LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.



Rozmowa z Taylorem Deupree

Specjalnie dla Nowej Muzyki Taylor Deupree mówi m.in. o swoim najnowszym krążku, pasji fotograficznej, labelu 12k i ambiencie.

Pod koniec listopada ukazała się jedna z najważniejszych ambientowych płyt 2012 roku. Album „Faint” Taylora Deupree znalazł się wśród najlepszych płyt roku w podsumowaniu 2012 na naszej stronie Nowamuzyka.pl – tutaj. Krążek został opublikowany nakładem nowojorskiej oficyny 12k.

W związku z tym wydarzeniem rozmawiałem z Taylorem Deupree na temat wydawnictwa „Faint”, a także o różnych jego projektach sprzed lat i o zapowiadanych przez niego nowych muzycznych przedsięwzięciach. Zapraszam do lektury!

Faint

Taylor Deupree – muzyk, kompozytor, fotograf i designer. Jego zdjęcia pojawiły się w wielu różnych książkach i zdobiły różne projekty muzyczne. Autor licznych instalacji dźwiękowych, które znalazły się m.in. w Yamaguchi Center for Arts and Media (Yamaguchi, Japonia) i MTK w Tokio.

Mnogość projektów z udziałem Taylora jest imponująca, jak sama lista wydanych płyt. Współpracował z takimi artystami jak Stephan Mathieu, Christopher Willits, Savvas Ysatis, Kenneth Kirschner, Eisi, Frank Bretschneider, Richard Chartier czy Tetsu Inoue.

Dzisiaj osoba Taylora kojarzy nam się z stonowaną muzyką, na pograniczu ciszy. Tworzy mikrotonalne i ambientowe struktury dźwiękowe, ale początki jego kariery muzycznej były związane z bardziej dynamiczną muzyką techno.

W 1993 roku znany jako Taylor „T808″ Deupree wraz z kolegami (Jason „BPMF” Szostek i Dietrich Schoenemann ), założył projekt o nazwie Prototyp 909. W tym składzie nagrali cztery albumy. Po czym 1997 roku grupa przestała istnieć. Równocześnie w latach 1993 – 1997 Taylor nagrywał solo pod pseudonimem Human Mesh Dance. W tym przedsięwzięciu tworzył muzykę ambientową i ówcześnie był to spory kontrast w kontekście twórczości Prototyp 909. Taylor jako Human Mesh Dance wydał trzy albumy studyjne.

W 1994 roku nawiązał współpracę z innym artystą, tym razem z greckim kompozytorem muzyki elektronicznej Savvasem Ysatisem. Powołali do życia wspólny projekt o nazwie SETI („Search for Extra-Terrestrial Intelligence”). Tworzyli ambient, ale z domieszką różnych estetyk m.in. trip-hopu, IDM-u. Niekiedy ich muzyka ocierała się o noise (np. wykorzystywali odgłosy radioteleskopu skanującego przestrzeń kosmiczną). Projekt SETI był wynikiem fascynacji amerykańską organizacją SETI Institute, której misją jest „zbadanie, zrozumienie i wyjaśnienie pochodzenia życia we wszechświecie”. Pod szyldem SETI ukazały się trzy albumy studyjne.

W 1997 roku Taylor Deupree założył, dzisiaj już legendarną wytwórnię 12k. Od tamtej pory katalog oficyny znacznie się rozrósł i liczy ponad 80 pozycji. Swoje płyty w 12k opublikowali wielcy twórcy ze świata muzyki elektronicznej m.in. Alva Noto, Steve Roden, Ryuichi Sakamoto czy Steven Vitiello.

Ł. Komła: Twoja najnowsza płyta nosił tytuł „Faint”. Co kryje się za tym słowem ?

