COMOC – Wind Is In The East EP
Ania Pietrzak:

Zielona fala.

Laraaji – Bring On the Sun/Sun Gong
Jarek Szczęsny:

Piekło skrojone na miarę.

Dubit – Vitriol
Paweł Gzyl:

Studia nie poszły na marne.

Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Rapoon – To West And Blue

Brytyjski artysta z powodzeniem syntetyzuje swe dawne i obecne fascynacje, kreując oryginalną wizję ambientu, rozpiętą między industrialem a psychodelią.

Robin Storey miał szczęście studiować sztuki piękne na Sunderland University w połowie lat 70., kiedy to rozczarowanie hipisowską kontrkulturą przekuło się w pragnienie nowych eksperymentów artystycznych, które objawiły się niebawem pod postacią zarówno punkowej rewolty, jak i industrialnego boomu. Nic więc dziwnego, że fascynacja muzyką Karlheinza Stockhausena (a co za tym idzie kraut rockiem) doprowadziła go do założenia z Benem Pontonem w 1980 roku słynnej dziś grupy Zoviet France. Jej działalność wyznaczył cały zestaw intrygujących płyt, łączących etniczne wpływy z industrialnymi zakłóceniami.

Kiedy w 1992 roku drogi obu artystów rozeszły się, Storey zaczął działać pod pseudonimem Rapoon. I szybko okazał się bardziej płodny od swego dawnego kolegi – do dziś zrealizował bowiem ponad trzydzieści albumów, na których penetruje rozległe obszary współczesnego ambientu. Nie odmawiał również kolaboracji innym artystom – dlatego ma w swym dorobku współpracę z tak różnymi postaciami, jak Nigel Ayers z Nocturnal Emissions, jak i Steven Wilson z Porcupine Tree. Największym powodzeniem cieszą się jednak jego solowe dokonania – które ostatnimi czasy publikuje również nakładem polskiej wytwórni Zoharum.

„To West And Blue” rozpoczyna się w stonowany sposób. Otwierający płytę utwór „East Window Light” skoncentrowany jest bowiem na wolno płynącym strumieniu ciepłych klawiszy. Tytuł narzuca oczywiste skojarzenia – ale kompozycja rzeczywiście tchnie bliskowschodnim ciepłem. „Solace” wnosi już zupełnie inne brzmienia. Jego głównym wątkiem jest fala industrialnego szumu, którą uzupełniają oszczędnie dozowane sample akustycznych instrumentów, nadające całości lekko egzotyczny charakter. „The Gold Of Salvation” odwołuje się do darkambientowych technik preparacji dźwięku – utwór tworzą bowiem powtarzające się hipnotycznie głębokie wyziewy podszyte pulsującym pogłosem.

„A Heavy Door Locked” przywołuje dalekie wspomnienie psychodelicznych eksperymentów Throbbing Gristle. Przeciągłe loopy łączą się tutaj z przetworzonymi głosami, układając się w niepokojącą mozaikę dźwięków. Bardziej ambientowy klimat powraca znów w „Broken Eagle Broken Sunset” – za sprawa zapętlonej partii syntetycznych głosów. Najlepsze wrażenie robią jednak dwie finałowe kompozycje – co ciekawe, najdłuższe z całego zestawu. „An Angel Breath” ma faktycznie niemal niebiański ton – ze względu na umieszczoną w centrum nagrania partię kościelnego chóru, splecioną w niekończący się motyw o transcendentalnym wymiarze. Tytułowy „To West And Blue” mógłby z kolei znaleźć się na którejś części cyklu kompilacji „Pop Ambient”. Szeroko rozlany pasaż eterycznych syntezatorów opleciony urokliwymi dzwonkami brzmi bowiem jakby powstał na zamówienie wytworni Reinharda Voigta.

Niezwykła częstotliwość, z jaką Storey publikuje swe albumu, musi w oczywisty sposób owocować płytami lepszymi i gorszymi. Ta najnowsza należy całe szczęście do tej pierwszej grupy. Brytyjski artysta z powodzeniem syntetyzuje na niej swe dawne i obecne fascynacje, kreując oryginalną wizję ambientu, rozpiętą między industrialem a psychodelią. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznać się z twórczością Rapoona – to naprawdę dobra okazja.

Zoharum 2013

www.zoharum.com

www.facebook.com/zoharum

www.rapoon.net

www.facebook.com/rapoon.official

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. / Franchement, tous mes respects pour cette brltianle se9lection.Quelques de9couvertes ici (le medhi, le Indo Silver Club),quelques avis franchement partage9s (1000 bravos d avoir pense9 e0 Fatboy slim et bien sfbr Akhenaton et Kheops comme 2 grands beatmakers) Pas force9ment d accord sur la facilite9 du travail de sample sur Daft Punk. Autant Will Smith n a aucun mal e0 trouver un Sister Sledge ou le Patrice Rushen de Forget Me Nots (M.I.B) autant Daft Punk quand ils samplent un Edwin Birdsong, 1-il fallait le trouver,2-ils en font vraiment autre chose,au point d inspirer quelques remixes bien sentis de Neptunes, Kanye West et tant d autres.Autrement dit, il y a plusieurs fae7ons d appre9cier un sample :-le travail,-l originalite9,-la valeur historique (cf. le fait que Pump Up The Volume de M/A/R/S ait e9te9 cite9 tant de fois dans le Top 5),-le succe8s qu il rencontre (que ce soit populaire sur les dancefloors ou dans nos milieux de musiciens ou d hyperpointus du sample).C es tout ce que je vois mais il y en a probablement beaucoup d autres Quoi qu il en soit, tu viens de trouver un nouveau lecteur assidu de ton blog !