Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Various Artists – Superlongevity 6
Paweł Gzyl:

Największe gwiazdy minimalu na dwóch płytach.

Bicep – Bicep
Ania Pietrzak:

London calling!

Lunice – CCCLX
Jarek Szczęsny:

Teatr w 360 stopniach.

Stein Urheim & Mari Kvien Brunvoll – For Individuals Facing The Terror Of Cosmic Loneliness

Ci artyści w zachwycający sposób łączą tradycję z nowoczesnością.

Skandynawia jest niezwykłym miejscem nie tylko pod względem przyrody, ale i muzyki. Regularnie na Nowej Muzyce prezentuję np. nowości z znakomitej wytwórni norweskiej Hubro (swoją drogą niebawem ukażą się kolejne wydawnictwa z tego labelu). Duet Stein Urheim (wokal, gitara, bas, flet, bouzouki, tamboura, instrument perkusyjne, efekty, loopy) i Mari Kvien Brunvoll (wokal, efekty, loopy, kazoo, kalimba, cytra, instrumenty perkusyjne, elektronika) oczywiście pochodzi z Norwegii. Kiedyś Urheimowi zadałem nasze „3 pytania”, a w ubiegłym roku zachwycałem się wyśmienitym zespołem Brunvoll – Building Instrument (recenzja).

Album „For Individuals Facing The Terror Of Cosmic Loneliness” to ich trzeci longplay. Na tym krążku gościnnie pojawił się Jørgen Træen (syntezator modularny, mellotron, programowanie). Poprzednia płyta duetu nosi tytuł „Daydream Twin” (Jazzland, 2013). Muszę przyznać, że za każdym razem muzycy coraz bardziej mnie zaskakują swoim poziomem i tym, że z taką ogromną lekkością poruszają po różnych stylistykach. Nie inaczej jest na tegorocznym krążku, gdzie niespełna 35 minut mija w błyskawiczny tempie. Ich nagrania po prostu płyną w naturalny sposób. Pomimo rozbudowanych kompozycji, artyści potrafią wyczuć granicę dobrego smaku (doświadczenie?) i doskonale wiedzą, kiedy robi się instrumentalny przepych, bajzel czy nadmierna plątania pomysłów.

Piosenki Urheima i Brunvoll są głęboko osadzone w tradycji (folk, blues, dub, nawet elementy reggae), co nieznaczny, że mamy zatęchłe i przykurzone granie. Nic podobnego! Potrafią obok siebie umieścić balladę („Lazy Philosopher”) kojarzącą z latami 50. i dubowo-folkową pieśń („For Now”), a innym razem oddać głos eksperymentom z marimbą i syntezatorem modularnym w tle („Trees”). Z kolei słuchając utworu „That’s What I ‚d Do” odniosłem wrażenie, jakbym poznawał zagubiony numer Cocteau Twins z ich najlepszego okresu. Warstwa tekstowa posiada również konkretne podłoże, bo Mari inspiruje się zarówno twórczością Federico García Lorcy, jak i Bertranda Russella.

Kompozycje Steina Urheima i Mari Kvien Brunvoll mienią się wieloma kolorami, a przy tym nie mają nic wspólnego z cukierkową otoczką, słodkimi tekścikami i szablonowymi formami. To tak jakby jakaś niewidzialna siła dała im energię do stworzenia tych kosmicznych utworów. Sami artyści podkreślają, że ich muzyka może być najlepszym antidotum dla osób bardzo samotnych i proponują w razie potrzeby aplikować co najmniej dwa razy dziennie. Więc do dzieła!

11.08.2015 | Jazzland  

 

Strona Steina Urheima »Strona Jazzland »Profil na Facebooku »

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.