Jakoś tak się stało, że wolę aby moje albumy posiadały jednowyrazowy tytuł, i tym samym moim celem jest znalezienie pojedynczego słowa, które mogłoby przekazać różnorodne obrazy. Słowo powinno przekazywać bardzo dużo bez konieczności mówienia wiele – ta bardzo delikatna równowaga musi być zachowana. Słowo „Faint” (przyp. red.: słaby, nikły, blady, wątły, niewyraźny, nieśmiały), z definicji oznacza wiele rzeczy… może znaczyć delikatny, lub ledwo widzialny, ale może też oznaczać utratę przytomności. Wszystkie te definicje pasują do mojego albumu i właśnie inspirując się nimi próbowałem zagrać odpowiednie dźwięki i zrobić odpowiednie zdjęcia.

Opis dołączony do płyty przypomina mi sen, w którym podróżuję do różnych miejsc i podczas różnych pór roku. A mam wrażenie, że postać z tego opisu, tak naprawdę nie śpi, tylko zamyka powieki i stara się uchwycić moment pomiędzy jawą a snem… To tylko moją interpretacja (śmiech). Jak Ty postrzegasz ten tekst? 

Dokładnie tak, album ten opisuje krótki stan świadomości między snem a całkowitym rozbudzeniem. Miewam taki stan prawie każdej nocy gdyż często mam problemy z zasypianiem. Nadal jestem świadomy wszystkiego co się dzieje wokół mnie, gdy próbuję zasnąć i czuję jak moje myśli zaczynają się rozmazywać i sen zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem. To bardzo głębokie uczucie.

W przedostatnim utworze „Shutter” na krążku „Faint”, pojawił się gościnnie stały współpracownik wytwórni 12k – Cameron Webb. W tym nagraniu mamy jego znakomite partie gitary, które są pomostem pomiędzy senną elektroniką gdzieś w oddali, a mglistym krajobrazem innego świata dźwięków, bliżej nieokreślonego. Jak wspominasz Waszą współpracę nad tym utworem ?    

Płyta „Faint” została stworzona prawie całkowicie przy użyciu syntezatorów analogowych. Są to instrumenty, które tworzą formę większości utworów. Wykorzystałem też nagrania terenowe, jednak nie ma tam zbyt wielu akustycznych instrumentów. Podczas tworzenia utworu „Shutter” poprosiłem Camerona, aby zagrał coś na gitarze, ponieważ chciałem rozszerzyć nieco paletę dźwięków. Zagrał swoją partię do tego co już zostało nagrane, jednak do momentu zakończenia pracy nad albumem utwór ten został zmieniony, tak aby pasował do partii gitar Camerona. Całkowicie „rozebrałem” go z wcześniej nagranych dźwięków i to gitara stała się podstawą. Wersja końcowa diametralnie różniła się od tego, od czego zaczynałem. Uważam, że gitara to świetny dodatek do albumu tak bardzo syntetycznego.

Taylor Deupree

Fot. Marcus Fischer, powyżej Taylor Deupree

Ukazało się również specjalne wydanie płyty „Faint”, gdzie mamy pudełeczko, a w środku znalazła się dodatkowa płyta, zawierająca jedną 38-minutową kompozycję pt. „Thaw (Reprise)”, która jest rozszerzoną wersją nagrania „Thaw”, mamy też w zestawie 12 fotografii wykonanych ręcznie aparatem 35 mm. Opowiedz coś więcej o tym wydawnictwie, a szczególnie o dołączonych zdjęciach.

Od samego początku wiedziałem, że ten album musi być czymś więcej niż tylko płytą CD, więc kiedy zacząłem pisać muzykę, rozpocząłem także eksploracje wizualne i fotograficzne. Eksperymentowałem z 35mm plastikowym aparatem, dopiero co skonstruowanym, i udało mi się osiągnąć technikę, która dała efekt sennych obrazów. To po części właśnie te fotografie zainspirowały mnie do nadania tytułu płycie „Faint” i gdy coraz dłużej zajmowałem się tymi zdjęciami zdałem sobie sprawę, że będą świetnie współgrać z muzyką.

