Sstrom – Drenched 1 – 12
Paweł Gzyl:

Surowe techno z uszkodzonego komputera.

Mirt – Greed
Jarek Szczęsny:

Wątłe struktury.

Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.

Coil – Live Five
Maciej Kaczmarski:

Niewyrażalna intymność.

Vin Sol – Planet Trash
Paweł Gzyl:

Od house’u do ambientu.



DJ 3000 – Besa

„Besa” jest płytą objawiającą DJ 3000 w momencie dramatycznej próby przezwyciężenia artystycznej niemocy.

Choć jego rodzina pochodzi z Albanii, on wychował się już w Detroit. Mieszkając w słynnej dzielnicy Hamtramck, w naturalny sposób nasiąkł różnymi wpływami etnicznymi. Odkrywszy muzykę techno u jego naturalnego źródła, szybko stał się jednym z bombardierów obozu Underground Resistance, a sam Mad Mike nadał mu artystyczny pseudonim DJ 3000.

Jako producent zadebiutował dokładnie dekadę temu, wydając większość swych nagrań nakładem własnej wytwórni Motech. Do tej pory zrealizował niezliczoną ilość winylowych singli, uzupełniając je trzema albumami. Określiły one Frankiego Juncaja jako spadkobiercę dokonań DJ Rolando i Los Hermanos – łączącego zgrabnie motorykę techno z brzmieniem trance oraz organiczność house’u z dynamiką electro.

Pięć lat temu amerykański producent przeprowadził się do Amsterdamu. Akurat trafił na czas, kiedy techno nabrało industrialnego brzmienia, co niezbyt mu przypadło do gustu, ze względu na upodobanie do „czarnych” korzeni gatunku. Zdegustowany europejską sceną, wrócił do Detroit niczym syn marnotrawny, rozważając rezygnację z tworzenia muzyki. Tak się jednak nie stało – bo przez ostatni rok zrealizował kilkanaście nagrań, które zdecydował się pokazać światu w postaci albumu zatytułowanego „Besa”.


Jeśliby rozpatrywać zawartość krążka w kontekście obecnych tendencji na scenie techno, to faktycznie jest to materiał uroczo niemodny. Juncaj zaczyna od motorycznego tech-house’u o zwiewnym brzmieniu, który upodobał sobie dziesięć lat temu. „Indigo” i „Yahia” utrzymane są w szybkim tempie, a klubową dynamikę równoważą tu melodyjne partie piano i gitary. Podobne dźwięki otrzymujemy później w dwóch kolejnych kompozycjach – „Anjani” i „Dinar”. To zdecydowanie słabsze nagrania, ani nie wyróżniające się aranżacjami, ani nie emanujące jakąś wyjątkowo mocną energią klubową. Amerykański twórca wraca jednak do formy pod koniec płyty. Świadczy o tym zgrabnie łączący minimalowy sznyt z dubową obróbką „Morning Bird” oraz epicki „Shota”, który z powodzeniem można by postawić obok słynnego „Jaguara” DJ Rolando.

Drugą odsłonę „Besy” stanowią utwory utrzymane w bardziej house’owej rytmice. Zaczyna się od „Patrona” – i właśnie w tym nagraniu Juncaj demonstruje swe przywiązanie do trance’owych brzmień, łagodnie wpisując je jednak w formułę detroitowej muzyki. „Let’s Go” ma bardziej melodyjny ton, ze względu na subtelny motyw piano, a „Burough & Beer” przywołuje od razu wspomnienie klasycznych przebojów Inner City sprzed ćwierć wieku. „Bridge & Burn” i „Tab” zabierają nas z kolei na Jamajkę – ale amerykański twórca modeluje oba nagrania na własną modłę, pierwszemu nadając tribalowy, a drugiemu garage’owy sznyt. Najsłabiej wypada w tym zestawie „Funkin Rhythm”, męczący swą konstrukcyjną dosłownością.

„Besa” okazuje się być płytą objawiającą DJ 300 w momencie próby przezwyciężenia artystycznej niemocy. Są na niej słabe nagrania, których miejsce powinno być w szufladzie, ale są też utwory, które przypominają o najlepszych dokonaniach producenta z początku minionej dekady. Całe szczęście tych drugich jest zdecydowanie więcej. To daje nadzieję, że Franki Juncaj ma klubowej publiczności jeszcze sporo do zaoferowania.

Motech 2014

www.motechrecords.com

www.facebook.com/motechrecords

www.dj3000.net

www.facebook.com/dj3000usa

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.