Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Jazzpospolita – nasza rozmowa

Rozmowa ze Stefanem Nowakowskim oraz Michałem Przerwą-Tetmajerem.

Muzycy zespołu Jazzpospolita odpowiedzieli na pytania podczas swojego poznańskiego koncertu w klubie Meskalina. Zespół wydał swój najnowszy krążek, pt. „Jazzpo!” w październiku zeszłego roku (recenzja tutaj).

Chciałbym na wstępie zapytać o Wasze wykształcenie muzyczne. Michał, w Twoim wypadku wykształcenie jest kompletne, prawda?

Michał Przerwa-Tetmajer: Kompletne średnie, bo skończyłem 2-letnie studium jazzowe w ZPSM przy ul. Bednarskiej.

Stefan Nowakowski: Ja jestem jedyną osobą w zespole nieposiadającą wykształcenia muzycznego. Co w pewnym sensie sobie cenię.

A Michał i Wojtek?

SN: Michał i Wojtek chodzili do tej samej szkoły co Michał. W sumie wszyscy się spotkaliśmy w tej szkole. Mi akurat nie dała wiele warsztatowo, ale poznałem kolegów, z którymi gram w zespole.

MPT: Michał Załęski otarł się też o dyrygenturę chóralną na Akademii Muzycznej.

Zadałem to pytanie, bo przy okazji „żywego grania” pojawia się czasami dylemat: „czy wykształecenie muzyczne przeszkadza czy pomaga?” Jak to jest w Waszym wypadku?

MPT: Zależy jak się do tego podchodzi. Jeżeli traktuje się edukację muzyczną jako tylko jeden z czynników rozwoju, to wtedy może pomóc. Jeśli jednak zbyt serio traktuje się szkołę, to może to przeszkadzać.

SN: Pomaga na pewno wiedza muzyczna, którą można nabyć także w szkole. Zarówno do grania muzyki improwizowanej czy aranżowanej wiedza teoretyczna się przydaje, daje większą świadomość tego, co się gra, a czego się nie powinno, chodzi o obycie się z pewnymi zasadami muzycznymi.

MPT: Nowa muzyka teraz tak galopuje, że w temacie najaktualniejszych nowinek najwięcej można się nauczyć z Youtube’a, pewnie nawet więcej niż ze szkoły.

Faktycznie trzeba przyznać, że nawet patrząc na nasz portal przesłuchanie wszystkiego o czym piszemy na stronie jest często ciężko wykonalne.

MPT: Ale można posłuchać „Jazzpo!” i mieć wtedy wszystkiego po trochu w pigułce.

Przed chwilą wspomnieliśmy o improwizacji. Czy jeśli chodzi o proces powstawania muzyki w Waszym przypadku, to jest to podstawa? Jak to u Was wygląda? Ktoś z Was przynosi gotowy numer na próbę i następnie go wspólnie aranżujecie czy może zamykacie się gdzieś w głuszy i zapełniacie czyste karty?

MPT: Proces tworzenia naszej muzyki jest bardzo złożony, bo często kompozycje, które powstały indywidualnie w naszych domach, a które przynosimy na próby, ulegają takiemu procesowi przetwarzania, że już wiele z nich nie zostaje. Natomiast jeżeli chodzi o balans między improwizacją a kompozycją to on się mocno zaciera. Czasem nie wiadomo do końca co powstało w wyniku wyimprowizowania, a co zostało skomponowane. Czasami coś zmieniamy na czwartym koncercie, choć po tych trzech wydawało się nam, że nic tu się już nie wydarzy.

SN: Nasze wczesne doświadczenia muzyczne mają wpływ na proces tworzenia muzyki, utwory Jazzpospolitej faktycznie powstają w przeróżny sposób. Czasem gramy z nut, najczęściej kompozycje Michałów. Często je potem bardzo zmieniamy. Wojtek najczęściej przynosi gotowe komputerowe produkcje i prosi, żeby się trzymać jego pomysłów (co też nie zawsze się udaje!). Tak powstało np. „Dobrze jest mieć odznakę” z najnowszej płyty. Ja z kolei najczęściej przynoszę kilka riffów, harmonię czy melodię i proszę kolegów, żeby improwizowali wokół nich. Kilka naszych utworów tak powstało, zdarzyło nam się nawet zapisywać improwizację i potem ją odgrywać.

Rozumiem, ale takiej sytuacji, że nie macie żadnych szkiców czy partytur tylko zamykacie się na jakiś czas i gracie, a co z tego wyjdzie to jest na albumie, nie stosowaliście?

