Planetary Assault Systems – The Light Years Reworks
Paweł Gzyl:

Niech moc będzie z tobą!

Bitamina – Kawalerka
Łukasz Komła:

Bitamina zaprasza na salony. Kawalerka, apartamentowiec, piwnica. Pozwiedzacie?

Adult. – Detroit House Guests
Paweł Gzyl:

Najbardziej niekonwencjonalna płyta Amerykanów.

Le Ton Mité – Passé Composé Futur Conditionnel
Łukasz Komła:

Jak radzi sobie amerykański emigrant w Brukseli? Odpowiedź kryje się w tytule płyty.

Blanck Mass – World Eater
Maciej Kaczmarski:

Cios prosto w zęby od połowy duetu Fuck Buttons.

Orphx – Archive 1993 – 1994
Paweł Gzyl:

Nieznane początki kanadyjskiego duetu.

Artur Maćkowiak – Iconic Rapture
Łukasz Komła:

Gitarą i syntezatorem. Czy aby tylko?

Shed – The Final Experiment
Paweł Gzyl:

Powrót do punktu wyjścia.

Markus Suckut – Resist
Paweł Gzyl:

Podziemny front.

Cummi Flu/Raz Ohara – Y
Paweł Gzyl:

Wokalna i rytmiczna egzotyka.

Watergate 22 – Mixed By Catz N’Dogz
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze polskiego duetu.

Group Doueh & Cheveu – Dakhla Sahara Session
Łukasz Komła:

Francuska elektronika wśród saharyjskich piasków.

Aleksi Perala – The Culundi Sequences Vol. 2
Paweł Gzyl:

Tym razem wyciszenie.

Sigha – Metabolism
Paweł Gzyl:

Deklaracja wiary w techno.

Stein Urheim – Strandebarm

Norweski multiinstrumentalista powraca w znakomitej formie.

Stein Urheim gościł już w naszym cyklu „3 pytania”, a w ubiegłym roku ukazała się świetna płyta „For Individuals Facing The Terror Of Cosmic Loneliness” (nasza recenzja) duetu Stein Urheim & Mari Kvien Brunvoll. Udziela się także w grupach Åresong, The Last Hurrah!! i Hp Gundersen. Niemal od początku swej artystycznej działalności związany jest z oficyną Hubro. Stałym współpracownikiem Norwega jest Jørgen Træen – obsługujący syntezator modularny i różne efekty. Sam lider to niezwykle utalentowany instrumentalista. Na swoim czwartym solowym albumie „Strandebarm” jak i na poprzednich, korzysta z gitary akustycznej, fletów, harmonijki ustnej, buzuki, tanburu, mandoliny, langeleiku (pewien rodzaj cytry), banjo, małego kornetu, elektroniki i też śpiewa.

Pisząc materiał na „Strandebarm” Urheim inspirował się muzyką francuską z początku XX wieku, amerykańskim ragtime’em oraz standardami z lat 20. i 30. Oczywiście wszystko to przefiltrował przez skandynawską wrażliwość i własne podejście do kreowania przeróżnych brzmień. Mistyczne, wręcz kosmiczne dźwięki zalewają nas od pierwszych sekund w „Water – part 1”/ „Water – part 2”, po czym milkną i na pierwszy plan wysuwa się czyste brzmienie akustyka, wspomaganego techniką sidle. Zrobiło się korzennie, bluesowo. Dodam, że nowe nagarnia zostały zarejestrowane w jednym z norweski kościołów, co też miało spory wpływ na uzyskanie intymnego nastroju, który można poczuć choćby w kompozycji „Strandebarm”, gdzie ambientowy puls staje się wyśmienitym pomostem do pięknych gitarowych melodii, z pewnymi azjatyckimi naleciałościami. Podobny klimat słyszmy także w „Fjellbekken”. Wokal Urheima w „Oh So Nice” kojarzy mi się trochę z barwą głosu Jima O’Rourke’a. Ciekawe eksperymenty z taśmami/field recordingiem pojawiły się w „Dragene over Tempelhof”. „Berlin Blues” to z kolei akustyczne wariacje na temat fingerpickingu i wspominanych jazzowych standardów – w samej końcowe tego utworu artysta wywraca do góry nogami wszelkie utarte schematy.

Norweski muzyk ma ożywczy wpływ, jeśli chodzi gitarę i inne akustyczne instrumenty. Potrafi ich inkluzywne brzmienia przenieść do współczesnego świata eksperymentów. Nie robiąc z tego muzycznego skansenu, na zasadzie pewnych analogii związanych z architekturą, czyli pomalowania i wymiany kilku starych elementów na nowe, lecz dokładnego zbadania tradycji i puszczenia jej na totalny żywioł…

18.03.2016 | Hubro

 

Oficjalna strona artysty »Strona Hubro »Profil na Facebooku »

Polecamy:



Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze