Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Podsumowanie roku 2014 – Kamila Szeniawska

Krótkie, totalnie subiektywne podsumowanie minionych dwunastu miesięcy.

Łatwo nie jest – w tym roku wróciłam do mocno zakurzonych staroci, nowości przekopywałam zdecydowanie mniej intensywnie. Mimo to są albumy wydane w 2014, które zawróciły mi w głowie. Kolejność przypadkowa.

Banks – „Goddess”
Moi redakcyjni koledzy doskonale wiedzą, że mam słabość do żeńskich wokali. I tak w roku, w którym wszystkich zachwyciła zadziorna FKA Twigs ja przekornie wybieram Banks. Może i jest bardziej przewidywalna, sztampowa. Wygina się i wije w swoich teledyskach, album wydaje w czerwonym pudełku, które ma jeszcze bardziej podkreślić jej seksapil. Z rozczarowaniem oglądałam jej występ w Gdyni, gdy śpiewała (pięknym głosem swym) do elektronicznych podkładów, co przypominało zabawę karaoke. Mimo to album w odsłuchu sprawdził się świetnie a moja miłość do niego zaczęła się w pewnym sklepie z elektroniką, gdy wybrzmiał tam z głośników świetnej jakości. Idealny do nocnej jazdy po mieście i paru innych przyjemnych czynności. Do tego palce maczali w nim SOHN i Shlomo. Robię głośniej na „This is what it feels like” i „Drowning”.

Little Dragon – „Nabuma Rubberband”
Ze wszystkich moich ulubionych zespołów, które wydały nowe albumy w 2014, to właśnie Little Dragon zrobili na mnie najlepsze wrażenie. Świetnie wyważony stosunek parkietowych hitów do sensualnych pościelów. Jeszcze bardziej kolorowa i energetyczna Yukimi Nagano, jeszcze więcej nawiązań do syntetycznych dźwięków przeszłości. Żałuję tylko, że nie udało mi się zobaczyć ich z tym materiałem na żywo. Ulubione: „Cat Rider”, „Pink Cloud”, „Klapp Klapp”.
Recenzja tu.

Thom Yorke – „Tommorow’s Modern Boxes”
Dla mnie Thom mógłby wypuszczać nowe kawałki co tydzień. Nigdy mnie nie nudzi, zawsze hipnotyzuje. Nie mam mu nic do zarzucenia. Nie ważne, pod jakim szyldem wydaje, biorę wszystko w ciemno i bez marudzenia. Dlatego takie niespodzianki nigdy nie będą u mnie spalone. Szkoda, że moja skarbonka nie pęka w szwach – marzę o winylowym wydaniu tej płyty. Do zapętlenia: „Guess Again!”.
U nas recenzował Bartek Woynicz.

Fisz Emade Tworzywo – „Mamut”
Wielki szacun, że Panowie starzeją się wraz ze swoimi słuchaczami. Ta płyta to dla mnie skarbnica złotych myśli, ukołysanie lęków, słoik na łzy. Piękny album, jeszcze o nim napiszę. Najlepsze z Justyną Święs: „Ślady” i „Wróć”.

Mister D. – „Społeczeństwo jest niemiłe”
Jedni wyszydzili, drudzy powiesili psy, trzeci zignorowali. Ja słucham tego niemal non stop: poprawi humor, rozładuje ciężką atmosferę, przybije piątkę socjologicznym obserwacjom. Dorota Masłowska wygrywa ten rok pod względem albumów Made In Poland. To portal muzyczny więc dodam jeszcze, że najciekawszą kompozycją pod względem muzyki właśnie jest „Zapach Boga”. Nucę najczęściej: „Prezydent”.

Rozczarowanie roku: SBTRKT – „Wonder Where We Land” – bardzo mi z tego powodu przykro. Bardzo. Jedyne dobro z tego albumu to „Higher”. Poza tym zupełnie nie to, na co czekałam po – jak dla mnie genialnym – debiucie z 2011 r. A singiel promujący album – kompletne nieporozumienie. Smutek i żal.

Nadzieja 2015: Twin Shadow i jego trzeci album. Czekam.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Sosnowski

    ładne zdjęcie, chociaż mocno podretuszowane. chętnie zaprosiłbym Cię na kawę, porozmawiać o muzyce i podróżach… piszesz o ciekawych artystach, tak, że nić porozumienia na pewno by się znalazła 🙂

  2. Dla mnie także wygrywa Banks, a co do Mister D. to chyba tego brakowało na naszym rynku 😉