Akito – Gone Again
Paweł Gzyl:

Tak się bawią w Londynie.

Waajeed – From The Dirt
Paweł Gzyl:

Cała tradycja „czarnej” muzyki w formie klubowych killerów.

Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!



Fuck Buttons – Slow Focus

Fuck Buttons, czyli Guziki Do Jebania lub Jeb Guziki (wersja śląska: Chromol Knefle) to jedna z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się elektronice w tym parszywie plastikowym wieku. Pochodzący z Bristolu duet tworzą Andrew Hung i Benjamin John Power. Po znakomitych płytach Street Horrrsing (2008) i Tarot Sport (2009) oraz pojawieniu się na składance dokumentującej otwarcie igrzysk olimpijskich w Londynie (wyobrażacie sobie minę królowej, kiedy usłyszała nazwę projektu?), Guziki powracają z trzecim albumem i bez wątpienia jest to nie tylko świadectwo rozwoju, ale też ich szczytowe osiągnięcie.

Slow Focus rozpoczyna się perkusyjnym trzęsieniem ziemi, do którego po chwili dołącza tornado przeszywającego hałasu. To Brainfreeze, który płynnie przechodzi w Year of The Dog – odklejony kolaż ambientowego tła z kosmicznymi syntezatorami w duchu Giorgio Morodera. Następujący po nim The Red Wing to już cios prosto między oczy, choć zaczyna się niepozornie – swawolny rytm i fikuśna melodia nie zapowiadają miazgi pojawiającej się wraz z partią zniekształconego syntezatora, który zmiata wszystko na swojej drodze (singlowa wersja trwa niewiele ponad trzy minuty, albumowa niemal osiem – chyba nie trzeba dodawać, która ma przewagę?). Sentients brzmi jak wczesne Autechre po przedawkowaniu opiatów, Prince’s Prize przywodzi na myśl coś, pod czym mógłby podpisać się Clark, gdyby ostatnio nie wdał się w bezpłodny romans z gitarą akustyczną. Dwa najpotężniejsze ciosy Guziki zostawiają na koniec – Stalker i Hidden Xs to dziesięciominutowe utwory, które powalają swoim hałaśliwym rozmachem i posępną atmosferą. W przeciwieństwie bowiem do poprzednich płyt, na których momentami można było uświadczyć słońca, tutaj są same czarne chmury. To bez wątpienia najbardziej ponure dzieło FB.

W pewnym sensie dokonania Hunga i Powera stanowi elektroniczną propozycję dla fanów ciężkich gitarowych brzmień w rodzaju Melvins. Brzmienie Guzików to swoisty mariaż post-rocka, noise’u i elektroniki, którego owocem jest monumentalna ściana potężnego, wszechogarniającego dźwięku. Budulec stanowią potężne syntezatory, kwaśne drone’y, zróżnicowana rytmika i przester, bodaj najbardziej ukochany przez duet efekt. Wprawdzie instrumentarium FB ogranicza się do laptopów, keyboardów Casio, starych maszynek do karaoke i zabawek dla dzieci, to jednak panowie potrafią wykrzesać z nich ekscytujące dźwięki – tak intensywne, że bliskie słynnemu srajtonowi.

Ale gdzieś pod tymi spiętrzonymi hałdami zgiełku kryją się najprawdziwsze melodie i ludzki, organiczny pierwiastek. Slow Focus to przepiękny, wyrafinowany i bezlitosny atak dźwiękowy. Komu nie straszny hałas, niech zapnie pasy. Inni niech ratują życie i biegną. Byle szybko.

ATP Recordings | 2013

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. noekeller

    Negatywnie nastrajasz.