Gas – Narkopop
Paweł Gzyl:

Jeden z najbardziej oczekiwanych powrotów w historii nowej elektroniki.

P.E.A.R.L. – Temptation Through Impatience
Paweł Gzyl:

Sztuka umierania w rytmie techno.

Blaine Todd – Golden Apples of the West
Łukasz Komła:

Czy jedne z najpiękniejszych piosenek tego roku napisał Blaine Todd?

Ulver – The Assassination of Julius Caesar
Adam Mańkowski:

Wilki z północy wciąż kondensują muzyczne stylistyki.

Air Texture Vol. V – Compiled By Spacetime Continuum & Juju & Jordash
Paweł Gzyl:

Ambient to nie zawsze znaczy to samo.

Miwon – Jigsawtooth
Paweł Gzyl:

Wbrew modzie.

Gary Holldman – My Trips EP
Paweł Gzyl:

Tym razem swoje producenckie talenty objawia nam sam szef poznańskiej wytwórni.

Dark Sky – Othona
Paweł Gzyl:

Koniec z komercyjnymi ambicjami.

Go Hiyama – I Am Goodbye
Maciej Kaczmarski:

Go, Hiyama, go!

Ben Long – Standing Alone
Paweł Gzyl:

Kiepska okładka, ale muzyka przednia.

King Ayisoba – 1000 Can Die
Łukasz Komła:

Król na pokładzie Glitterbeatu! 

Anthony Parasole – Infrared Vision
Paweł Gzyl:

Mistrz krótkich form mocuje się z albumem.

Cologne Tape – Welt
Paweł Gzyl:

W kolektywie siła.

Khan Of Finland – Nicht Nur Sex
Paweł Gzyl:

Czas na psychoanalizę.

Pan Sonic – Atomin Paluu

Finowie powracają z atomową precyzją

Wydany w roku 2010 album „Gravitoni” kończyła kompozycja o bardzo wymownym tytule „Pan Finale”. Finowie sugerowali wówczas, że będzie to ostatnia wspólna płyta pod szyldem Pan Sonic i zarazem doskonały moment na podsumowanie długoletniej działalności. Od tego czasu obaj muzycy zajęli się działaniami solowymi i pobocznymi projektami. Powrócili na krótką chwilę przy okazji materiału live wydanego na krążku „Oksastus”, ale to bardziej retrospekcja do koncertu zarejestrowanego jeszcze przed premierą „Gravitoni”. Po kilku latach przerwy otrzymujemy więc całkowicie premierowy, studyjny i dość długi, bo ponad godzinny materiał utrzymany w surowym i chłodnym brzmieniu. Słuchając „Atomin Paluu” poczujemy się zaniepokojeni i zauroczeni jednocześnie. Jak przystało na rasowy soundtrack poddani zostajemy skrajnym emocjom i nagłym zwrotom akcji.

Mika Vainio i Ilpo Väisänen od zawsze poszukiwali inspiracji w otoczeniu, bez względu na to czy było to otoczenie bliższe, przemysłowe, cz też bardziej odległe i abstrakcyjne związane z przestrzenią kosmiczną. Nic więc niezwykłego, że postanowili zaangażować się w stworzenie ścieżki dźwiękowej do filmu dokumentalnego poświęconego budowie elektrowni atomowej w Finlandii. Obraz w reżyserii Jussi Eerola i Mika Taanila, rysuje dość niepokojącą wizję powstania elektrowni niepożądanej przez lokalną społeczność. Posępny problem wymaga odpowiedniej oprawy muzycznej. Zadanie niełatwe, ale wykonane z ogromnym wyczuciem. Dźwięki zawarte na „Atomin Paluu” w sposób bardzo trafny oddają przestrzeń miejsca jakim jest potężna i skomplikowana technologicznie elektrownia. Do skutecznej realizacji tego celu wykorzystano także ogromną ilość nagrań terenowych zarejestrowanych podczas budowy obiektu.

Album ma swoje mocniejsze momenty („Part 2”, „Part 3”) – kiedy atakuje nas hałaśliwy bit, a delikatne plamy dźwiękowe przeradzają się w przeciągane, surowe zgrzyty. Agresywniejszy rytm powraca ponownie dopiero w kompozycji zamykającej krążek. Jej przebieg ma w sobie coś z książkowej poprawności budowania nastroju. Każdorazowo, moment pojawienia się pierwszego, mocnego uderzenia, poprzedzony jest skrupulatnie budowaną ścieżką białego szumu. Każdy zniekształcony dźwięk ma swoje miejsce i czas. Daje o sobie znać skandynawska precyzja, ale i świadomość korespondencji z obrazem filmowym. Środkowa cześć „Atomin Paluu” wypełniona została spokojnymi brzmieniami o dronowym charakterze. Spory udział zyskują tu także zapisy terenowe, momentami ulotna staje się pewność, co do tego czy słyszane odgłosy wiercenia lub przesuwającej się suwnicy dźwigu, to faktycznie zarejestrowany materiał, czy może już wytwór syntezatorowej wyobraźni twórców projektu.

Materiał Finów zasługuje na uwagę minimum z dwóch powodów. Po pierwsze jest to powrót do studyjnej aktywności po dłuższym okresie czasu, a po drugie – spoglądając na precyzję projektowania dźwięku – jest to najbardziej zaawansowane i wyważone dzieło w pokaźnej już dyskografii Pan Sonic.

22.07.2016 | Blast First Petite

 

Rekrutujemy! Dołącz do redakcji Nowamuzyka.pl

Chcesz pisać o muzyce? Napisz do nas! Rozpoczęliśmy rekrutację do naszego zespołu. Po prostu wyślij maila z przykładowym tekstem. Dowiedz się więcej tutaj »



Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. lechu

    To nie był nowy materiał, to prawda. No i niestety ostatni materiał z udziałem Miki to „Mannerlaatta” z zeszłego roku, też stworzona do filmu, zresztą. Szkoda, dobry był herbatnik.

  2. Gatman

    Jest to tak żenująco nieaktualne tematycznie i muzycznie,z brakuje słów.Zwłaszcza muzycznie. To nawet nie jest odgrzewany kotlet,to śmierdzący bigos serwowany w remizie na weselu.

  3. kardolini

    To wcale nie jest ich powrót do studyjnej aktywności, tylko najprawdopodobniej ostatnie tchnienie duetu. Materiał pochodzi z lat 2005-2011 i przybrał format albumu za sprawą samodzielnego wysiłku Miki w 2015 r.