ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.

Gary Holldman – Celina EP
Paweł Gzyl:

Poznański producent rozwija skrzydła.



John Roberts – Plum

Plum – i nic.

Wydany pięć lat temu debiutancki album Johna Robertsa do dziś pozostaje jednym z niedoścignionych przykładów na to, jak można zamienić acid house na muzykę subtelną i nostalgiczną. Nic więc dziwnego, że „Glass Eights” otworzył amerykańskiemu producentowi drogę do wielkiej kariery. Wydany jednak również przez wytwórnie Dial trzy lata później „Fences” zaskakiwał nieoczekiwanym zwrotem artysty w stronę równie onirycznych brzmień, ale wpisanych w formułę przybierającej wtedy na sile bass music.

Po tych dwóch krążkach Roberts rozstał się ze swymi chlebodawcami z hamburskiej wytwórni. Założył wtedy własną oficynę – Brunette Editions – która jak zapowiedział, będzie wydawała nie tylko płyty, ale też książki czy grafikę. Na pierwszy ogień poszła jednak muzyka – dwa single samego właściciela, które balansowały między house’m a breakbeatem, nie dając do końca odpowiedzi o dalszy rozwój stylistyki amerykańskiego twórcy. Przynosi ją właściwie dopiero jego trzeci album, zbierający nagrania, które powstały w ciągu dwóch ostatnich lat w Los Angeles, Nowym Jorku i Berlinie.

Jak na zbiór podsumowujący tak długi okres czasu, jest to wyjątkowo skromny zestaw. Całość trwającą niewiele ponad pół godziny, wypełnia osiem nagrań, które właściwie mają charakter kruchych miniatur. Tym razem Roberts koncentruje się na pastelowej odmianie IDM-u. Większość kompozycji wypełniają sprężyste bity i ćwierkające klawisze, które rozświetla egzotyczna melodyka („Fumes”, „Dye Tones” czy „Clorine”). W innych utworach Amerykanin też nie oddala się zbyt daleko od tej estetyki, sięgając po bliźniacze electro („Six”) lub breakbeat („Wade”).

Niby to koronkowa robota – bo choć nagrania są krótkie, mienią się różnymi barami, ale tak naprawdę „Plum” sprawia wrażenie ulotnej błahostki. Można zrozumieć, że Roberts nie chce się bawić w nagrywanie drugiego „Glass Eight”, ale ucieczka przed powielaniem samego siebie jak na razie nie zaprowadziła artysty w jakieś ciekawsze rejony. Nagrał właśnie swój trzeci album – i niestety najsłabszy w dotychczasowej dyskografii. Trochę szkoda, bo wygląda na to, że goniąc za nowym, Amerykanin rozmienia swój talent na drobne.

Brunette Editions 2016

www.johnrobert.net

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.