Zastanawiałem się nad wieloma sposobami przedstawienia mojej pracy, aż w końcu przyszedł mi do głowy pomysł zestawu pudełkowego, idealnego do umieszczenia wewnątrz płyt, jak i zdjęć. Zawsze interesowały mnie długie formy dźwiękowe, więc rozszerzenie jednego z utworów („Thaw”), wydało mi się idealnym pomysłem na bonus do podstawowej płyty, który mógłby się znaleźć się właśnie w tym pudełku. Z powodu wysokich kosztów produkcji wersji pudełkowej czułem, że standardowe wydanie CD może także spodobać się wielu osobom i będzie czymś co pozostanie dłużej na rynku.

Skąd wzięła się u Ciebie pasja robienia zdjęć ? 

Jak byłem młodszy i gdy dorastałem, moi rodzice zawsze mieli jakieś aparaty w domu i widziałem jak używają ich bez przerwy. Miałem możliwość zabawy nimi i ciągnęło mnie do fotografii jako formy sztuki i ekspresji, ponieważ kompletnie nie miałem talentu do malowania czy rysowania. W pewnym momencie życia zacząłem poważniej myśleć o robieniu zdjęć, więc zdecydowałem się pójść na uniwersytet i studiować sztukę fotografii. Z drugiej strony wiedziałem, że chcę zrobić karierę muzyczną, ale byłem też przekonany, że nie chcę by ktokolwiek uczył mnie jak tworzyć muzykę.

Muzyka zaczęła się we mnie rozwijać jako bardzo osobista forma ekspresji i chciałem przejść ścieżkę edukacyjną samodzielnie, tak by być całkowitym samoukiem zarówno od strony kompozytorskiej jak i technologicznej. Zdałem sobie też sprawę, że jednak w kwestii fotografii będę potrzebował kogoś z zewnątrz, kto mną pokieruje.

Winter Taylor Deupree

Fot. Taylor Deupree

W swojej twórczości przywiązujesz ogromną wagę do ciszy, niekiedy Twoja muzyka jest zredukowana do najmniej słyszalnych dźwięków. Ten sposób myślenia kojarzy się z minimalizmem w muzyce. Z czego wynika Twoja fascynacja ciszą? Przy tej okazji chciałbym, abyś opowiedział o ważnych dla Ciebie twórcach z tego nurtu.

Nie odnoszę wrażenia, abym w swojej muzyce wykorzystywał wiele ciszy. Czasem wydaje mi się, że nie używam jej wystarczająco dużo. Moja muzyka jest w dużym stopniu wykonana z delikatnych, długo trwających tonów, bez znacznej ilości ciszy. Dla mnie ważne jest, aby moje dźwięki były delikatne… nie ciche, to jest ta różnica. Dla mnie delikatne dźwięki mówią dużo o swojej budowie i charakterystyce, a dźwięk delikatny to taki, który podczas trwania sprawia wrażenie, jakby miał się rozpaść w nicość… to taki dźwięk, że jak go słuchasz, wstrzymujesz oddech.

Jednym z moich ulubionych artystów jest Brian Eno. To gdzieś między rokiem 1985 – 1986 pokazano mi „Thursday Afternoon”, i właśnie ten utwór stał się moim ulubionym nagraniem. „Faint” jest hołdem dla tego utworu i mówię o tym wprost.

Od wielu lat interesuję się minimalizmem, głównie dlatego, iż uważam, że wszelkie ozdobniki i dekoracje tylko rozpraszają prawdziwe piękno i funkcjonalność. Interesują mnie wyjątkowe i naturalne formy, pozwalające na to by emocje, historia i piękno wyszły na pierwszy plan, bez rozpraszania i zaciemniania przez niepotrzebne głupstwa.

Jeszcze jedno pytanie dotyczące Twoich albumów. Jednym z najlepszych jest „Northern”, nawiązujący do zimy. Dziś dostajemy „Faint” w momencie gdy zima właśnie puka do naszych drzwi. Jaki jest ten „magiczny” związek między Taylorem Deupree a zimą?

