Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.



Wrangler – LA Spark

Ben Edwards przywrócił niedawno dawny blask muzyce Johna Foxxa. Teraz przypomina, jak niegdyś ciekawie brzmiał wokal Stephena Mallindera z Cabaret Voltaire.

Ten znany pod pseudonimem Benge angielski producent dał się początkowo poznać jako twórca niezwykle urokliwego IDM i ambientu. Prowadzona przezeń wytwórnia Expanding wydała całą serię ciekawych wydawnictw, które w minionej dekadzie kultywował najlepsze tradycje obu gatunków.

Pod koniec ubiegłego dziesięciolecia Edwards nawiązał jednak kontakt z pierwszym wokalistą Ultravox – Johnem Foxxem. Powołany przez nich do życia projekt The Maths rewitalizował klasyczny synth-pop w nowoczesnej wersji ku ogromnemu poklaskowi mediów i fanów.

W tym samym czasie brytyjski producent rozpoczął również współpracę z Philem Winterem, który znany jest najbardziej u nas jako muzyk folktronikowego zespołu Tunng. Obaj artyści zaczęli początkowo realizować remiksy dla innych wykonawców, z czasem pokusi się jednak o stworzenie własnych nagrań.

I wtedy wpadli na pomysł, aby zaprosić do ich zaśpiewania legendarnego wokalistę grupy Cabaret Voltaire – Stephena Mallindera. Po rozstaniu się z Richardem H. Kirkiem na początku lat 90., początkowo porzucił on muzykę, wyjeżdżając do Australii i rozpoczynając karierę naukową. Z czasem jednak wrócił do nagrywania – ale żaden z jego projektów nie odniósł większego sukcesu. Taką szansę stwarza słynnemu frontmanowi dopiero Wrangler.


Otwierający debiutancki album tria „Theme From Wrangler” zwiastuje spodziewany powrót do złotego okresu nowofalowej elektroniki – łącząc romantyczne klawisze w stylu Ultravox z mechanicznymi rytami i przetworzonym szeptem Mallindera. „Lava Land” kontynuuje ten wątek, przywołując wspomnienie klasycznych nagrań duetu DAF. Tym razem jadowity śpiew jest w roli głównej – a zbasowane akordy i twarde bity uzupełnione zimnymi klawiszami tworzą dlań idealny kontekst.

Echa najlepszych płyt Cabaret Voltaire rozbrzmiewają wraz z tytułowym „LA Spark”. To mięsisty electro-funk, w którym jest miejsce zarówno na miarowo pulsujący bas, jak i acidowe efekty. W zbliżonym stylu utrzymany jest „Space Ace” – eksplodując „czarną” energią wpisaną w syntetyczne dźwięki. Oba te bliźniacze nagrania przedzielone zostają nieco odmienną kompozycją – bo „Mus IIC” to archetypowy electro-industrial, przypominający tak kanoniczne utwory, jak „Warm Leatherette” The Normal czy „United” Throbbing Gristle.

Bardziej metaliczną wersję muzyki Cabaret Voltaire przywołuje „Harder” – uderzając blaszanymi bitami i zdeformowanym śpiewem, które zostają zbalansowane ambientowym tłem. „Modern World” to jeden z najlepszych utworów w zestawie – zawiesisty dub, zestawiający industrialne przesterowane syntezatory z hipnotycznym pochodem jamajskiego basu. Album kończy eksperymentalna miniatura – „Peace And Love”. Tym razem w roli głównej pojawiają się złowrogie pomruki rave’owego basu – zanurzone w przemysłowych efektach.

„LA Spark” to wyjątkowo smakowity kąsek dla wszystkich wielbicieli elektroniki z lat 80. W ośmiu nagraniach tria Wrangler odbijają się wszystkie ówczesne prądy muzyczne – funkowe rozpasanie i dyskotekowa funkcjonalność oraz industrialny zgiełk i noworomantyczna melancholia. Wszystko to podane jest jednak w nowoczesny sposób, który bez problemu trafi również do dzisiejszych dwudziestolatków. Warto pokusić się o sprowadzenie tego zespołu na któryś z naszych festiwali – zobaczenie tych trzech panów w akcji na pewno byłoby równie dużym wydarzeniem, co pamiętny występ The Maths na krakowskim Unsoundzie.

MemeTune 2014

www.memetune.net

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. p.s. „niezwykle urokliwy IDM” – proszę mi rozpisać o co chodzi, panie Autorze, na minumum 3 stronach A4 ! :facepalm:

    • Paweł Gzyl

      Odsylam do moich dawnych recenzji w Nowej Muzyce i Gaz-Ecie. Nie bede sie powtarzal.

  2. a Luke Vibert wydał płytę miesiąc temu a nowamuzyka, nowobrzmieniowa, elitarna i hej do przodu nie pisze nic ? :płacze:

    • Paweł Gzyl

      Ja wole Cabaret Voltaire i Wrangler od Luke’a Viberta. Moze inny z redaktorow sie zlituje?