Sons of Kemet – Your Queen Is A Reptile
Jarek Szczęsny:

Wypowiedzenie posłuszeństwa.

Mouse on Mars – Dimensional People
Mateusz Piżyński:

Impreza na Marsie tym razem przy pełnym słońcu.

Various Artists – Flowers From The Ashes: Contemporary Italian Electronic Music
Paweł Gzyl:

Nowe otwarcie?

Ljerke – Ljerke
Jarek Szczęsny:

Malownicza forma życia.

Fahrland – Mixtape Vol. I
Paweł Gzyl:

Domowe melodie.

Wojciech Jachna / Ksawery Wójciński – Conversation with Space
Jarek Szczęsny:

Nie ma to jak sobie pogadać.

Kazuya Nagaya – Microscope of Heraclitus
F P:

Natura lubi się ukrywać

Syny – Sen
Jarek Szczęsny:

Dużo, ciemno i głośno.

Fluxion – Ripple Effect
Paweł Gzyl:

Odświeżająca wersja gatunku.

FFRANCIS – Off The Grid
Ania Pietrzak:

Najciekawszy „polski” mariaż popu i elektroniki, polecany w szczególności sceptykom tego pierwszego.

Rebekah – My Heart Bleeds Black
Paweł Gzyl:

Jaki tytuł, taka muzyka.

Lemiszewski/Olter – Post Refference
Jarek Szczęsny:

To ja sobie poleżę.

Ursula K. Le Guin & Todd Barton – Music and Poetry of the Kesh
Jarek Szczęsny:

Czytajcie i słuchajcie.

Kapital & Richard Pinhas – Flux
Łukasz Komła:

Ziemianie z planety Flux!



Stein Urheim – Strandebarm

Norweski multiinstrumentalista powraca w znakomitej formie.

Stein Urheim gościł już w naszym cyklu „3 pytania”, a w ubiegłym roku ukazała się świetna płyta „For Individuals Facing The Terror Of Cosmic Loneliness” (nasza recenzja) duetu Stein Urheim & Mari Kvien Brunvoll. Udziela się także w grupach Åresong, The Last Hurrah!! i Hp Gundersen. Niemal od początku swej artystycznej działalności związany jest z oficyną Hubro. Stałym współpracownikiem Norwega jest Jørgen Træen – obsługujący syntezator modularny i różne efekty. Sam lider to niezwykle utalentowany instrumentalista. Na swoim czwartym solowym albumie „Strandebarm” jak i na poprzednich, korzysta z gitary akustycznej, fletów, harmonijki ustnej, buzuki, tanburu, mandoliny, langeleiku (pewien rodzaj cytry), banjo, małego kornetu, elektroniki i też śpiewa.

Pisząc materiał na „Strandebarm” Urheim inspirował się muzyką francuską z początku XX wieku, amerykańskim ragtime’em oraz standardami z lat 20. i 30. Oczywiście wszystko to przefiltrował przez skandynawską wrażliwość i własne podejście do kreowania przeróżnych brzmień. Mistyczne, wręcz kosmiczne dźwięki zalewają nas od pierwszych sekund w „Water – part 1”/ „Water – part 2”, po czym milkną i na pierwszy plan wysuwa się czyste brzmienie akustyka, wspomaganego techniką sidle. Zrobiło się korzennie, bluesowo. Dodam, że nowe nagarnia zostały zarejestrowane w jednym z norweski kościołów, co też miało spory wpływ na uzyskanie intymnego nastroju, który można poczuć choćby w kompozycji „Strandebarm”, gdzie ambientowy puls staje się wyśmienitym pomostem do pięknych gitarowych melodii, z pewnymi azjatyckimi naleciałościami. Podobny klimat słyszmy także w „Fjellbekken”. Wokal Urheima w „Oh So Nice” kojarzy mi się trochę z barwą głosu Jima O’Rourke’a. Ciekawe eksperymenty z taśmami/field recordingiem pojawiły się w „Dragene over Tempelhof”. „Berlin Blues” to z kolei akustyczne wariacje na temat fingerpickingu i wspominanych jazzowych standardów – w samej końcowe tego utworu artysta wywraca do góry nogami wszelkie utarte schematy.

Norweski muzyk ma ożywczy wpływ, jeśli chodzi gitarę i inne akustyczne instrumenty. Potrafi ich inkluzywne brzmienia przenieść do współczesnego świata eksperymentów. Nie robiąc z tego muzycznego skansenu, na zasadzie pewnych analogii związanych z architekturą, czyli pomalowania i wymiany kilku starych elementów na nowe, lecz dokładnego zbadania tradycji i puszczenia jej na totalny żywioł…

18.03.2016 | Hubro

 

Oficjalna strona artysty »Strona Hubro »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.