Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.



Orkesta Mendoza

Glitterbeat wydał nowy album zwariowanej orkiestry z Arizony.

Wędrujemy do miasta Tucson skąd pochodzą członkowie Orkesty Mendoza. Jak wiadomo Tuscon kojarzy się przede wszystkim z Howe Gelbem (Giant Sand) i Calexico. W tym roku Giant Sand zagrali nietuzinkowy koncert na białostockim Halfway Festivalu (relacja). I nie bez powodu wymieniam obie te grupy w kontekście amerykańskiej formacji, bowiem zagrał gościnnie na ich płycie „¡Vamos A Guarachar!” (07.10.2016 | Glitterbeat) Gabriel Sullivan związany z Giant Sand i XIXA. Oprócz niego wystąpili też muzycy Calexico, czyli Joey Burns i John Convertino. Co ważne, sam lider OM Sergio Mendoza (wokal, syntezatory, gitara, perkusja, elektronika, róg) jest pełnoprawnym muzykiem Calexico. Poza Mendozą mamy też w Orkiestrze Salvadora Durana, Seana Rogersa, Marco Rosano, Raula Marquesa i Joe Novelliego.

„¡Vamos A Guarachar!” nie jest debiutanckim longplayem Amerykanów, lecz drugim wydawnictwem, na którym połączono w brawurowy sposób muzykę meksykańską (mambo, ranchero), cumbię, merengue, rumbę, jazz, dub, rock i psychodelię. Gdyby żył Sergio Leone to z pewnością mógłby zamówić u nich ścieżkę dźwiękową do spaghetti westernu XXI wieku. Świadczą o tym choćby utwory „Redoble” czy „Mapache”. To jednak moją ulubioną kompozycją jest „Nada te Debo” kołysząca w rytm westernowego dubu (z poszarpanym samplem), świetnych wokali i gustownie zaaranżowanej sekcji dętej.

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.