Tego jeszcze nie zbadałem (śmiech)! A więc tak, bardzo pociąga mnie zima jako pora roku, a będąc bardziej precyzyjnym, jest to śnieg – z wielu powodów. Uwielbiam jak śnieg redukuje wygląd krajobrazu do czerni i bieli oraz odcieni szarości. Natychmiast przywołuje czyste piękno do naszego otoczenia. Wszystko wyrównuje i usuwa nieład. Jest to dla mnie zawsze okres pełen inspiracji do fotografowania, ponieważ już sam śnieg pozwala usunąć z kadru niechciane obiekty czy zakłócenia i mogę wykonać fotografie, które mówią o tym dlaczego lubię minimalizm.

Śnieg to także świetny „materiał wygłuszający”. Widać to bardzo dobrze gdy mieszka się w mieście. Kiedy mieszkałem na Brooklynie najbardziej niesamowitą sprawą były ogromne burze śnieżne. Nagle hałas generowany przez miasto zostawał wyciszony i brzmiał jak przez poduszkę. Przy wieczornym śniegu miasto stawało się bardzo magiczne, ciche i milczące.

To także śnieg daje to niezaprzeczalne przytulne uczucie, że w domu jest nam bardzo ciepło. Okazuje się, że jestem bardzo produktywny w czasie, kiedy na zewnątrz pada śnieg. Być może czuję się rozgrzany przez cały sprzęt w moim studio. A patrzenie na śnieg przez okno to spojrzenie na piękno.

W tym roku nie mieliśmy jeszcze sporych opadów śniegu, ale już czekam na śnieg z moim aparatem…

Winter Taylor Deupree

Fot. Taylor Deupree

Jak wiadomo mieszkasz w Nowym Jorku i jestem ciekaw, w jaki sposób dbasz o ciszę w swoim życiu, mieszkając w tak głośnym mieście jakim jest Nowy Jork?

Wyprowadziłem się z miasta (Brooklyn) 7 lat temu i teraz mieszkam na wsi – około godziny drogi na północ od Nowego Jorku. Jest tu bardzo, bardzo cicho. Myślę, że kiedy mieszkałem w mieście, to jednym z powodów tworzenia przeze mnie muzyki ambient była chęć zbudowania pewnego rodzaju skorupy, która pozwoliłaby mi uciec od przesytu miasta. Tutaj, na wsi, moja muzyka to odpowiedź na symbiotyczny związek z naturą.

Chciałbym Cię zapytać o samo pojęcie muzyki ambient. Od momentu ukazania się płyty Briana Eno – „Discreet Music” z 1975 roku minęło wiele lat i obecnie ambient ma już zupełnie inne znaczenie. Definicja uległa poszerzeniu i sam gatunek wchłonął do swojej stylistyki różne środki wyrazu, estetyki. Czym jest dzisiaj dla Ciebie ambient, a czym mógłby być?

Zawsze trochę się waham gdy mam nazwać swoją muzykę mianem „ambientu”, ale używam tego terminu z powodu braku jakiegokolwiek innego, lepszego. Dla mnie muzyka ambient to dwa różne okresy. Pierwszy został rozpoczęty przez Eno, jak powiedziałeś, w latach 70-tych i 80-tych, i jest to ten ważniejszy okres. Potem ponownie, we wczesnych latach 90-tych ambient odrodził się dzięki takim twórcom jak Pete Namlook i jego wytwórni Fax, R&S czy Emit Records, Hypnos… i wielu innym artystom oraz labelom, gdzie tworzono „ambient techno”, mający swoje korzenie zarówno w dziełach Eno jak i muzyce techno, która ukazywała się w tym samym czasie. To właśnie w tamtym okresie rozpocząłem swoją profesjonalną karierę muzyczną, silnie zakorzenioną w scenie post-techno i „ambient”.

