Wpisz i kliknij enter

Virlyn – Man Asleep

Odkształcenia, deformacje dźwiękowe to tylko dwa określenia na to, co robi z brzmieniami instrumentów Frédéric Vanderlynden (aka Virlyn) na swojej nowej płycie „Man Asleep”, która ukazała się nakładem ETALABEL.

Dzięki polskiej oficynie ETALABEL odkrywamy muzykę kolejnego interesującego artysty – tym razem z Belgii. Już jako nastolatek Vanderlynden zafascynowany twórczością The Future Sound of London i The Orb, sięgnął po różne stare taśmy i przy pomocy miksera szukał sposobów na stworzenie własnych eksperymentów. Z czasem Vanderlynden odkrył, że są mu potrzebne nagrania terenowe i zaczął je przemycać do swoich utworów. Na pewnym etapie muzyk swoją twórczość streścił jako eksperymentalna elektronika.

Fascynacje filmowe Vanderlyndena, z racji wykształcenia, zdeterminowały jego nagrania i stworzyły poukładaną symbiozę.

W „Cephei” rozwleczone brzmienie harmonijki idealnie współgra z elektronicznym pasmem mrocznych barw. Może to zabrzmi trochę dziwnie, ale widzę ten fragment w jakimiś spaghetti westernie. Szczególnie w scenie pojedynku, jeden na jednego. Te dźwięki harmonijki nie dają mi spokoju. Czy Frédéric Vanderlynden jest emanacją filmowej postaci człowieka z harmonijką? Wystarczy włożyć płytę do odtwarzacza i przekonać się, gdyż właśnie tak rozpoczyna się ten krążek.

Z kolei w singlowym nagraniu „Ran” jest również jakaś niepokojąca atmosfera. Pojawia się i znika, bliżej nieokreślona elektroniczna fraza. Już po pierwszym przesłuchaniu udziela się hipnotyczny klimat tego utworu.

Rój iskrzących trzasków zatopiony w preparowane dźwięki instrumentów znajdziemy w „Lilith”, co ciekawe, w tej kompozycji zostało zmodyfikowane brzmienie duduka – tradycyjnego instrumentu rodem z Armenii.

Sennie i niepozornie podkręca klimat Lucas Van Milder grający na saksofonie w utworze „Dawn”. Muzyka z płyty „Man Asleep” od samego początku jest jedną wielką hibernetyczną kapsułą snu.

Kolejny fragment „Mirror Pt.1” nakazuje wyjść z kapsuły i wskoczyć w otchłań niskich dronowych dźwięków. Myślę, że poczujecie klimat Buriala, ale takiego odartego z charakterystycznego rytmu. Warto też wspomnieć, że w tym nagraniu pojawił się dobry znajomy wszystkim fanom ETALABEL, Dominik Grenzler (aka An Moku).

Nie mogło zabraknąć też brzmienia skrzypiec, które znakomicie buduje, a wręcz podtrzymuje te senne napięcie, jakie mamy w „Swan”. A „Descent” to chwalebny ukłon w stronę minimalistów i to różnej maści.

Ten niekończący się sen musiał kiedyś dobiec końca i tak po ostatnim nagraniu „Cult” bańka pęka. Ostatni już raz do snu kołysze harmonijka, tyle, że brzmi bardziej zdecydowanie, gwałtownie każąc nam się obudzić. Na pewno jest inna opcja. Wychylmy rękę szukając po omacku pilota, namierzmy przycisk „play” i cóż, życzę Wam miłych snów. Dobranoc. Bo jestem po prostu „Man Asleep”.

23.04.2013| ETALABEL

 

Strona ETALABEL »
Profil na BandCamp »
Profil na Facebooku »
Słuchaj na Soundcloud »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Iwona
Iwona
7 lat temu

Mi kojarzy się z Jowiszem pozdrawiam!

Tom
Tom
7 lat temu

egzemplarz zamówiony 🙂

Grzesiek Bojanek
7 lat temu

Hej dadaista – leci w poniedziałek 🙂 DZIĘKI! Fajnie, bo 80% płyt leci do USA i UK!

dadaista
dadaista
7 lat temu

To ja dziękuję 🙂

dadaista
dadaista
7 lat temu

W otwierającym album utworze „Cephei” słyszę sporo „Heresy” Lustmorda.

dadaista
dadaista
7 lat temu
Reply to  Łukasz Komła

Zamówiłem płytę pół godziny temu 😉

hs
hs
7 lat temu

Recka trafnie oddaje muzykę. Pozdrawiam Redaktora.

ja
ja
7 lat temu

Fajna okładka.

Polecamy