COMOC – Wind Is In The East EP
Ania Pietrzak:

Zielona fala.

Laraaji – Bring On the Sun/Sun Gong
Jarek Szczęsny:

Piekło skrojone na miarę.

Dubit – Vitriol
Paweł Gzyl:

Studia nie poszły na marne.

Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Fuck Buttons – Slow Focus

Fuck Buttons, czyli Guziki Do Jebania lub Jeb Guziki (wersja śląska: Chromol Knefle) to jedna z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się elektronice w tym parszywie plastikowym wieku. Pochodzący z Bristolu duet tworzą Andrew Hung i Benjamin John Power. Po znakomitych płytach Street Horrrsing (2008) i Tarot Sport (2009) oraz pojawieniu się na składance dokumentującej otwarcie igrzysk olimpijskich w Londynie (wyobrażacie sobie minę królowej, kiedy usłyszała nazwę projektu?), Guziki powracają z trzecim albumem i bez wątpienia jest to nie tylko świadectwo rozwoju, ale też ich szczytowe osiągnięcie.

Slow Focus rozpoczyna się perkusyjnym trzęsieniem ziemi, do którego po chwili dołącza tornado przeszywającego hałasu. To Brainfreeze, który płynnie przechodzi w Year of The Dog – odklejony kolaż ambientowego tła z kosmicznymi syntezatorami w duchu Giorgio Morodera. Następujący po nim The Red Wing to już cios prosto między oczy, choć zaczyna się niepozornie – swawolny rytm i fikuśna melodia nie zapowiadają miazgi pojawiającej się wraz z partią zniekształconego syntezatora, który zmiata wszystko na swojej drodze (singlowa wersja trwa niewiele ponad trzy minuty, albumowa niemal osiem – chyba nie trzeba dodawać, która ma przewagę?). Sentients brzmi jak wczesne Autechre po przedawkowaniu opiatów, Prince’s Prize przywodzi na myśl coś, pod czym mógłby podpisać się Clark, gdyby ostatnio nie wdał się w bezpłodny romans z gitarą akustyczną. Dwa najpotężniejsze ciosy Guziki zostawiają na koniec – Stalker i Hidden Xs to dziesięciominutowe utwory, które powalają swoim hałaśliwym rozmachem i posępną atmosferą. W przeciwieństwie bowiem do poprzednich płyt, na których momentami można było uświadczyć słońca, tutaj są same czarne chmury. To bez wątpienia najbardziej ponure dzieło FB.

W pewnym sensie dokonania Hunga i Powera stanowi elektroniczną propozycję dla fanów ciężkich gitarowych brzmień w rodzaju Melvins. Brzmienie Guzików to swoisty mariaż post-rocka, noise’u i elektroniki, którego owocem jest monumentalna ściana potężnego, wszechogarniającego dźwięku. Budulec stanowią potężne syntezatory, kwaśne drone’y, zróżnicowana rytmika i przester, bodaj najbardziej ukochany przez duet efekt. Wprawdzie instrumentarium FB ogranicza się do laptopów, keyboardów Casio, starych maszynek do karaoke i zabawek dla dzieci, to jednak panowie potrafią wykrzesać z nich ekscytujące dźwięki – tak intensywne, że bliskie słynnemu srajtonowi.

Ale gdzieś pod tymi spiętrzonymi hałdami zgiełku kryją się najprawdziwsze melodie i ludzki, organiczny pierwiastek. Slow Focus to przepiękny, wyrafinowany i bezlitosny atak dźwiękowy. Komu nie straszny hałas, niech zapnie pasy. Inni niech ratują życie i biegną. Byle szybko.

ATP Recordings | 2013

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. noekeller

    Negatywnie nastrajasz.