Wydaje mi się, że tak naprawdę nigdy nie przestałem tworzyć tamtej muzyki, jednak w samych dźwiękach jak i technice zmieniło się tak wiele, że nie jestem pewien czy termin „ambient” jest najlepszym określeniem dla tego co tworzę. Naprawdę nie lubię używać terminów gatunkowych, gdyż uważam, że wprowadzają ograniczenia i nie zostawiają zbyt wiele miejsca na myślenie poza ich obszarami. Jednak, jeśli miałbym użyć ich ponownie, sądzę, że najbardziej nowoczesną inkarnacją muzyki ambient jest nadal hybryda twórczości Eno, zmieszana z bardzo cichymi i długimi mikrodźwiękami. To wszystko otoczone jest również muzyką elektroakustyczną, ponieważ twórcy wykorzystują całą masę instrumentów akustycznych i procesów fizycznych, tworząc dużo bardziej namacalne i bogate dźwięki. Jednakże, korzystanie z etykiet gatunkowych nie daje muzyce żadnego usprawiedliwienia. Chcę tworzyć delikatną, cichą kontemplacyjną muzykę i nie zależy mi na tym jakim mianem ludzie będą ją określać.

W 1997 roku założyłeś wytwórnię 12k i jak pamiętam w jednym z wywiadów zaznaczyłeś: „Nie chciałem tworzyć dużego wydawnictwa, ani wzbudzać sensacji. Moim zadaniem było zbudowanie szanowanej reputacji poprzez publikowanie wysublimowanej muzyki z ciekawym designem dla inteligentnych słuchaczy”. Czy cel jaki sobie wyznaczyłeś pozostaje aktualny ? 

Tak, cel na pewno się nie zmienił i myślę, że to jeden z sukcesów labelu 12k. Rozpocząłem działanie mając tę misję na uwadze i po tych wszystkich latach nie odszedłem od tej wizji. Głównym pomysłem było ciche podążanie swoją drogą, tak aby ludzie mogli odkrywać label w sposób dla nich najbardziej naturalny. Nie ma środków, ani chęci, by 12k stało się większą firmą, nakierowaną głównie na zarabianie pieniędzy. Jestem zadowolony z tego jak 12k się rozwija. Oczywiście byłoby miło mieć coraz więcej słuchaczy, ale mamy swoje szczególne podejście jak ich wyszukiwać.

W 2007 roku wydałeś dwie płyty. Jedną z nich był album „The Sleeping Morning”, nagrany wspólnie z Savvasem Ysatisem (greckim kompozytorem muzyki elektronicznej), którego twórczość bardzo lubię. Drugi krążek to była płyta „Listening Garden” z udziałem Christophera Willitsa. Pamiętam czas, kiedy słuchałem obu płyt intensywnie i tworzyły dla mnie jedną całość. Jeżeli możesz to opowiedz jak wspominasz tamten okres swojej twórczości.

To są dwa zupełnie inne albumy, nad którymi pracowałem w zupełnie inny sposób. Jednakże razem podsumowują dwa najwspanialsze elementy mojej kariery. Po pierwsze kolaboracje z innymi artystami, a po drugie podróżowanie. Savvas i ja współpracujemy od 1994 roku. Zrobiliśmy wspólnie wiele albumów i zawsze cieszyliśmy się z eksplorowania nowych ścieżek twórczych. Akurat prawie skończyliśmy nasz nowy album, który ukaże się na początku 2013 roku i będzie brzmiał zupełnie inaczej, od tego, co do tej pory razem stworzyliśmy w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Album „Listening Garden” nagrany wspólnie z Christopherem powstał w wyniku jednego z najwspanialszych doświadczeń w mojej karierze, a było nim stworzenie instalacji w Yamaguchi Center for Arts and Media, w Yamaguchi (Japonia). To była jedna z najlepszych moich wypraw do Japonii. Zarówno Christopher, jak i ja, ma wiele wspaniałych wspomnień z tej podróży. Wydanie „Listening Garden” na CD było udokumentowaniem tej instalacji i pamiątką po tej wyprawie.

