Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Alice Russell – To Dust

Adele chyba jeszcze nie odespała imprezy po odebraniu Oscara, a z UK dostajemy kolejną, utalentowaną wokalistkę. Stylowo odległą, ale to wystarcza, żeby Wielką Brytanię nazwać krajem blondwłosych piosenkarek z delikatną nadwagą i mocnymi głosami.

Co ważne – Alice Russel jest od Adele lepsza. To już piąty longplay w karierze pochodzącej z Hrabstwa Suffolk córki organisty, której głos to pierwsza liga soulowa na świecie.

W ciągu 10 lat Russell wydawała swoje albumy, była mocno zaangażowana w projekty i liczne kooperacje multiinstrumentalisty Quantica, współpracowała z Falty DL, Mr. Scruffem, Nostalgią 77 a jej utwory remiksował DJ Vadim, Bonobo, Bugz In The Attic. Na „To Dust” trzeba było czekać aż cztery lata. Tyle przerwy po „Pot Of Gold” zaserwowała sobie Alice, przyzwyczajając do godnej podziwu regularności – poprzednie płyty wydając co rok-dwa.

Siła tego albumu to powrót do przeszłości – 14 utworów tworzących „To Dust” smakuje jak drink „Old Fashioned”, który pije Don Draper z serialu Mad Men, w głębokich latach 60. w USA. Brakuje tylko gdzieś w knajpianym drugim planie podświetlonego podestu, na którym uwija się elegancko ubrany mały band, a za mikrofonem wije się Alice.

My odwołujemy się do przeszłości, bo dawno nie słychać było takiej muzyki, Don za to krztusi się owym drinkiem – to co leci, jest zbyt awangardowe. Dlatego, że oprócz soulu na płycie pobrzmiewa typowy dla TT miks dźwięków, który sami określili jako: „jazzbreakshiphopsoulfunkbeatsounds”

I tak soulowa diva śpiewa do rytmicznych bitów, pociętych sampli, wśród nu-jazzowych breaków, trip-hopowych wręcz bassline’ów. Rządzi ona – jej głos jest niezwykle mocny i głęboki, gładko wpasowany w eklektyczne tła. Pełnia rozbrzmiewa w akustycznych miniaturach dźwiękowych i delikatniejszych kompozycjach („I Loved You”). Singlowe kawałki – „Heartbreaker”, „Twin Peaks” – skutecznie przyciągają, jednak najlepsze w zestawie wydaje się „For A While” – prawie pięć minut połamanego chóralnym wokalem pianina, kojącego Rhodesa i surowego brzmienia bit maszyny.

Ci, którzy po raz pierwszy usłyszą ten wokal, mogą się poczuć się urzeczeni. Ci, którzy znają wyczyny Brytyjki, mogą wsłuchać się w jej solidność – „To Dust” to kolejny pokaz umiejętności Alice Russell i intuicji speców z Tru Thoughts, wytwórni, która mógłaby częściej o sobie przypominać.

http://www.alicerussell.com/

http://www.tru-thoughts.co.uk/

Tru Thoughts, 2013

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.