Lawrence – Illusion
Paweł Gzyl:

Elegancko, stylowo i powściągliwie.

VA – Music of Northern and Southern Laos
Łukasz Komła:

Kompilacja nie ukazuje walki między północą a południem. Kink Gong nadstawił ucho w obu częściach Laosu, tam gdzie zanika tradycja.

Manu Delago – Parasol Peak
Jarek Szczęsny:

Wspinaczka z instrumentami.

Emika ‎– Falling In Love With Sadness
Mateusz Piżyński:

Czy uptempo to dobra kanwa na smutne opowieści?

Terence Fixmer – Through The Cortex
Paweł Gzyl:

Nastrój, nie energia.

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Jarek Szczęsny:

Albo i nie.

Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.



Kaito – Untill The End Of Times

Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Kiedy Hiroshi Watanabe powoływał do życia swój projekt, jego syn Kaito, od imienia którego zaczerpnął nazwę, miał trzy lata. Od tamtego czasu minęła już dekada – i choć chłopak zapewnie bardzo się zmienił, muzyka ojca pozostała ciągle prawie taka sama. Epickie brzmienie o głębokim oddechu, które japoński producent opatentował od razu na wydanym w 2002 roku albumie „Special Life”, jednym przypadło do gustu, a  drugim nie – tak czy siak przyczyniło się do renesansu muzyki trance, z dorobku której Watanabe czerpał pełnymi garściami.

Siódmy (albo ósmy, jeśli liczyć cyfrowe wydawnictwa) album mistrza eterycznych brzmień z Tokio wydaje się być jednym z najbardziej zróżnicowanych w jego karierze. Nie oznacza to, że przekona dotychczasowych oponentów do twórczości swego autora. Muzykę artysty nadal cechuje swego rodzaju rzewność i potoczystość, którą niektórzy z uporem uznają za kiczowaty sentymentalizm. Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Rozpoczynający płytę „Sky Is The Limit” to typowy dla wcześniejszej twórczości Kaito monumentalny neo-trance, którego głównym elementem są rozwibrowane arpeggia perlistych syntezatorów. Wątek ten kontynuuje umieszczony nieco dalej „Run Through The Road In The Fog”. Tym razem Kaito uzupełnia klawiszowe pasaże subtelnymi tonami akustycznej gitary. Najbardziej rozbuchany charakter ma w tym zestawie „Star Of Snow” – porywający do szaleńczego pędu galopującym rytmem i sążnistymi falami przewalających się dźwięków. Nie brak w tych nagraniach melodii – kolejne kaskady klawiszowych wariacji mają za każdym razem pastelową barwę, nadającą wraz z ambientowymi tłami rozmarzony charakter wszystkim kompozycjom.  


„I’m Leaving Home” objawia, jak japoński producent postrzega muzykę house. Podstawą nagrania jest lekko podłamany bit – a resztę aranżu tworzą mieszające się ze sobą tony syntezatorów i gitary. Bardziej rozbudowany charakter ma podobnie brzmiący „Inner Space” – bo w tym przypadku Kaito sięga nie tylko po melodramatyczne syntezatory, ale i soundtrackowe smyczki. „Dear Friends” i tytułowy „Until The End Of Time” zaskakują wyjątkowo „czarnym” pulsem – Kaito z powodzeniem stosuje tu funkowy rytm, nanizując nań jednak kosmiczne arpeggia i gitarowe pasaże, nadające całości typowe dla jego muzyki brzmienie.

Jakby tych urozmaiceń było mało, w „Will To Love” otrzymujemy epickie deep techno – i trzeba przyznać, że Kaito wie, jak się tworzy tego typu kompozycje. Dobre wrażenie robi również „Behind My Life” – bo tym razem japoński producent śmiało odwołuje się do breakbeatowych produkcji z wczesnego okresu twórczości Carla Craiga. Na finał dostajemy najbardziej wygładzone nagranie. „Smile” to ciepłe downtempo, w którym jest miejsce na akustyczne dźwięki gitary i oldskulowe tony organów Rhodesa. To już prawie pop – ale Kaito nie przekracza cienkiej granicy między sztuką a kiczem, choć w tym przypadku niebezpiecznie balansuje na słabo widocznej linii dzielącej oba pojęcia.

„Until The End Of Time” to muzyka bezkresnych przestrzeni, wiatru wiejącego tylko w tylko sobie wiadomą stronę, radosnych dzieci bawiących się na łonie natury. Jeśli takie obrazki wywołują w kimś pozytywne emocje – niech śmiało sięga po ten album.

Kompakt 2013

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.hiroshiwatana.be

www.facebook.com/hiroshiwatanabemusic

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Bzul

    A recenzentowi się podoba brzmienie Kaito, czy nie? Nie znalazłem oceny w tej recenzji…