Można łatwo sobie wyobrazić, iż wielu czytelników jest również zainteresowanych  samym przebiegiem produkowania muzyki. Chciałbym Cię zapytać o instrumenty jakie użyłeś podczas komponowania „Faint”.  Gdy czytam Twoje porady odnośnie występów na żywo, piszesz, że artyści wykonujący muzykę ambient powinni pozbyć się laptopów i używać więcej instrumentów, efektów gitarowych, gadżetów DIY itd. Czy dotyczy to także pracy nad albumem w studiu? Widziałem też kilka zdjęć na Twojej stronie przedstawiających Teenage Engineering OP-1. Czy użyłeś tego urządzenia podczas tworzenia „Faint” i czy był to jeden z głównych instrumentów?

Podstawowymi instrumentami były wszystkie moje syntezatory: Jupiter 8 (mój ulubiony syntezator), Jupiter 6, Oberheim Xpander, DX7, Hartmann Neuron, Waldorf Microwave (kolejny ulubiony sprzęt), Virus TI (prawdopodobnie jeden z tych, które używam najczęściej), oraz Clavia Nord Modular G2. Były też inne, ale te, które wymieniłem powyżej stanowiły trzon. Zawsze poświęcałem dużo czasu na programowanie syntezatorów i uwielbiam siedzieć przed prawdziwym sprzętem programując go. Mam problem z czerpania inspiracji z oprogramowania, choć czasami je wykorzystuję. Sądzę, że wiele z instrumentów softwarowych oferuje zbyt dużą elastyczność, podczas gdy ja lubię ograniczenia instrumentów hardwarowych. Syntezatory softwarowe, które mnie przyciągają to takie, które są najbardziej ograbione z dodatkowych funkcji, jak Synplant czy Aalto. Nie podjąłem świadomie decyzji, by używać tylko hardwarowych syntezatorów nagrywając „Faint” – po prostu stało się to naturalnie. Są instrumenty, do jakich ciągle wracam i zawsze mam wokół siebie wiele syntezatorów… i tak już od dwudziestu lat!

OP1 kupiłem głównie jako narzędzie do grania „na żywo”, więc nie wykorzystuję go zbyt często w studio, jednakże wydaje mi się, że jeden z loopów, który znaleźć można na „Faint”, został stworzony na tym instrumencie. Wiele z moich procesów kompozytorskich to także stosowanie equalizerów „odzierających” dźwięk. Kiedy tylko nagram jakiś dźwięk często ścinam wiele częstotliwości, tak by był uboższy i pasował w zamierzone miejsce miksu. Lubię w ten sposób budować warstwy dźwięku.

Nie wiem czy to ważne, czy nie, ale zmiksowałem album na kasetę magnetofonową. Eksperymentowałem z miksem na komputerze, magnetofonie szpulowym czy kasetą i wydaje mi się, że kaseta jest najlepsza. Na „Faint” wykorzystuję także procesory sprzętowe, takie jak mój Eventide H3000 i H7600. Przed ostatecznym miksem używam wiele wtyczek w Digital Performerze, equalizerów i podobnych urządzeń by wyrzeźbić ostateczną wersję.

Czytelnicy forum serwisu Nowamuzyka.pl są wielkimi fanami oficyny 12k. Bardzo szybko znaleźli fotografię zamieszczoną na Instagram, o której jakiś czas temu pisałeś – http://instagram.com. Proszę, powiedz nam coś więcej o nadchodzących wydawnictwach, zwłaszcza z Marcusem Fisherem, o swojej współpracy (Taylor + RS?) oraz z artystą Seaworthy, gdzie pojawiła się wzmianka o tej kolaboracji jako „maybe” („prawdopodobnie”). Starsze albumy Seaworthy’ego były wysoko oceniane przez naszych czytelników.

Trzymam tą tablicę na tyłach mojego studia, aby mieć świadomość tego, co wyjdzie w następnej kolejności. Nie jest to pełna lista, ale w pewnym momencie były to pomysły, które miały zostać zrealizowane. Aktualnie jestem w trakcie wielu kolaboracji. Nie wiem, czy wszystkie wyjdą w 2013 roku, ale najprawdopodobniej wszystkie będą gotowe. Kolejny, choć nie ma tego na tablicy, będzie album z Savvasem Ysatisem, pt. „Origin” i zostanie wydany na 12” winylu w lutym.

