypowe brzmienia, uzyskiwane dzięki preparacji oraz stosowaniu niestandardowych sposobów gry. Zgromadzone obiekty, w tym gitarowy E-bow, umożliwiają rozszerzenie palety barw.

„Stroke By Stroke” to dotąd jedyny solowy album artystki, nagrany w Atenach. Informacja o miejscu rejestracji nie jest przypadkowa – we wkładce płyty celowo podkreślono, iż zapisu dokonano w warunkach domowych pomiędzy czerwcem 2010 a kwietniem 2011 roku. Umieszczona została również adnotacja o pozostawieniu na ścieżce odgłosów otoczenia, śladów po toczących się w tym czasie w stolicy Grecji zdarzeń. Oddanie głosu ulicy to gest solidarności z mieszkańcami kraju, który znalazł się w trudnej sytuacji społeczno-gospodarczej. Zwrócenie uwagi na problem. Podobny zabieg zastosował ongiś Mazen Kerbaj – trębacz-improwizator z Libanu – nagrywając solo na balkonie podczas nocnych bombardowań Bejrutu. Na „Stroke By Stroke” nie słychać aż tak dramatycznych odgłosów, dominują dźwięki codziennego życia toczącego się za oknem. Lazaridou-Chatzigoga zestawia z nimi intymne poszukiwania muzyczne, brzmienia pobudzanych strun cytry, rezonowania z jej wnętrza.

Pięćdziesiąt minut przynosi wiele zmysłowej przyjemności, dostarczanej poprzez wprowadzanie kolejnych tekstur. Cytra brzmi jak gamelan („Woody Woodpecker”), preparowany gramofon („Parasite”), elektronika („Each and Every”), gitara Dereka Bailey’a („Gargaretta”). Artystkę cechuje wrażliwość na niuans, umiejętność dynamicznego łączenia kolejnych wątków, ogromna inwencja. Solowy album pozwala uczestniczyć w domowym rytuale, podczas którego powstają osobiste szkice-impresje z greckiego miasta.


Pascal Battus, Alfredo Costa Monteiro ‎– Fêlure

To już druga płyta duetu, po „Ductile” sprzed czterech lat, na której twórcy ograniczyli do minimum zestaw użytych obiektów dźwiękowych. Alfredo Costa Monteiro to doświadczony improwizator urodzony w Portugalii, który stosuje rozszerzone techniki artykulacji grając na akordeonie, gramofonie, gitarze oraz obsługując rozmaite przedmioty. Co roku wydaje kilka albumów (w 2012 już osiem!), jednak w tym przypadku ilość idzie w parze z jakością. Jego muzyczny partner, francuski artysta Pascal Battus, swój zestaw buduje z rozmaitych obiektów, takich jak styropianowe tacki. Do wzbudzenia drgań stosuje prostych mechanicznych urządzeń: silniczków, wiatraków na baterie, membrany głośnika. Kluczowe w strategii obu twórców jest używanie mikrofonów kontaktowych, potrafiących przekształcić drobne szmery w zdarzenie o sile tektonicznej.

„Fêlure” to album nieprzejrzysty, trudny do odczytania. Słowo użyte w tytule w języku francuskim oznacza rysę bądź pęknięcie. Tym tropem można się posłużyć przy odbiorze czterech kompozycji bez tytułu, w których wykorzystano między innymi papier poddany amplifikacji oraz obiekty. Narracja muzyczna obfituje w rozdarcia, trudno tu mówić o klasycznie pojętej linearności. Zjawiska akustyczne pojawiają się jak chmury, by po chwili ulec rozproszeniu. Jest gęsto i momentami głośno, choć nagranie nie należy do kategorii noise.

W pierwszych minutach odgłosy do złudzenia przypominają szepty i zawodzenie kobiecej zjawy. W późniejszych partiach dźwięki odrywają się od znaczeń, niczego nie imitują, lecz demonstrują cały swój abstrakcyjny potencjał. Szorstki, mechaniczny, molekularny – słuchacz sam musi znaleźć dla nich odpowiednie określenie.

Album wydany w minimalistyczny sposób, w tekturowym opakowaniu, z obwolutą z papieru pakowego, kryje krążek do uważnego, wielokrotnego słuchania.


Ferran Fages – For Pau Torres

Ferran Fages jest łącznikiem pomiędzy autorami omawianych powyżej albumów. Z Costa Monteiro tworzy duet Cremaster, z którego szorstką poetyką można zapoznać się choćby dzięki albumowi z polskiego Monotype Records. Lazaridou-Chatzigoga towarzyszy mu w składzie ap’strophe na cytrę, akustyczną gitarę i generator fal sinusoidalnych. Poza gitarą Fages najczęściej w swych eksperymentach sięga po elektronikę, gramofon (bez płyt), radioodbiorniki i amplifikowane obiekty.

„For Pau Torres” to solowe nagranie na elektryczną gitarę i walkie-talkie. Krótkofalówka służy tu najprawdopodobniej do kontrolowania sprzężeń. Choć gitara wydaje się najbardziej „zużytym” ze wszystkich instrumentów, wyeksploatowanym przez rock i inne gatunki, to pod palcami Hiszpana cały ten balast znika. Zaskakujące, tym bardziej, że Fages odwołuje się w swej kompozycji do… bluesa.

Czterdziestominutowy utwór, choć nie został podzielony na osobne tracki, składa się z trzech nierównych części. Pierwsze osiem minut należy do łagodnego sprzężenia. Na koncertach rockowych, gdy gitarzysta zbliża swój instrument do wzmacniacza i wywołuje rezonujące piski, jest to często oznaka zbliżającego się finału występu. Fages osiąga ten sam efekt, lecz pozbawia go ładunku agresji. Do tego przewrotnie umieszcza partię na początku albumu.

Od ósmej minuty rozpoczyna się drugi segment. Bluesowa melodia zostaje tu zredukowana do kilku akordów – istotna jest cisza, w której wybrzmiewają. Momenty zawahania, coraz dłuższe pauzy to już domena ostatniej części. Autor dokonuje systematycznej dekonstrukcji wcześniej granych akordów. Muzyka nabiera drapieżności, wyczuwa się narastające napięcie. Dźwięki coraz dłużej wybrzmiewają, zamieniają się w dron. Bliżej końca ponownie pojawiają się zręby bluesowej melodii. Jako coda tego znakomitego w swej prostocie albumu, powraca sprzężenie użyte na początku, ucięte w dość niespodziewanym momencie.

Organized Music From Thessaloniki
Sklep online

Fotografia w nagłówku: Corinna Triantafyllidis