Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.

Various Artists – Air Texture Vol. VI – Selected By Steffi & Martyn
Paweł Gzyl:

Breakbeatowa wersja ambientu.

Szun Waves – New Hymn To Freedom
Jarek Szczęsny:

Pasuje jak ulał.

Stephen Lopkin – Clyde Built
Paweł Gzyl:

Świetlista elektronika w stylu Motor City.

Oiseaux-Tempête – Tarab
Łukasz Komła:

Nie pomińcie tego!

Murcof – Lost In Time
Ania Pietrzak:

危機

Wilhelm Bras – Living Truthfully Under Imaginary Circumstances
Jarek Szczęsny:

Budowniczy syntezatorów.



Alameda 5 – Duch Tornada

Psychodeliczny duch naszych czasów.

To, co teraz się dzieje na scenie bydgosko-toruńsko-poznańskiej zasługuje na szczególną uwagę. Młodsze pokolenie muzyków wraz ze starszymi od siebie kolegami dokonują od kilku sezonów naprawdę fantastycznych rzeczy. Od wielu lat nie mieliśmy tak licznego wysypu nowych projektów, jaki obecnie można zaobserwować. Niezwykle ważnym momentem było pojawienie się w 2013 roku krążka „Cień chmury nad ukrytym polem” Kuby Ziołka jako Stara Rzeka (niedawno ukazał się jego ostatni krążek „Zamknęły się oczy ziemi” – recenzja, pod tą nazwą), związanego również z Kapital, Innercity Ensemble, Alameda 3, Hokei, Ed Wood i T’ien Lai. To po tym longplayu w końcu dostrzeżono Ziołka tam, gdzie był przez wiele lat niewidoczny, czyli został nominowany do Paszportów Polityki w 2014 roku. Niestety, ale nie otrzymał tej nagrody (w tym roku kolejna nominacja), lecz jak się okazało, ten fakt nie stanowił dla niego żadnej przeszkody w realizowaniu kolejnych ambitnych przedsięwzięć. Jego ciągłe zaangażowanie w tworzenie muzyki jedynie potwierdza, że jest to niebywale kreatywna osobowość.

Kolejnym znaczącym punktem było powołanie do życia kolektywu Innercity Ensemble (Rafał Kołacki, Radek Dziubek, Rafał Iwański, Wojtek Jachna, Artur Maćkowiak, Tomek Popowski, Kuba Ziołek). Ich ubiegłoroczny album „II” (recenzja, Instant Classic) został znakomicie przyjęty i zebrał wiele pozytywnych recenzji. W tym roku zaś duet Kapital (Ziołek/Rafał Iwański) opublikował również wyśmienity materiał pt. „Chaos to Chaos” (recenzja, Instant Classic).

Wracając do zespołu Alameda należy zacząć od tego, że powstał kilka lat temu, a pierwsza płyta pt. „Późne królestwo” ukazała się w 2013 roku. Wtedy to było trio (Ziołek/Zieliński/Popowski), które niedawno rozrosło się do kwintetu, stąd mamy nową nazwę Alameda 5: Kuba Ziołek (gitary, głos, elektronika), Rafał Iwański (perkusjonalia), Jacek Buhl (perkusja), Łukasz Jędrzejczak (klawisze i elektronika), Mikołaj Zieliński (bas). Oprócz wspomnianych muzyków na tegorocznym krążku „Duch Tornada” pojawili się też goście: Radek Dziubek (Dwutysięczny, Innercity Ensemble), Wojtek Jachna (Jachna/Tarwid/Karch, Innercity Ensemble, Jachna/Buhl) i Tomek Glazik (Kult, Glabulator).

Wraz ze zmianą składu grupy uległa też niejako zmianie stylistyka Alemady. Nie twierdzę, że zaczęli grać muzykę techno, bo to na pewno byłoby również ekscytujące doświadczenie w ich wykonaniu, ale jak mówi sam lider – Ziołek: – „To jest zupełnie inny zespół tak naprawdę. Jacek gra zupełnie inaczej na bębnach niż Tomek. Na „Późnym królestwie” gitary są na pierwszym planie, a rytmy są schowane, podczas gdy na „Duchu Tornada” jest dokładnie odwrotnie. W kwintecie zdarza nam się więcej grać dla zabawy, improwizować, generować transy, bawić się rytmiką, nastrojami. Trio jest pod tym względem bardziej sztywne, bardziej zdyscyplinowane, rockowe. Płyt takich samych jak „Późne królestwo” można by nagrać jeszcze z 10, ale nie o to chodzi. Lubimy szukać dalej, a nie zadowalać się tym, co już znaleźliśmy”.