Po bardzo udanym albumie Marcusa Fischera – „Monocoastal” zostaliśmy wielkimi przyjaciółmi i współpracujemy ze sobą, no i oczywiście cały czas proszę Marcusa o nagranie kolejnego albumu. On oczywiście o tym wie, i kiedy będzie gotowy, płyta na pewno zostanie wydana.

Seaworthy to kolejny muzyk, którego zawsze proszę nagranie kolejnego album; jest on jednym z moich ulubionych artystów 12k, a jego płyta „Map In Hand” to chyba najczęściej słuchany przeze mnie album 12k. Mam nadzieję, że będzie miał coś dla mnie w tym roku, ale podobnie jak u Marcusa, stanie się to tylko wtedy, gdy będzie gotowy, nie stosuję żadnych nacisków (śmiech).

Moja współpraca z RS niech na razie pozostanie pod osłoną tajemnicy, ponieważ jeszcze nie jesteśmy gotowi by o tym mówić. Jednak mam nadzieję, że ukaże się również w pierwszej połowie tego roku.

Także w 2013 roku uruchamiam serię pt. „Mono/logues”, która będzie wydawana w mono (a nie w stereo!). Będą to wycinane 7” płyty publikowane w bardzo małych nakładach i nagrywane przez różnych artystów. Zamówienie każdego wydawnictwa będzie możliwe tylko przez kilka dni, być może 3 lub 4. Wtedy i tylko wtedy będę zbierał pre-ordery, a następnie zamawiał tylko tyle płyt ile się sprzeda. Jeśli ktoś przegapi okazję, wtedy nie będzie szansy na zdobycie albumu. Płyty te są dość drogie w produkcji i będą wydawane w niewielkich nakładach, tak by kupujący mieli poczucie, że dostają coś naprawdę wyjątkowego. Muzyka z tej serii nie będzie wydawana w wersji cyfrowej.

Na rok 2013 zaplanowałem wiele świetnych płyt, myślę, że będzie to dość pracowity rok.

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

To była wielka przyjemność. Dziękuję!

 

Autorem zdjęcia, które znalazło się na samym początku wywiadu jest Corey Fuller.

Wywiad przygotowany we współpracy z Grzegorzem Bojankiem.

www.taylordeupree.com »www.12k.com »

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 11

  1. k.

    Jestem pełen podziwu i szacunku wobec tego, do jakich Artystów dociera Łukasz!
    Świetny wywiad i miła lektura na poranek w pracy – trzeba zacząć dobrze dzień 🙂
    Dzięki!

    k.

  2. Daria

    Wywiad roku! Pozdrawiam!

  3. Dobrze jest. Pytać dalej. Cisnąć, nie odpuszczać. Wyrywać z trzewi im smakowite kąski.

  4. kajuga

    Bardzo ciekawa rozmowa. Kolejny po Englishu tytan ambientu na stronach nowejmuzyki. Można tylko żywić nadzieję, że to nie koniec:)

  5. Tomek

    Kolejny kawał dobrze zrobionej roboty! Dzięki!

  6. @Aes – tak! Możesz mieć rację odnośnie RS. A tak poza tym Taylor jest super gościem – na prawdę miło nam się współpracowało. Fajnie, że wszedł w szczegóły techniczne (to pytanie z myślą o tworzących muzę)

  7. Aes

    Miałem narzekać, ale odpuszczę sobie. ;] Dzięki za wywiad.
    PS: RS = Ryuichi Sakamoto (prawdopodobnie).

  8. euwu

    dzieki za ten wywiad Panowie!

  9. catsndogs93

    Dzięki za ciekawą rozmowę.

Kto linkował?

  1. Taylora Deupree – „Northern” | Nowamuzyka.pl