Clipping – There Existed an Addiction to Blood
Jarek Szczęsny:

Wrota piekieł zostały otwarte. 

MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.



Oleg Poliakov – Random Is A Pattern

Uwaga: Oleg Poliakov to tylko pseudonim. Mimo, że brzmi on po rosyjsku, kryje się pod nim francuski producent Frederic Aubourg.

Muzyką zainteresował się pod koniec lat 80., kiedy jego ojciec prowadził w radiu audycje, prezentujące nowe trendy w „czarnych” brzmieniach. Zachwycony mało jeszcze wtedy znanym hip-hopem, z czasem ewoluował w stronę coraz bardziej tanecznych rytmów, od house’u po techno. Jako producent zadebiutował pod szyldem Skat w 1999 roku. Dopiero niemal dekadę później objawił bardziej organiczną stronę swej muzyki – właśnie podając się za Olega Poliakova. Nagrywał dla wielu różnych wytwórni, ale najbliższa jest mu paryska Circus Company, w barwach której debiutuje albumem „Random Is A Pattern”.

Już wcześniejsze dokonania francuskiego producenta wskazywały, że ma on lekką rękę do muzyki tanecznej mającej swe korzenie za oceanem. I podobnie jest tym razem. „Beyond” to twardy house rodem z Chicago, w którym jest jednak miejsce na bogata aranżację. Poliakov sięga tu bowiem zarówno po zdubowane pasaże, jak i melodyjne akordy, przeplatając je na dodatek psychodelicznym loopem o szeleszczącym tonie. Zbliżoną konstrukcję ma znajdujący się w drugiej części płyty „Anatomy Of Shipwreck”. Tu bity są jeszcze cięższe, towarzyszą im stukające i zgrzytające efekty – ale dla równowagi mamy też strzeliste partie syntezatorów i oniryczne tło.


Dzięki „Amanite” przenosimy się do Detroit. Tym razem Poliakov stawia przede wszystkim na nocny klimat utworu – konstruując go z melodyjnego pochodu basu i dubowych pulsacji. „C.A.V.O.K.” wpisany jest również w formułę muzyki z Motor City – ale to już dynamiczny deep house z wtopioną w dalekie tło dyskretną partią saksofonu. Bratem bliźniakiem tego nagrania jest ulokowany pod koniec zestawu „Subterrean Rivers” – kompozycja o szybkim i zdecydowanym rytmie oraz oszczędnej aranżacji, na którą składa się tylko wibracja masywnego basu podlana pastelowymi klawiszami.

„Etheral Thoughts” już swym tytułem ewokuje rozmarzony klimat – i podobnie dzieje się w warstwie muzycznej. Poliakov sięga po zredukowany bit o dubowym metrum, który brzmi, jakby dochodził z głębokich podziemi. Kanalizacyjne efekty stanowią tu uzupełnienie tęsknie zawodzących w dalekim tle przeciągłych syntezatorów. „A Quiet Storm” ma początkowo wyjątkowo stonowany charakter – w końcu jednak uderza dubstepowy bit, jednak na tyle wyciszony, że nagranie nie traci swego kontemplacyjnego tonu. „Lies” przypomina trochę dawne utwory Moby’ego – bo jego głównym motywem jest wycięty z jakiejś pieśni gospel przejmujący zaśpiew: „There is no God like You”. Francuski producent uzupełnia go jednak na post-dubstepową modłę – subtelnymi dźwiękami piano i kruchym rytmem o połamanym metrum. Całość wieńczy klasyczny w brzmieniu ambient w stylu lat 90. – łączący kosmiczne arpeggia z radiowym głosem „Ditching”.

Poliakov nadaje swym wszystkim nagraniom jednolity sznyt – dzięki dubowej obróbce dźwięku i nostalgicznym aranżom, mają one ciepły i naturalny charakter. Słucha się ich więc niezwykle przyjemnie. To co prawda muzyka klubowa – ale o ewidentnie wytłumionej energii, kładąca równie duży nacisk jak na rytm, także na melodię czy nastrój.

Circus Company 2013

www.circuscompany.fr

www.facebook.com/circuscompany

www.facebook.com/OlegPoliakov

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.