John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.

Kaos Protokoll – Everyone Nowhere
Łukasz Komła:

Było pytanie, jest odpowiedź!  

We Will Fail – Dancing
Jarek Szczęsny:

Wywrotka przed metą.



Podsumowanie 2013 – Marcin Bochenek

Wszyscy narzekamy, że listy na koniec roku są pozbawione sensu, bo sztuka to nie sport, a potem z wypiekami na polikach klecimy własne. Zapraszam do lektury mojego podsumowania roku. Rzut oka na gotową listę i widać wyraźny trend w muzyce ad 2013. Surowe, ostre brzmienia wsparte popowymi melodiami i mocną inspirację folkiem, od Afryki, przez Bliski Wschód po Europę.
Tak przynajmniej w moim, subiektywnym, odczuciu. Kolejność przypadkowa.

 

RSS BOYS – TH T00TH 0F TH FTR (Mik.Musik)

Na drugim w dorobku albumie duet anonimowych muzyków prezentuje techno w równej mierze czerpiące z tradycji afrykańskiej, co anglosaskiej, podlane jeszcze polską fantazją. Folkowy (plemienny) rys i bogaty detal idealnie uzupełniają ostre, surowe brzmienie. Top bananas znad Wisły. Dodatkowe plusy za okładkę, kreacje sceniczną i festiwalowe występy.

 

Stellar Om Source – Joy One Mile (Rvng Intl.)

Po przymusowej deportacji ze Stanów Christelle Gualdi musiała zostawić towarzystwo Lopatina, Blunta i Ferraro i nagrała najciekawszy w swojej karierze krążek. Mocno wyekslopatowne brzmienie Rolanda TB-303 dało podwaliny pod 45 minut acidowej wycieczki w techno z całymi pokładami rave’owej energii i euforii w bonusie. Na żywo jeden z najbarwniejszych, najbardziej porywających do tańca setów tegorocznego Unsoundu.

 

Alameda 3 – Późne Królestwo (Milieu L’Acéphale, Instant Classic)

Płyty z logo Bydgoskiego kolektywu Milieu L’Acéphale można było w tym roku kupować w ciemno. Wspólnym mianownikiem dla wydawnictw jest nominowany do Paszportów Polityki Kuba Ziołek. Na potrzeby podsumowania chciałem wybrać tylko jeden projekt- wahałem się między minimalistycznym i transowym T’ien Lai (nasza recenzja tutaj), a bardziej eklektyczną i magiczną Starą Rzeką. Stanęło na surowym i bezpośrednim Alameda 3. Album tria Ziołek-Zieliński-Popowski powala ilością pomysłów, zwrotów akcji, a równocześnie spójną kompozycją i ambicją maksymalistycznego brzmienia. Prawdziwie brutalizm magiczny. Duży plus za świetną okładkę (zdobiącą wpis).

 

Prurient – Through The Window (Blackest Ever Black)

Dominick Fernow także przeżywa bardzo płodny artystycznie okres życia. W samym 2013 roku wypuścił kilka solidnych albumów. Mroczne, ambientowe Rainforest Spiritual Enslavement: powoli rozwijający się czarno-biały dramat, czy obsesje na punkcie wojskowej propagandy w industrialnym klimacie Vatican Shadow. Jednak to powrót do aliasu Prurient najpełniej oddaje i łączy fascynacje i możliwości Amerykanina. Through The Window to trzy kompozycje składające się na mroczną, smolistą, a zarazem piękną i hipnotyczną opowieść. Pełna recenzja tutaj.

 

clipping. – midcity (wydawnictwo własne)

Po weteranie hałasu debiutanci, a zarazem kolejny wykonawca na liście, którego zobaczyć można było w październiku w Krakowie. Główna scena Unsoundu trochę chłopakom niestety zaszkodziła, o wiele lepiej wypadli tydzień później w małej studenckiej mordowni w Pradze. Proporcje hałasu w całości były znacznie większe: erupcje przechodzące w ultra wysokie częstotliwości, dźwięki wystrzałów, metaliczne skrzypienia, mocno utrudniały życie MC próbującemu nadać całości spójną narrację. Surowo, szaleńczo, barbarzyńsko. Efekt zaskoczenia działa jednak tylko raz, pozycja na liście trochę awansem, prawdziwym testem będzie przyszłoroczny debiut długogrający w barwach Sup Popu.

 

Young Echo – Nexus (Ramp)

Kolektyw przyjaciół z Bristolu, muzyków o różnych wpływach, zainteresowaniach, nawet pochodzeniu. Osobno nagrywają odległe stylistycznie produckje, razem stworzyli album mocno oparty na brzmieniu charakterystycznym dla Bristolu i, szerzej, całej Anglii, a równocześnie przynoszący potrzebny powiew świeżości. Jedna z niewielu w tym roku interesujących pozycji na szeroko rozumianej angielskiej scenie tanecznej. Pełna recenzja tutaj.

 

Hookworms – Pearl Mystic (Gringo)

Kwintet debiutantów, skromnych muzyków z dziennymi pracami, ukrywających swoje nazwiska, nagrał i wyprodukował najciekawszą w tym roku płytę z okolic psychodelicznego rocka. Nawiązanie do najlepszych tradycji angielskich gitar, a równocześnie mariaż kraut z popową przebojowością kompozycji. Co wydaje się w pierwszej chwili improwizacją, po uważnym przesłuchaniu okazuje się produkcją przemyślaną, pełną niuansów i smaczków. Album przeznaczony do wielokrotnego odtwarzania w całości. Perełka w ciekawej dyskografii Gringo Records, powrót sceny Leeds.

 

The Flaming Lips – Terror (Bella Union)

Zespół, który z popadania w ekstrema uczynił swój znak rozpoznawczy prezentuje wyważony album łączący zgrabnie super chwytliwe popowe melodie z transem, psychodelą i całkowitym odlotem. Opowieść o samotności, stanach lękowych i wewnętrznym niepokoju podana w zaskakująco przystępny sposób. Nawiązanie do bogatego, wczesnego dorobku grupy, a równocześnie najlepsza płyta w karierze. Po raz kolejny.

 

Colin Stetson – New History Warfare Vol. 3: To See More Light (Constellation)

W finałowej części trylogii kanadyjski saksofonista imponuje nie tylko umiejętnościami technicznymi, ale przede wszystkim wspaniałym wachlarzem kompozycji. Obok krótkiej, eksperymentalnej formy o zabarwieniu metalowym pojawia się na trójce sporo ładnych piosenek. Równa, ciekawa płyta.

 

Rabih Beaini – Albidaya (Annihaya Records)

Znany głównie jako Morphosis, pochodzący z Libanu muzyk tym razem wydaje pod własnym nazwiskiem. Zmiana to znamienna dla zawartości krążka. Mieszanka hałasu, nagrań terenowych, klawiszowych eksperymentów i jazzu za sprawą rytualnych bębnów i pięknych, orientalnych melodii zostaje cały czas w objęciach luźno definiowanego bliskowschodniego folku. Poziom pretensjonalności odwrotnie proporcjonalny do wydźwięku poprzedniego zdania. Porywające.

 

Autechre – Exai (Warp)

Lata mijają, a Rob Brown i Sean Booth konsekwentnie robią swoje. Rok 2013 to powrót do wielkiej formy Autechre. Połączenie melodyjności wczesnych nagrań z eksperymentami z ostatnich produkcji zawarte w długiej formie dało rewelacyjny efekt. Płytę wciągającą, eksperymentującą, a równocześnie bardzo przyjemną w odsłuchu. Dodatkowy plus za aż dwie godziny ciekawego materiału.


 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze