Immortal Onion – Ocelot of Salvation
Jarek Szczęsny:

Wielowarstwowa cebula.

Lee Gamble – Mnestic Pressure
Paweł Gzyl:

Od nowoczesnej bass music do klasycznego IDM-u.

Special Request – Belief System
Paweł Gzyl:

Wyznanie wiary w połamane rytmy.

Speech Debelle – Tantil before I breathe
Jarek Szczęsny:

Miłość, gniew, problemy rasowe, tożsamościowe oraz rozedrgany obraz rzeczywistości.

Johannes Heil – Gospel
Paweł Gzyl:

Jedenasty album w dorobku niemieckiego weterana.

Ziúr – U Feel Anything?
Kasia Jaroch:

Producentka z Berlina nie oczekuje twojej sympatii.

Nosaj Thing – Parallels
Bartek Woynicz:

Drift -> Home -> Fated -> Parallels…

Kaitlyn Aurelia Smith – The Kid
Jarek Szczęsny:

Dziecięca perspektywa.

Juju & Jordash – Sis-Boom-Bah
Paweł Gzyl:

Powiew ciepłego wiatru znad pustyni.

Normal Echo – Kaskady
Jarek Szczęsny:

Szczęsny o Szczęsnym.

Abatwa (The Pygmy) – Why Did We Stop Growing Tall?
Łukasz Komła:

Nieczęsto stykamy się z muzyką z Rwandy, kraju dotkniętego krwawym ludobójstwem.

Krikor Kouchian – Pacific Alley
Paweł Gzyl:

Nocny spacer po plaży nad Pacyfikiem.

Shorelights – Summer Cottage Soundscapes
Paweł Gzyl:

Trzech dżentelmenów nad jeziorem.

Širom – I Can Be a Clay Snapper
Łukasz Komła:

Słoweńskie trio uczyniło z tradycji przyszłość.  

Pan Sonic – Atomin Paluu

Finowie powracają z atomową precyzją

Wydany w roku 2010 album „Gravitoni” kończyła kompozycja o bardzo wymownym tytule „Pan Finale”. Finowie sugerowali wówczas, że będzie to ostatnia wspólna płyta pod szyldem Pan Sonic i zarazem doskonały moment na podsumowanie długoletniej działalności. Od tego czasu obaj muzycy zajęli się działaniami solowymi i pobocznymi projektami. Powrócili na krótką chwilę przy okazji materiału live wydanego na krążku „Oksastus”, ale to bardziej retrospekcja do koncertu zarejestrowanego jeszcze przed premierą „Gravitoni”. Po kilku latach przerwy otrzymujemy więc całkowicie premierowy, studyjny i dość długi, bo ponad godzinny materiał utrzymany w surowym i chłodnym brzmieniu. Słuchając „Atomin Paluu” poczujemy się zaniepokojeni i zauroczeni jednocześnie. Jak przystało na rasowy soundtrack poddani zostajemy skrajnym emocjom i nagłym zwrotom akcji.

Mika Vainio i Ilpo Väisänen od zawsze poszukiwali inspiracji w otoczeniu, bez względu na to czy było to otoczenie bliższe, przemysłowe, cz też bardziej odległe i abstrakcyjne związane z przestrzenią kosmiczną. Nic więc niezwykłego, że postanowili zaangażować się w stworzenie ścieżki dźwiękowej do filmu dokumentalnego poświęconego budowie elektrowni atomowej w Finlandii. Obraz w reżyserii Jussi Eerola i Mika Taanila, rysuje dość niepokojącą wizję powstania elektrowni niepożądanej przez lokalną społeczność. Posępny problem wymaga odpowiedniej oprawy muzycznej. Zadanie niełatwe, ale wykonane z ogromnym wyczuciem. Dźwięki zawarte na „Atomin Paluu” w sposób bardzo trafny oddają przestrzeń miejsca jakim jest potężna i skomplikowana technologicznie elektrownia. Do skutecznej realizacji tego celu wykorzystano także ogromną ilość nagrań terenowych zarejestrowanych podczas budowy obiektu.

Album ma swoje mocniejsze momenty („Part 2”, „Part 3”) – kiedy atakuje nas hałaśliwy bit, a delikatne plamy dźwiękowe przeradzają się w przeciągane, surowe zgrzyty. Agresywniejszy rytm powraca ponownie dopiero w kompozycji zamykającej krążek. Jej przebieg ma w sobie coś z książkowej poprawności budowania nastroju. Każdorazowo, moment pojawienia się pierwszego, mocnego uderzenia, poprzedzony jest skrupulatnie budowaną ścieżką białego szumu. Każdy zniekształcony dźwięk ma swoje miejsce i czas. Daje o sobie znać skandynawska precyzja, ale i świadomość korespondencji z obrazem filmowym. Środkowa cześć „Atomin Paluu” wypełniona została spokojnymi brzmieniami o dronowym charakterze. Spory udział zyskują tu także zapisy terenowe, momentami ulotna staje się pewność, co do tego czy słyszane odgłosy wiercenia lub przesuwającej się suwnicy dźwigu, to faktycznie zarejestrowany materiał, czy może już wytwór syntezatorowej wyobraźni twórców projektu.

Materiał Finów zasługuje na uwagę minimum z dwóch powodów. Po pierwsze jest to powrót do studyjnej aktywności po dłuższym okresie czasu, a po drugie – spoglądając na precyzję projektowania dźwięku – jest to najbardziej zaawansowane i wyważone dzieło w pokaźnej już dyskografii Pan Sonic.

22.07.2016 | Blast First Petite

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. lechu

    To nie był nowy materiał, to prawda. No i niestety ostatni materiał z udziałem Miki to „Mannerlaatta” z zeszłego roku, też stworzona do filmu, zresztą. Szkoda, dobry był herbatnik.

  2. Gatman

    Jest to tak żenująco nieaktualne tematycznie i muzycznie,z brakuje słów.Zwłaszcza muzycznie. To nawet nie jest odgrzewany kotlet,to śmierdzący bigos serwowany w remizie na weselu.

  3. kardolini

    To wcale nie jest ich powrót do studyjnej aktywności, tylko najprawdopodobniej ostatnie tchnienie duetu. Materiał pochodzi z lat 2005-2011 i przybrał format albumu za sprawą samodzielnego wysiłku Miki w 2015 r.