SN: Słyszałeś piątą płytę Jazzpospolitej? My też jeszcze nie… (śmiech).

MPT: Faktycznie takiego sposobu jeszcze nie stosowaliśmy, ale generujemy dźwięki na wszelkie możliwe sposoby, używamy praktycznie wszystkich dostępnych technik. Od pisania na Beatlesa z gitarą i dośpiewywanie melodii, poprzez komponowanie przy fortepianie, improwizację na próbach, zapisywanie pomysłów na rejestratorze lub w nutach. Natomiast zawsze jaki by to nie był materiał, filtrujemy go przez gusta nas czterech i dopiero jak wszyscy są zadowoleni gramy go na koncertach i nagrywamy na płytach.

Czyli nie ma demokracji, że większość przegłosowuje jednego?

SN: Z biegiem lat nauczyliśmy się wzajemnego szacunku. Pomimo, że kłótnie się zdarzają, uznajemy odmienne zdania, przekonujemy siebie nawzajem. Oczywiście zdarza się, że ktoś broni bezwzględnie swojej racji, ale takich sytuacji jest coraz mniej. Wpływa to na większą spójność stylistyczną, i brzmienie zespołu, co słychać na „Jazzpo!”.

No właśnie, nowa płyta „Jazzpo!” jest o wiele mniej elektroniczna od poprzednich, skłaniacie się bardziej w stronę akustyki.

SN: Zdecydowanie. W wielu zapowiedziach naszej nowej płyty pojawiało się słowo „elektronika” jako stały element naszej muzyki. P odkreślamy jednak, że na „Jazzpo!” elektroniki nie ma ani grama. Gramy wyłącznie na analogowych instrumentach, w przeciwieństwie do poprzedniej płyty z remiksami. Na jeszcze wcześniejszym albumie (Impulse) używaliśmy komputerów i sampli. Pracując nad „Jazzpo!” postanowiliśmy, że stawiamy na analogowe instrumenty.

Ale efektów jakiś używaliście i używacie na koncertach?

MPT: W zasadzie oprócz efektów powiedzmy przestrzennych, typu delay czy pogłosy to nie mamy teraz nic.

SN: I przestery. Zobaczymy jaka będzie następna płyta, bardzo jesteśmy ciekawi.

MPT: Oczywiście pojawiły się już jakieś pomysły, ale oczywiście na razie nie zdradzimy.

Akurat jeśli chodzi o basowe riffy w Waszych utworach, to wydaje się dość łatwo domyślić, że są Twojego autorstwa, mają pewną przynależną tylko do nich charakterystykę.

SN: Dziękuję. Czasem piszę też utwory, w których ważniejsza jest harmonia. Na przykład na „Jazzpo!” jest ballada, której dziś nie zagraliśmy, „Jedno jabłko Mniej”.

Nie ma w niej perkusji.

SN: Tak. Wydawało się, że wszystko jest w niej gotowe, ale na próbie Michał dograł na gitarze melodię, która okazała się najbardziej charakterystyczna. To przykład naszej współpracy w zespole, myślenia w kategoriach kolektywu, a nie grupy z liderem. Zawsze podpisujemy się pod każdym kawałkiem jako zespół.

MPT: Uważamy, że rozpisywanie autorstwa muzyki w standardowy sposób, tak jak się pisze fortepianówkę do ZaiKS-u, czyli, np. 30% udziału w kompozycji, dla jednego 20% dla drugiego i ocenianie na tej podstawie, kto jest autorem, w naszym przypadku nie ma absolutnie przełożenia. Na sukces utworu składa się wiele jeszcze innych elementów, o których się zapomina, np. brzmienie, koncepcja dynamiczna, osobowości artystyczne.

Perkusji się nie uwzględnia, a jest bardzo ważna.

MPT: Właśnie, przecież czasami jest tak, że sukces kawałka zależy od tego, że numer jest zasilony rytmicznie, np. funkowo czy rockowo, więc my bez względu na to kto jest autorem melodii czy linii basu zawsze dzielimy się po równo. To jest nasza wspólna muzyka i podpisujemy się na każdej naszej płycie jako wspólni autorzy – jako Jazzpospolita. I tak jest uczciwie.

Nawiązując do ostatnich dyskusji medialnych, zwłaszcza po wypowiedziach R. Brylewskiego, podejmujących temat możliwości utrzymanie się polskich artystów z grania, chciałbym zapytać o Wasze doświadczenia na tym polu. Jesteście w sumie niszową kapelą, choć gracie regularne trasy, wydajecie płyty.

