MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.



Eric Random – Words Made Flesh

Echa (nie)dalekiej przeszłości

Kiedy dwa lata temu wiedeńska wytwórnia Klanggalerie opublikowała album Erica Randoma, było to spore wydarzenie – bo brytyjski weteran post-punkowej elektroniki powrócił na fonograficzny rynek po 27 latach przerwy. Mając w dorobku zarówno autorskie eksperymenty, jak i z zespołem The Bedlamites czy współpracę z Cabaret Voltaire, jego twórczość z lat 80. należy dziś do kanonu gatunku. Mimo tego artysta znów postanowił stworzyć coś nowego . I tak najpierw dostaliśmy płytę „Man Dog”, a teraz jej następczynię – „Words Made Flesh”.

O ile poprzedni album Randoma dzielił się na dwie części – mechaniczne electro i bujające downtempo – tak ten najnowszy ma zdecydowanie bardziej energetyczne i mroczne brzmienie. Sporo tu ciężkiego house’u i techno w stylu przełomu lat 80 i 90., przypominającego ówczesne dokonania wspomnianych Cabaret Voltaire („In Blood” czy „Let It Go””), a w jednym utworze rozbrzmiewa nawet charakterystycznie przetworzony wokal Stephena Mallindera („Go Figure”). Nie brak tu jednak też zapamiętanego z „Man Dog” electro – ale tym razem jest w nim miejsce zarówno na wokoderowe śpiewy, jak i etniczne melodie („Arc Light” i „Complete Conspiracy”).

Mniej tu zdecydowanie nastrojowych nagrań, które zapamiętaliśmy z poprzedniego wydawnictwa. „Anyone You Know” to jedyne w tym zestawie downtempo, łączące łagodnie wokoderową wokalizę ze spowolnionym rytmem. W „In Flesh” dostajemy zaskakująca balladę – jakby nagle Front 242 spowolnił swoje bity i postanowił zaskoczyć nas psychodelicznym rozmarzeniem. Największe wrażenie robi jednak finałowy „Between Ligh And Shadow”, zaskakując pomysłową aranżacją, zestawiającą echa detroitowego electro z dubowym pulsem.

Eric Random rewolucjonizował elektronikę ponad trzy dekady temu – teraz więc może sobie nagrywać takie niezobowiązujące płyty dla przyjemności swojej i naszej. Mimo, że wszystko to już dawno słyszeliśmy, te typowe dla początku lat 90. dźwięki brzmią dzisiaj po ta długiej przerwie zaskakująco świeżo. I co najważniejsze – jest w nich mnóstwo efektownych melodii, od których obecne techno czy nawet house stronią jak diabeł od święconej wody. Nic więc dziwnego, że utwory z „Words Made Flesh” wyróżnia się swym staroświeckim wdziękiem na tle współczesnej elektroniki.

Klangalerie 2016

www.klanggalerie.com

www.facebook.com/pages/Klanggalerie/400510642753

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.