Various Artists – Flowers From The Ashes: Contemporary Italian Electronic Music
Paweł Gzyl:

Nowe otwarcie?

Ljerke – Ljerke
Jarek Szczęsny:

Malownicza forma życia.

Fahrland – Mixtape Vol. I
Paweł Gzyl:

Domowe melodie.

Wojciech Jachna / Ksawery Wójciński – Conversation with Space
Jarek Szczęsny:

Nie ma to jak sobie pogadać.

Kazuya Nagaya – Microscope of Heraclitus
F P:

Natura lubi się ukrywać

Syny – Sen
Jarek Szczęsny:

Dużo, ciemno i głośno.

Fluxion – Ripple Effect
Paweł Gzyl:

Odświeżająca wersja gatunku.

FFRANCIS – Off The Grid
Ania Pietrzak:

Najciekawszy „polski” mariaż popu i elektroniki, polecany w szczególności sceptykom tego pierwszego.

Rebekah – My Heart Bleeds Black
Paweł Gzyl:

Jaki tytuł, taka muzyka.

Lemiszewski/Olter – Post Refference
Jarek Szczęsny:

To ja sobie poleżę.

Ursula K. Le Guin & Todd Barton – Music and Poetry of the Kesh
Jarek Szczęsny:

Czytajcie i słuchajcie.

Kapital & Richard Pinhas – Flux
Łukasz Komła:

Ziemianie z planety Flux!

Dax J – Offending Public Morality
Paweł Gzyl:

Apologia wolności twórczej.

Jerzy Przeździecki & Andrzej Karałow – Wir
Łukasz Komła:

Wyimprowizowana opowieść na fortepian i syntezatory modularne.  



Björk – Vulnicura

Not All Is Full of Love.

Po 3 latach od ostatniego albumu „Biophilia” Björk powraca swym 9-tym longplayem. Każde jej nowe dzieło to wydarzenie, ale ten materiał jest szczególny, bo jeszcze nigdy w swej twórczości Islandka nie była tak ekshibicjonistyczna jak teraz. Jej 13-letni związek z Matthew „Cremaster” Barney’em dobiegł końca, a „Vulnicura” jest emocjonalnym dokumentem stanów towarzyszących temu rozpadowi. Jak ujawniła artystka, rozpoczynający płytę „Stonemilker” powstał 9 miesięcy przed ostatecznym zerwaniem, a kolejne 5 utworów wykluwało się dalej chronologicznie, niczym zapiski w dzienniku.

Głównym koproducentem najnowszego dzieła Björk jest 25-letni Alejandro „Arca” Ghersi, który swoimi charakterystycznymi elektronicznymi podbiciami subtelnie unowocześnił mocno minimalistyczną, głównie smyczkową aranżację pieśni. W 3 numerach oprócz Wenezuelczyka można odszukać ambientowo-dronującą stylistykę 29-letniego Bobby’ego „Haxan Cloak” Krlica, który również został zaproszony do współpracy przy „Vulnicura”. Poza młodymi producentami na płycie odnajdujemy niemal stałego gościa artystki, czyli Antony’ego Hegarty’ego, który pojawia się w rytmicznie kroczącym „Atom Dance”. Jego wokal zostaje miejscami przetworzony w duchu rozstrojeń James Blake’a, by finalnie pozostać jedynie w przeplatającym się dialogu z wokalem autorki „Medúllii”.


Björk – „Stonemilker” (unofficial)

Większość kawałków trwa ponad 6 minut, co już na wstępie wskazuje na dość rozbudowane konstrukcje. Jak już zdążyłem wspomnieć pierwsze skrzypce poza nieprzeciętnie ekspresywnym wokalem Islandki grają na płycie właśnie instrumenty smyczkowe, których wielowarstwowe aranżacje ułożyła sama artystka. Niekiedy smyki snują się lirycznie za melodią jak w „Lion Song”, innym razem zamieniają się w zdekonstruowaną formę jak w połowie niepokojącego „Family”. Niejakim połączeniem tych dwóch biegunów jest świetnie wykorzystujące stereofoniczną panoramę „Notget”, gdzie Björk sugestywnie śpiewa:

If I regret us
I’m denying my soul to grow
Don’t remove my pain
It is my chance to heal

I will not forget
This notget
Will you not regret
Having love let go

bjork

Najbardziej dynamicznymi momentami krążka są kończące go „Mouth Mantra” i „Quicksand”, w których trajektoria bitów kieruje się w stronę breakbeatowych rejonów. Centralnym zaś punktem płyty jest ponad 10-minutowe „Black Lake”. Po kameralno-orkiestrowym wstępie zderzamy się tu z techno stopą, by następnie być świadkami różnokierunkowego rozbiegania się ścieżek rytmicznych poprzedzielanych momentami ciszy i skrzypcowego zawieszenia.

„Vulnicura” nie przynosi może kolejnej muzycznej rewolucji, jest raczej potwierdzeniem, że Björk trzyma rękę na pulsie i wie, co obecnie liczy się w elektronicznych chaszczach. Ten album jest jednak przed wszystkim imponującym gestem odwagi. Gestem dopuszczenia słuchaczy do efektu intymnej próby przekucia osobistego doświadczenia na język sztuki – w moim odczuciu niezwykle udanego, pięknego i poruszającego.

PS Premiera płyty planowana była na początek marca, miało jej towarzyszyć otwarcie wystawy w prestiżowym, nowojorskim Museum of Modern Art. W związku z wyciekiem materiału cyfrową wersję albumu artystka udostępniła 20 stycznia.

20.01.2015 | One Little Indian/ Mystic

www.bjork.com
www.facebook.com/pages/Bjork/6747251459
www.twitter.com/bjork/
www.youtube.com/user/bjorkdotcom

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. kid-loco

    Od początku świata Bjork była produktem MTV gdzie najważniejsze było to, że jest z Islandii. Jej muzyka nie broniła się i wtedy i dziś.

  2. laudia

    Mimo wszystko pożegnanie miłości (Black Lake) brzmi tak cholernie gramatycznie, jak się po Bjork spodziewam, właśnie z tym skaczącym jak Marusha ravem w tle, taki cudownie prosty kilkunastosekundowy melanż starej/nowej muzyki. O podsumowaniu rozwoju całości twórczości się nie wypowiadam, bo odkleiłam się od Bjork kilka albumów temu.

  3. bogus

    Wielki szacunek dla Bjork za to co zrobila dla swiata muzyki przez te wszystkie lata ale niestety album bardzo slaby, nowy album a jednak nie zawiera nic nowego.

  4. obee1kenobi

    To kolaż z tego co już znamy, płyta brzmi jak składanka Tribute to…
    Słabe pomysły, niespotykana jakość wykonania. Kiedyś była kosmitką, dziś jest szaloną kobietą z nerwicą natręctw.

  5. Yezior

    Jako wieloletni fan Pani Guðmundsdóttir uważam że to jej kolejny, słaby album…szkoda bo czekałem.