The Chemical Brothers – No Geography
Jarek Szczęsny:

Wszystkie znane chwyty.

Kucz/Bilińska – Kucz/Bilińska
Jarek Szczęsny:

To nie jest płyta na dzisiejsze czasy.

Logos – Imperial Flood
Paweł Gzyl:

Sielski krajobraz wschodniej Anglii przełożony na awangardowy grime.

Alberich – Quantized Angel
Paweł Gzyl:

Suma wszystkich przemian.

Amnesia Scanner And Bill Kouligas – Lexachast
Jarek Szczęsny:

Taniec z kaktusem.

HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo.

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.



Rebeka – Hellada

Na początku była ona. Ona, czyli Iwona Skwarek i dotychczas można było ją poznać poprzez twórczość wsławionego energetycznymi koncertami avant-popowego, poznańskiego zespołu Hellow Dog. Gdzieś w okolicach 2010 pojawił się on. On, czyli Bartosz Szczęsny, również związany ze stolicą Wielkopolski, intrygujący producent elektroniki krążącej w okolicach nu-disco, używający do swych setów gitary basowej i kontrolerów MIDI. Ona i On postanowili połączyć siły tworząc duet Rebeka. W 2011 wypuścili singiel „Fail”, w którym piękne wokalizy mogące obecnie kojarzyć się z melodyką Woodkida, osadzone są na prostych tom-bębnach rodem z minimalistycznych The Kills. Rok później świetne „Stars” wydała portugalska oficyna DiscoTexas. Ten przebojowy numer uwodzi ciepłym dwubrzmieniem głosu i gitary, które oplatają kaskady chłodnych synthów, a kołem zamachowym całości jest telegraficzny puls electrobasu i parkietowy bit. Obecnie nakładem wytwórni Brennnessel (założonej przez twórców Kamp!) światło dzienne ujrzał debiutancki album „Hellada”, który nota bene zawiera oba wymienione wyżej single.

Krążek otwiera „Sisters”, w którym śpiewana linia melodyczna (nasuwająca skojarzenia z Kosheen) spokojnie płynie na po(d)kładzie złożonym z elektrycznych pianin i werbli rodem z lat 80′, by w 3/5 utworu eksplodować przesterowaną gitarą, najpierw rytmiczną, a po czasie grającą katarktyczną acid-melodię, kierującą do ostatecznego wyciszenia poprzez prawie szept.
Singlem bezpośrednio promującym „Helladę” jest „Melancholia” będąca przewrotnym pytaniem o powrót z tytułowego stanu przygnębienia, w którym ostatecznie wrażliwcom jest jak w domu. Całość numeru osadzona jest na nowofalowej linii basu, która przedzielana jest new romantic zaczepkami syntezatorów, a niezwykłej urody refren wciąga i uwolnić łatwo się nie daje.

„Nothing to give” to kolejny utwór z nie przeciętnie piękną melodią między zwrotkami, ale też aranżacyjne mistrzostwo, pełne precyzyjnych zmian napięcia, różnych temp i głośności poszczególnych ścieżek. Podobnym majstersztykiem jest „555”, w którym synth-popowe powietrze zostaje stopniowo zakwaszane wdechem podkręcanych potencjometrów i gdy już dźwiękowe płuca są na skraju kulminacji, zamiast wielkiego wybuchu otrzymujemy głęboki wydech ( i to kilkukrotnie!).
W „Unconscious” można odnaleźć zwiewność electro-ballad Alison Goldfrapp, a „Knife in the heart”, wydaje się być mrugnięciem oka do pewnego szwedzkiego rodzeństwa. Pośród bardziej popowych singli na debiutanckim krążku poznaniaków, odnajdziemy również nieco mroczniejszych kompozycji, jak na przykład „War”, „With tears we cry” czy „556”.
Całość albumu kończy utwór tytułowy, który przenosi nas do bardziej intymnego świata. Iwona Skwarek nie ukrywa, że uwielbia poczynania sióstr z Cocorosie, co na pewno daje się odczuć w tym wygaszającym fragmencie płyty.

„Hellada” zabiera nas w 50-minutową podróż przez krainę „pulsującą życiem, emocjami, wzruszeniami (…), która nie jest próbą podrobienia czegoś, tylko stworzenia czegoś nowego, (…) warto w nią wejść, bo przenosi gdzieś. Przemienia.” – jak mówią o niej sami autorzy. Wygląda na to, że połączenie sił pod jednym szyldem pozwoliło w pełni rozwinąć się obu twórcom i wzajemnie się uzupełnić. Długogrający debiut Rebeki odbija echa wielu inspiracji, ale ich pośredniość i autorskie przefiltrowanie sprawia, że nabiera niezwykle świeżego sznytu i z pewnością stanie się z czasem, jedną z ważniejszych płyt w historii krajowej pop-elektroniki.
Wspaniale, że poznański duet wypuścił swój debiut przed latem… Jestem pewien, że dla wielu słuchaczy „Hellada” będzie przewodnim soundtrackiem dla tegorocznych wakacji. Czy to na mazurskich jachtach, czy podniszczonych promach Zatoki Tajlandzkiej, pod wpatrywanie się w rozgwieżdżone bieszczadzkie niebo jak i na szalonej domówce u przyjaciół w Barcelonie.

17.05.2013 | Brennnessel Records

Profil na Facebooku »Słuchaj na Soundcloud »Profil na YouTube »itunes »strona Brennessel Records »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.