„Duchu Tornada” to sporych rozmiarów wydawnictwo, bo składające się aż z dwóch płyt kompaktowych. – „Rozbicie albumu na dwie części nie było podyktowane żadnymi względami koncepcyjnymi, lecz troską o higienę słuchania” – tłumaczy Ziołek. Na „Duchu Tornada” mamy 13 kompozycji, których motywem przewodnim jest inspiracja kinem i literaturą science-fiction. – „Dla mnie ten album to hołd dla mojego dzieciństwa i czasów, kiedy świeciły mi się oczy podczas oglądania „Blade Runnera”, „Odysei Kosmicznej” czy „Ghost in the Shell”, a uszy pulsowały od Kraftwerk i Vangelisa. Jednocześnie jest to coś więcej – „Duch Tornada” to duch rewolucji. Tu nie ma miejsca na sentymenty, nastawienie mamy raczej bojowe…” – dodaje Ziołek.

Pierwszą część rozpoczyna przyjemna ballada „Duch” z żeńskim wokalem, będąca swoistą ciszą przed burzą, jaka następuje już w kapitalnym nagraniu „Spectrum” – gdzie muzycy zmieszali niezliczone ilości wpływów, słychać afrykańskie brzmienia (szczególnie syntezatory i rytmika instrumentów perkusyjnych), krautrockowe granie, zapachniało też King Crimson z początku lat 80., a dęciaki w samej końcówce zbliżają Alamedę do Roba Mazurka. Świetna sekcja rytmiczna w tytułowym „Duch Tornada” łączy się wybornie z mroczną otchłanią generowaną przez elektronikę i noise’owymi wstawkami. „Magiczne miasta ze światła I” mogą kojarzyć się rockowym, halucynogennym transem z lat 70., a z drugiej strony mamy skrzyżowanie Jaga Jazzist z Tortoise.

W „Kora” Ela Schulz czyta Ballarda, a zespół dołożył do tego awangardowe dźwięki. Drugi krążek otwiera „Homunkulus” psychodeliczna, transowa i mistyczna miniatura w stylu Kapital. Podobny klimat pulsuje w „Jesteśmy żywymi korzeniami anten”, z tym, że dochodzą sola gitarowe, gęsta muzyczna maź w postaci elektroniki generowanej przez syntezatory oraz element wspólnej improwizacji. Zaskakujący tekst o punkowej sile pojawił się w „Sierść płomienia”, a chropowaty gitarowy riff już z okolic The Flaming Lips. Czy można napisać zajmujący kawałek o mózgu i nie mam tu na myśli death metalowej kapeli Cannibal Corpse, ależ tak! Nasza Alameda 5 nie musi rozbijać głów swoim postaciom z okładek jak czynią to amerykańscy Cannibale, to i tak czujemy „Zapach mózgu” – afrykańska transowość powraca w świetnym stylu.

W kolejny stylistyczny wiraż wpadamy dzięki „Tzimtzum”, gdzie swingująca sekcja, free jazzowe dęciaki, mocne i przesterowane riffy niczym u King Crimson sprzed kilku dekad, łączą się z dziką improwizacją przypominającą polski Power of the Horns. „Farmakopea” nawiązuje do „Kongresu Futurologicznego” Lema – to lot w stronę kosmicznych dronów. Jazzowo/yassowo zrobiło się w „Ono Sendai”, perkusjonalia Iwańskiego robią swoje i uważam, że to niezwykle ważny składnik tego wydawnictwa. „Magiczne miasta ze światła II” święcą wyjątkowym i psychodelicznym blaskiem, ale po kilku minutach gasną…, a dźwiękowe tornado milknie.

Dwupłytowy zestaw „Duch Tornada” można nazwać niejako „dokumentem muzycznym” (nie mockumentem), gdyż muzycy Alamedy 5 w doskonały sposób uwiecznili aktualny stan polskiej sceny eksperymentalnej, a ich działania powinny zainspirować innych rodzimych twórców do odkrywania, kontestowania i wykrzywiania trendów napompowanych nudą i banałem. Z pewnością Alameda 5 ucieszy też miłośników Innercity Ensemble, Kapital i T’ien Lai – bowiem to silnie spokrewnione ze sobą projekty. Tyle że dawka transu, którą wtłacza nam Alameda 5, jest znacznie większa. Więzy krwi i przepustowość emocji oraz pomysłów u tych muzyków są niepowtarzalne. Mam tylko nadzieję, że wydawnictwo „Duch Tornada” nie będzie traktowane jak albions wśród awangardowo światka, lecz zostanie przyjęte z należytym szacunkiem, bowiem to jest światowa produkcja!

11.05.2015 | Instant Classic

 

Strona Facebook Alameda »Strona Instant Classic »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Krystian Zakrzewski

    genialna płyta

  2. adamashnova

    Kosmiczna wycieczka brawo ♪♪♪!!!