Babadag – Šulinys
Jarek Szczęsny:

Nie budźcie śniącego.

Lee Gamble – In A Paraventral Scale
Paweł Gzyl:

Początek trylogii.

Maurice Louca – Elephantine
Łukasz Komła:

Gargantuiczna bliskość jazzowego kosmosu.

Hoera. – ≈
Łukasz Komła:

Uderzająca subtelność. 

Julia Kent – Temporal
Jarek Szczęsny:

Hipnotyzowanie słuchacza.

Bendik Giske – Surrender
Jarek Szczęsny:

Zagwozdka.

Wiktor Stribog – Poradnik Uśmiechu OST
Stanisław Bryś:

Grzybowe melodie w duchologicznym sosie. 

Orphan Ann – The Practice Of Surrender
Paweł Gzyl:

Piękno w mroku.

Ami Shavit – Yom Kippur 1973
Jarek Szczęsny:

Inspirowane wojną.

Jakub Lemiszewski – Podróż Na Wschód – Część I
Jarek Szczęsny:

Kuba i kamień filozoficzny.

Mchy i Porosty – The Dead Pterodactyl
Mateusz Piżyński:

Techno na strychu.

Nkisi – 7 Directions
Jarek Szczęsny:

Kosmos można stracić z oczu.

Robert Farrugia ‎– Adrift
Mateusz Piżyński:

Harmonijny ambient z mrokiem tylko na okładce?

Passarani – W.O.W.
Paweł Gzyl:

Rzym-Detroit-Chicago-Sheffield.



Kaito – Untill The End Of Times

Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Kiedy Hiroshi Watanabe powoływał do życia swój projekt, jego syn Kaito, od imienia którego zaczerpnął nazwę, miał trzy lata. Od tamtego czasu minęła już dekada – i choć chłopak zapewnie bardzo się zmienił, muzyka ojca pozostała ciągle prawie taka sama. Epickie brzmienie o głębokim oddechu, które japoński producent opatentował od razu na wydanym w 2002 roku albumie „Special Life”, jednym przypadło do gustu, a  drugim nie – tak czy siak przyczyniło się do renesansu muzyki trance, z dorobku której Watanabe czerpał pełnymi garściami.

Siódmy (albo ósmy, jeśli liczyć cyfrowe wydawnictwa) album mistrza eterycznych brzmień z Tokio wydaje się być jednym z najbardziej zróżnicowanych w jego karierze. Nie oznacza to, że przekona dotychczasowych oponentów do twórczości swego autora. Muzykę artysty nadal cechuje swego rodzaju rzewność i potoczystość, którą niektórzy z uporem uznają za kiczowaty sentymentalizm. Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Rozpoczynający płytę „Sky Is The Limit” to typowy dla wcześniejszej twórczości Kaito monumentalny neo-trance, którego głównym elementem są rozwibrowane arpeggia perlistych syntezatorów. Wątek ten kontynuuje umieszczony nieco dalej „Run Through The Road In The Fog”. Tym razem Kaito uzupełnia klawiszowe pasaże subtelnymi tonami akustycznej gitary. Najbardziej rozbuchany charakter ma w tym zestawie „Star Of Snow” – porywający do szaleńczego pędu galopującym rytmem i sążnistymi falami przewalających się dźwięków. Nie brak w tych nagraniach melodii – kolejne kaskady klawiszowych wariacji mają za każdym razem pastelową barwę, nadającą wraz z ambientowymi tłami rozmarzony charakter wszystkim kompozycjom.  


„I’m Leaving Home” objawia, jak japoński producent postrzega muzykę house. Podstawą nagrania jest lekko podłamany bit – a resztę aranżu tworzą mieszające się ze sobą tony syntezatorów i gitary. Bardziej rozbudowany charakter ma podobnie brzmiący „Inner Space” – bo w tym przypadku Kaito sięga nie tylko po melodramatyczne syntezatory, ale i soundtrackowe smyczki. „Dear Friends” i tytułowy „Until The End Of Time” zaskakują wyjątkowo „czarnym” pulsem – Kaito z powodzeniem stosuje tu funkowy rytm, nanizując nań jednak kosmiczne arpeggia i gitarowe pasaże, nadające całości typowe dla jego muzyki brzmienie.

Jakby tych urozmaiceń było mało, w „Will To Love” otrzymujemy epickie deep techno – i trzeba przyznać, że Kaito wie, jak się tworzy tego typu kompozycje. Dobre wrażenie robi również „Behind My Life” – bo tym razem japoński producent śmiało odwołuje się do breakbeatowych produkcji z wczesnego okresu twórczości Carla Craiga. Na finał dostajemy najbardziej wygładzone nagranie. „Smile” to ciepłe downtempo, w którym jest miejsce na akustyczne dźwięki gitary i oldskulowe tony organów Rhodesa. To już prawie pop – ale Kaito nie przekracza cienkiej granicy między sztuką a kiczem, choć w tym przypadku niebezpiecznie balansuje na słabo widocznej linii dzielącej oba pojęcia.

„Until The End Of Time” to muzyka bezkresnych przestrzeni, wiatru wiejącego tylko w tylko sobie wiadomą stronę, radosnych dzieci bawiących się na łonie natury. Jeśli takie obrazki wywołują w kimś pozytywne emocje – niech śmiało sięga po ten album.

Kompakt 2013

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.hiroshiwatana.be

www.facebook.com/hiroshiwatanabemusic

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Bzul

    A recenzentowi się podoba brzmienie Kaito, czy nie? Nie znalazłem oceny w tej recenzji…