The Chemical Brothers – No Geography
Jarek Szczęsny:

Wszystkie znane chwyty.

Kucz/Bilińska – Kucz/Bilińska
Jarek Szczęsny:

To nie jest płyta na dzisiejsze czasy.

Logos – Imperial Flood
Paweł Gzyl:

Sielski krajobraz wschodniej Anglii przełożony na awangardowy grime.

Alberich – Quantized Angel
Paweł Gzyl:

Suma wszystkich przemian.

Amnesia Scanner And Bill Kouligas – Lexachast
Jarek Szczęsny:

Taniec z kaktusem.

HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo.

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.



Bas Mooy – Rage, Remedy and The Lash EP

Prawdziwe parkietowe narzędzia zbrodni, ale czy może być inaczej, kiedy label nazywa się MORD?

MORD006 „Rage, Remedy and The Lash” autorstwa samego właściciela wytwórni – Bas’a Mooy’a, to tak samo jak ówczesne ich wydawnictwa, totalny killer. Holenderskie granie rośnie w siłę, a ja z zainteresowaniem śledzę losy tej sceny. Polecam i wam zwrócić na nią uwagę.

„Ann Meth” studzienne, bo niosące się szerokim echem basy, rave’owe efekty i ten regularnie, jak refren, powtarzający się sampel – coś jakby astmatyk dmuchał w gwizdek.

„Son of Sins” tytułowy utwór nie czeka aż zaczniemy na spokojnie trawić te piekielne dźwięki. Perkusja wchodzi za szybko, bas dudni za mocno, a potem jeszcze, żeby tego było mało, dochodzą do nas cyfrowe tknięcia jakiś chorych sampli, które wabią nas jak syreni śpiew i absolutnie oszołamiają.

 

 

„Rage” zakotwiczony w basowych tonach, zabity cyfrowymi piknięciami, zatrzaśnięty w szczęknięciach stalowych zbroi, powalany w lepkiej czarnej masie niskich, molowych akordów. Rzeczywiście można wpaść w szał.

Mój faworyt „Kaymaan Regiment” brzmi jakby ktoś go popsuł, szumi jak radio nastawione na nieodpowiednią częstotliwość, zgrzyta jak gumowe buty o śliski parkiet. Kończy się nieoczekiwanie, nagle i zostawia słuchacza nazbyt rozochoconego z rozdziawioną buzią i wypiekami na policzkach.

Chamskie, bezkompromisowe granie dla najwytrwalszych techno-zawodników o typowo parkietowym zastosowaniu. Typowe large hall techno, na dobre nagłośnienie i taniec do upadłego w czterech betonowych ścianach industrialnej przestrzeni. Ciekawe czy ktoś w Polsce odważyłby się zagrać kawałki z producenckiego repertuaru Bas’a Mooy’a…?

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 9

  1. Amazinggggggg.

  2. Kalipso

    No niestety Artur, nicznanego miałem okazję wiele razy usłyszeć i to raczej hipster-techno niż autentycznie brudne dźwięki a Technosoul robi robotę

  3. Kasia Zmora

    Dziękuję również, cieszę się niezmiernie, że do Was dotarła ta recenzja! 🙂

  4. Tak,sa grane takie klimaty w Polsce!! Niesamowite utwory. Mocne a nazwa labelu odpowiada w 100% temu co tam sieznajduje.
    pozdrawiam i dzieki

  5. Tak zgodze sie…sa grane te dzwieki w Polsce. Mocne utwory! Naprawde cos pieknego!!

  6. Kalipso

    Artur, dajesz te miejsca

  7. artur

    witam. zapewniam że takie klimaty są grane w Polsce. Ja za to jestem mile zaskoczony że na tym portalu recenzowane są takie klimaty

    pozdrawiam