Rafael Anton Irisarri – Peripeteia
Jarek Szczęsny:

Ambient wagi ciężkiej.

Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.



Orkesta Mendoza

Glitterbeat wydał nowy album zwariowanej orkiestry z Arizony.

Wędrujemy do miasta Tucson skąd pochodzą członkowie Orkesty Mendoza. Jak wiadomo Tuscon kojarzy się przede wszystkim z Howe Gelbem (Giant Sand) i Calexico. W tym roku Giant Sand zagrali nietuzinkowy koncert na białostockim Halfway Festivalu (relacja). I nie bez powodu wymieniam obie te grupy w kontekście amerykańskiej formacji, bowiem zagrał gościnnie na ich płycie „¡Vamos A Guarachar!” (07.10.2016 | Glitterbeat) Gabriel Sullivan związany z Giant Sand i XIXA. Oprócz niego wystąpili też muzycy Calexico, czyli Joey Burns i John Convertino. Co ważne, sam lider OM Sergio Mendoza (wokal, syntezatory, gitara, perkusja, elektronika, róg) jest pełnoprawnym muzykiem Calexico. Poza Mendozą mamy też w Orkiestrze Salvadora Durana, Seana Rogersa, Marco Rosano, Raula Marquesa i Joe Novelliego.

„¡Vamos A Guarachar!” nie jest debiutanckim longplayem Amerykanów, lecz drugim wydawnictwem, na którym połączono w brawurowy sposób muzykę meksykańską (mambo, ranchero), cumbię, merengue, rumbę, jazz, dub, rock i psychodelię. Gdyby żył Sergio Leone to z pewnością mógłby zamówić u nich ścieżkę dźwiękową do spaghetti westernu XXI wieku. Świadczą o tym choćby utwory „Redoble” czy „Mapache”. To jednak moją ulubioną kompozycją jest „Nada te Debo” kołysząca w rytm westernowego dubu (z poszarpanym samplem), świetnych wokali i gustownie zaaranżowanej sekcji dętej.

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.