Rod Modell – Captagon
Paweł Gzyl:

Mistrz dubowych brzmień prezentuje własną wizję techno.

Vanishing Twin – The Age of Immunology
Jarek Szczęsny:

Eskapizm potrzebny od zaraz.

Sstrom – Drenched 1 – 12
Paweł Gzyl:

Surowe techno z uszkodzonego komputera.

Mirt – Greed
Jarek Szczęsny:

Wątłe struktury.

Various Artists – 10 Years of Monkeytown
Paweł Gzyl:

Spojrzenie wstecz.

EABS – Slavic Spirits
Jarek Szczęsny:

Jazz w bardo.

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II
Jarek Szczęsny:

Nie chciałbym przesłodzić.

Resina – Traces (Remixes)
Mateusz Piżyński:

Najnowsze wydawnictwo naszej rodzimej, bardzo utalentowanej, artystki, Karoliny Rec (aka Resina) to zestaw 5 utworów, gdzie cztery to genialne reinterpretacje, za którymi stoją Abul Mogard, Lotic, Ben Frost i William Criag.

Różni artyści – Portrety
Jarek Szczęsny:

Sami perkusiści.

Tracey – Biostar
Paweł Gzyl:

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

Laurence Pike – Holy Spring
Jarek Szczęsny:

Łyżeczką, a nie chochlą.

Altstadt Echo – This Work Contains Lead
Paweł Gzyl:

Rozdarcie między światem ducha i materii.

Luis Vicente & Vasco Trilla – A Brighter Side of Darkness
Łukasz Komła:

Rogate flow sięgające głębin.

Matias Aguyao – Support Alien Invasion
Paweł Gzyl:

Najbardziej wymagający album chilijskiego producenta.



Podsumowanie roku 2014 – Kamila Szeniawska

Krótkie, totalnie subiektywne podsumowanie minionych dwunastu miesięcy.

Łatwo nie jest – w tym roku wróciłam do mocno zakurzonych staroci, nowości przekopywałam zdecydowanie mniej intensywnie. Mimo to są albumy wydane w 2014, które zawróciły mi w głowie. Kolejność przypadkowa.

Banks – „Goddess”
Moi redakcyjni koledzy doskonale wiedzą, że mam słabość do żeńskich wokali. I tak w roku, w którym wszystkich zachwyciła zadziorna FKA Twigs ja przekornie wybieram Banks. Może i jest bardziej przewidywalna, sztampowa. Wygina się i wije w swoich teledyskach, album wydaje w czerwonym pudełku, które ma jeszcze bardziej podkreślić jej seksapil. Z rozczarowaniem oglądałam jej występ w Gdyni, gdy śpiewała (pięknym głosem swym) do elektronicznych podkładów, co przypominało zabawę karaoke. Mimo to album w odsłuchu sprawdził się świetnie a moja miłość do niego zaczęła się w pewnym sklepie z elektroniką, gdy wybrzmiał tam z głośników świetnej jakości. Idealny do nocnej jazdy po mieście i paru innych przyjemnych czynności. Do tego palce maczali w nim SOHN i Shlomo. Robię głośniej na „This is what it feels like” i „Drowning”.

Little Dragon – „Nabuma Rubberband”
Ze wszystkich moich ulubionych zespołów, które wydały nowe albumy w 2014, to właśnie Little Dragon zrobili na mnie najlepsze wrażenie. Świetnie wyważony stosunek parkietowych hitów do sensualnych pościelów. Jeszcze bardziej kolorowa i energetyczna Yukimi Nagano, jeszcze więcej nawiązań do syntetycznych dźwięków przeszłości. Żałuję tylko, że nie udało mi się zobaczyć ich z tym materiałem na żywo. Ulubione: „Cat Rider”, „Pink Cloud”, „Klapp Klapp”.
Recenzja tu.

Thom Yorke – „Tommorow’s Modern Boxes”
Dla mnie Thom mógłby wypuszczać nowe kawałki co tydzień. Nigdy mnie nie nudzi, zawsze hipnotyzuje. Nie mam mu nic do zarzucenia. Nie ważne, pod jakim szyldem wydaje, biorę wszystko w ciemno i bez marudzenia. Dlatego takie niespodzianki nigdy nie będą u mnie spalone. Szkoda, że moja skarbonka nie pęka w szwach – marzę o winylowym wydaniu tej płyty. Do zapętlenia: „Guess Again!”.
U nas recenzował Bartek Woynicz.

Fisz Emade Tworzywo – „Mamut”
Wielki szacun, że Panowie starzeją się wraz ze swoimi słuchaczami. Ta płyta to dla mnie skarbnica złotych myśli, ukołysanie lęków, słoik na łzy. Piękny album, jeszcze o nim napiszę. Najlepsze z Justyną Święs: „Ślady” i „Wróć”.

Mister D. – „Społeczeństwo jest niemiłe”
Jedni wyszydzili, drudzy powiesili psy, trzeci zignorowali. Ja słucham tego niemal non stop: poprawi humor, rozładuje ciężką atmosferę, przybije piątkę socjologicznym obserwacjom. Dorota Masłowska wygrywa ten rok pod względem albumów Made In Poland. To portal muzyczny więc dodam jeszcze, że najciekawszą kompozycją pod względem muzyki właśnie jest „Zapach Boga”. Nucę najczęściej: „Prezydent”.

Rozczarowanie roku: SBTRKT – „Wonder Where We Land” – bardzo mi z tego powodu przykro. Bardzo. Jedyne dobro z tego albumu to „Higher”. Poza tym zupełnie nie to, na co czekałam po – jak dla mnie genialnym – debiucie z 2011 r. A singiel promujący album – kompletne nieporozumienie. Smutek i żal.

Nadzieja 2015: Twin Shadow i jego trzeci album. Czekam.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Sosnowski

    ładne zdjęcie, chociaż mocno podretuszowane. chętnie zaprosiłbym Cię na kawę, porozmawiać o muzyce i podróżach… piszesz o ciekawych artystach, tak, że nić porozumienia na pewno by się znalazła 🙂

  2. Dla mnie także wygrywa Banks, a co do Mister D. to chyba tego brakowało na naszym rynku 😉