Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.



Mgun – Gentium

Hipster z Motor City. Czemu nie?

Kiedy cztery lata temu Manuel Gonzales zadebiutował pod pseudonimem Mgun, słuchacze nowej elektroniki byli zaskoczeni, że młody producent z Detroit nie hołduje jak przystało na artystę z tego miasta klasycznemu techno czy house’owi, tylko bliżej mu do coraz popularniejszych wtedy eksperymentalnej wizji obu tych gatunków, typowej dla pierwszej fali hipsterskiej sceny klubowej.

I rzeczywiście – w ciągu następnych miesięcy Mgun zaliczył szereg wydawnictw, które publikowały mu wyrastające jak grzyby po deszczu małe wytwórnie, specjalizujące się w ekscentrycznym podejściu do muzyki tanecznej. W efekcie amerykański twórca ma dziś na swym koncie płyty dla tak głośnych tłoczni, jak The Trilogy Tapes, Berceuse Heroique czy Don’t Be Afraid. Ta ostatnia ubiegła resztę towarzystwa, publikując właśnie debiutancki album artysty.

Mgun co prawda stawia na typowe dla Detroit stylistyki – ale podaje je w charakterystycznym dla siebie stylu. Jeśli decyduje się na house, to albo pozbawia go tanecznego charakteru, splatając z klasycznych dlań brzmień abstrakcyjny kolaż („Pok”), albo pozostając w kręgu klubowej rytmiki, nasyca go przetworzonymi klawiszami („Half Past 3”) czy egzotyczną melodyką o dalekowschodniej barwie („Bed & Breakfast”).

Bliskie są Mgunowi dubowe techniki perforacji dźwięku. Słychać to najpierw w „Don’t Hurt Yoself”, gdzie pompujący bit wnosi szeroko rozlaną falę skorodowanej elektroniki. Podobnie dzieje się w „Past Due”, choć tutaj podwodne brzmienia syntezatorów zostają wpisane w formułę zredukowanego minimalu. Amerykański producent nie unika również konfrontacji z brytyjską bass music – i wtedy dostajemy zwichrowany UK garage o złowieszczym nastroju („NVR”) lub rwany dubstep podszyty industrialnymi zgrzytami („Nobs”).

Nieco mniej niekonwencjonalnie wypada w wersji Mguna klasyczne techno. To właściwie tylko jedno nagranie – trwająca jednak aż ponad dziesięć minut „Veyra”. Choć jej autor pochodzi z Detroit, zdecydowanie więcej tu wpływów Berlina. Miarowy puls otoczony zostaje bowiem kolejnymi falami surowych i szorstkich dźwięków, łączących acidowe efekty i blaszane klaiwsze. Tego typu utwór z powodzeniem mógłby zabrzmieć w Berghain czy Tresorze.

Kolekcja wczesnych i aktualnych nagrań Mguna zebranych przez Don’t Be Afraid pod hasłem „Gentium” objawia amerykańskiego producenta jako elektronicznego wizjonera, niepokornie eksperymentującego z klubowymi estetykami. Mimo momentami niemal awangardowego zacięcia, jego muzyka ciągle emanuje taneczną energią. Raz mniej, raz bardziej, ale dzięki temu pozostaje komunikatywna, działając wprost. I dobrze – bo odświeża klasyczny kanon, nie tracąc swej naturalnej energii.

Don’t Be Afraid 2016

www.dontbeafraidrecordings.com

www.facebook.com/dontbeafraidrecordings

www.facebook.com/DJKonspiracy313

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.