jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.



Polar Bear – In Each And Every One

Z zimowego snu wybudził się brytyjski niedźwiedź, który zamienił się w jazzowego drapieżcę. 

W tym roku Brytyjczycy obchodzą dziesiątą rocznicę swojej działalności. Na przestrzeni minionych lat bywało różnie z artystyczną kondycją zespołu. Kiedy wszyscy zachwycali się dokonaniami Polar Bear, a muzycy zdobywali prestiżowe nagrody, to ja podchodziłem z pewnym dystansem do ich twórczości. Od pewnego czasu Sebastian Rochford – założyciel formacji i perkusista – zapowiadał, że powróci z nowym i zupełnie innym materiałem. Pamiętając poprzedni krążek „Peepers” zastanawiałem ile jest prawdy w tym, co mówi Rochford, a ile marzycielskich obietnic. Na płycie „Peepers” zespół poszedł w stronę rozciągniętego i nostalgicznego jazzu, który był praktycznie pozbawiony elektronicznych eksperymentów Leafcutter Johna. Muzyka okazała się najzwyczajniej w świecie nuda i dosyć przewidywalna.

Sebastian Rochford, jak też inni członkowie Polar Bear, jest zaangażowany w różne przedsięwzięcia. Jednym z takich projektów jest „Days And Nights At The Takeaway”, gdzie Rochford do współpracy zaprosił m.in. Briana Eno, Spoeka Mathambo, Jasona Morana, Soumik Datta czy Leo Abrahamsa. Z kolei saksofonista Pete Wareham jest członkiem dobrze ocenianej grupy Melt Yourself Down.

Ku mojemu zadowoleniu na najnowszym krążku „In Each And Every One” Leafcutter John przypomniał sobie, co to jest elektronika oraz łączenie jej z jazzową poetyką. Po pierwszym fragmencie miałem jeszcze chwilę zawahania, czy aby na pewno będzie to płyta zasadniczo różniąca się od pierwszych wydawnictw. Album otwiera spokojna kompozycja „Open See” naładowana elektroniką o proweniencji wywodzącej się z ambientu. Za to w utworach „Be Free” i „Chotpot” pojawiło się mnóstwo ciekawych rozwiązań; elektroniczny bit dobrze współgra z żywą sekcją rytmiczną i charakterystycznym tematem zagranym na dwa saksofony.

Z pewnością na longplayu „In Each And Every One” odnajdziemy najwięcej nawiązań do afrykańskich brzmień, czyli afrobeatu i etiopskich skal w stylu Mulatu Astatke. Nagrania „They’re All Ks and Qs Lucien” i „WW” są tego świetnym przykładem, gdzie znalazło się również miejsce na free jazzowe szaleństwo. Muzycy wyszli z bezpiecznej pozycji i w końcu eksperymentują na odpowiednim poziomie – „Lost In Death Part 1” i „Lost In Death Part 2”. Niezwykle interesujące rzeczy dzieją się w samej rytmice w poszczególnych utworach („Maliana”). Podoba mi się również to, że elektronika na tym krążku nie została zepchnięta do roli wypełniacza czy „piątego tła” („Life And Life”). Całość zamyka znakomita kompozycja „Sometimes”, w której nie brakuje transowych rytmów oraz świetnie poprowadzonej linii saksofonu zanurzonej w elektronicznych pogłosach.

Wszyscy miłośnicy Polar Bear mogą spać spokojnie, bo piąty studyjny album „In Each And Every One” okazał się być pozytywnym zaskoczeniem. Zespół nie odciął się od tego, co stworzył w przeciągu ostatnich dziesięciu lat. Nie brakuje kompozycji wyraźnie zabarwionych nu jazzową stylistyką, ale nie jest to miałki i schematyczny nu jazz. Myślę, że zgodzicie się ze mną, że członkowie Polar Bear przeszli metamorfozę – z potulnych i mało groźnych misiów wyrosły drapieżne bestie. W kilku fragmentach artyści pokazali, że ich twórczość ma w sobie pazur. Nie głaszczą uszu słuchacza powściągliwą frazą, banalnym brzmieniem i rozmiękczoną produkcją. Pokazali, jak bardzo ważna jest dla nich muzyka afrykańska z różnych regionów, która w połączeniu z elektroniką nabrała szerszego kontekstu. Nagrania z krążka „In Each And Every One” ucieszą nie tylko starych fanów Polar Bear, lecz jestem przekonany, że zdobędą sporą popularność u nowych odbiorców.

24.03.2014 | The Leaf Label

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »Strona The Leaf Label »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Żyłem w nieświadomości, że to Leafcutter macza w tym palce. Dobra opcja!