SN: Na pewno nie jest łatwo żyć z muzyki, ale proste rozwiązania nie zawsze są najlepsze. Jeśli ktoś się decyduje na tworzenie sztuki alternatywnej, to musi wiedzieć, że nie jest to sposób na zarobienie forsy.

Nie chodziło mi nawet o jakąś formę „dorobienia się”, tylko o sytuację, w której artysta jest w stanie się ze swojego grania utrzymać.

SN: Kwestia świadomości. Wkładamy w Jazzpospolitą dużo serca i cieszymy się, że przynosi to efekty. Wiara w siebie i konsekwencja w działaniu powodują, że granie muzyki staje się łatwiejsze.

Korzystają z tego, że naszej rozmowie przysłuchuje się Zosia Nowicka, która pojawiła się na okładce „Jazzpo!”, to chciałbym zapytać o Waszą współpracę. Bardzo trafnym okazał się pomysł, by neon/kaseton z nazwą płyty z okładki, przywędrował z Wami na scenę. Prosty, a świetnie działający – niemal podprogowo – patent.

Zosia Nowicka: Z okładką miało być inaczej i jest ona trochę wynikiem błędu.

SN: Faktycznie, z okładką był taki pomysł, że chcieliśmy zrobić tym razem coś bardziej narracyjnego, miała się zadziać jakaś historia. Był już wtedy utwór „Balkony”, który graliśmy na koncertach i pomyślałem, zeby nawiązać do tego tytułu. Michał przywołał stary pomysł neonu na scenie i połączyliśmy to. Nasi znajomi Zosia i Bartek „Rudy” Borowiec (który był pierwszym gitarzystą Jazzpospolitej, zanim jeszcze zaczęliśmy grać z Michałem), zgodzili się wystąpić na okładce. Swój udział przy pracy nad okładką miała moja żona Magda, a całość wspaniale wykonał Maciej Głowiński, młody, świetny dokumentalista.

Chciałbym jeszcze zapytać o Wasze pierwsze spotkanie z jazzem. Jak to się stało? Wpływ rodziców? Jakaś może pierwsza, ważna płyta?

MPT: Mój tata faktycznie słuchał trochę jazzu z płyt winylowych, ale w tym temacie to bym raczej przytoczył taką opowieść, że w okolice gdzie mieszkałem, przeprowadził się kiedyś znajomy mego taty z dzieciństwa, który jest wielkim miłośnikiem muzyki i audiofilem. Byłem zafascynowany jego postacią, pasją, sprzętem i kolekcją płyt.

Przesiadywałem u niego godzinami, oglądaliśmy koncerty na Mezzo, słuchaliśmy płyt. Byłem wtedy gdzieś w 5-6 klasie podstawówki. Potem już nieprzerwanie słuchałem jazzu, właściwie do dzisiaj.

SN: Nie będę specjalnie oryginalny, bo pierwszą moją płytą jazzową była „Kind of Blue”. Jak zetknąłem się z klasycznymi jazzowymi nagraniami, potem z free jazzem, to wpadłem w amok kupowania płyt. Przez dwa lata moja półka wydłużyła się trzykrotnie. Przez pewien czas słuchałem tylko akustycznego jazzu.

Teraz na szczęście wróciłem do innej muzyki. Bardzo sobie cenię rzeczy międzygatunkowe, np. słuchaliśmy dzisiaj w busie takiego zapisu improwizacji akustycznej, w której udział bierze cały zespół Tortoise, Beck i Thurston Moore. Jest parę zespołów, które mieszają cały czas, nasi faworyci okołojazzowi, czyli Jaga Jazzist czy właśnie Tortoise. W Polsce takimi poszukującymi zespołami były Levity czy Robotobibok.

Trochę wyprzedziłeś moje pytanie, bo pewnie jako czytelnicy Nowej Muzyki, kojarzycie cykl 3 szybkich pytań. Tam jest takie pytanie, które chciałbym Wam zadać na koniec: czego ostatnio słuchacie?

MPT: Ja właśnie zakupiłem u Tomka Konwenta w salonie muzycznym Fripp (Stary Rynek 52B), Music A.M. – „A Heart & Two Stars” , którą będę przesłuchiwał.

SN: Ostatnią płytą jakiej słuchałem w całości była wczoraj chyba „Nie pytaj o Polskę” Obywatela G.C.

www.jazzpospolita.com

www.facebook.com/Jazzpo

www.youtube.com/user/Jazzpospolita

www.jazzpospolita.bandcamp.com

fot. Maciej Głowiński

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Świetna jazzowa kapela!