Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.



Nick Grey & The Random Orchestra – Breaker of Ships

Jeden z najbardziej wyrazistych artystów powraca z nowym dziełem.

Jeśli niektórzy twórcy są artystycznymi kameleonami, to z pewnością Nick Grey – brytyjski kompozytor, wokalista i instrumentalista, zalicza się do kategorii „muzycznych drapieżników”. Nagrywa od 2002 roku pod szyldem Nick Grey & The Random Orchestra. Do tej pory opublikował kilka albumów. O krążku „Spin Vows Under Arch” (2008) Julian Cope napisał, że to jeden z najprawdziwszych ambientowych albumów jakie słyszał w ciągu ostatnich lat. Grey współpracował z takimi artystami jak Charlemagne Palestine, Martyn Bates, Kris Force i Richard Moult. Styl Brytyjczyka zmienia się z płyty na płytę, potwierdził to w ubiegłym roku bardzo dobrym longplayem, pt. „You’re Mine Again”, gdzie skręcił w rejony synth-popu stylizowanego na lata 80. (miejscami słychać też było wpływy Davida Bowiego z lat 90.) i art rocka z lat 70. (Genesis, Camel).

Grey swoje piosenki zawsze namaszcza różnymi stylistykami. Na albumie „Breaker of Ships”, tym razem poszedł m.in. w stronę neofolku/dark folku utrzymanego blisko Current 93 („The Archivist”), Nicka Drake’a i Hugo Race’a („Vanisher”), choć nie zabrakło też syntezatorowego romantyzmu („Of Ghosts & Women”). Z kolei w przepięknej tytułowej kompozycji (najdłuższy fragment na płycie) czuć zarazem rockowego ducha lat 70. i współczesną produkcję (elektronika, drony, field recording). To tak jakby zmieszać drapieżną gitarową solówkę Wovenhand, ciepłe analogowe brzmienie King Crimson (z okresu „I Talk To The Wind”) z melancholijnym głosem Johna Granta, nadwrażliwym śpiewem Jónsiego z Sigur Rós i eksperymentami Leafcuttera Johna. Chyba tylko Nick Grey potrafi robić takie rzeczy i do tego z takim smakiem!

„Juliet Of The Spirits” również spodoba się fanom Granta, zaś numer „Juliet Of The Bones” nie poddaje się prostym skojarzeniom. Ambientowy „Ghost Rain” znakomicie wycisza nastrój i prowadzi nas do bonusowego nagrania „Here He Comes Now” oryginalnie zarejestrowanego w ramach projektu Nick Grey & 48 Cameras. Tutaj mamy remiks tego utworu w wykonaniu Robina Rimbauda (aka Scanner), w ciekawy sposób korespondujący z całym materiałem.

Słuchanie tych ośmiu piosenek – opowiadający między innym o apatii i stagnacji – jest jak letarg, z którego nie chce się wychodzić. „Breaker of Ships” to wbrew pozorom bardzo spójny album, będący z jednej strony podróżą do przeszłości, trafną diagnozą obecnej kondycji sceny eksperymentalnej, a z drugiej – wyznaczający nowe spojrzenie na formę piosenki (David Sylvian, Martin Hall) i śmiało powracający do art rocka. W tym drugim aspekcie, to Nick Grey był szybszy (lepiej ocenił sytuację) niż Jim O’Rourke, gdyż Brytyjczyk już w 2014 roku na „You’re Mine Again” reanimował prog/art rocka. Jak wiadomo w tym roku O’Rourke wydał po wielu latach swój piosenkowy album, pt. „Simple Songs” (Drag City) z mocnym odniesieniem do prog-rocka. Okazuje się, że Grey to taki cichy wizjoner, skromny artysta mówiący oryginalnym językiem.

27.06.2015 | Milk & Moon Recordings

 

Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »Słuchaj na Soundcloud »Profil na BandCamp »Strona Milk & Moon »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.