Porter Ricks – Anguilla Electrica
Paweł Gzyl:

Osiemnaście lat przerwy. I co?

Goldie – The Journey Man
Ania Pietrzak:

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Boston 168 – 90s Space EP
Krystian Zakrzewski:

Prom kosmiczny zwany muzyką.

Wojciech Golczewski – The Signal
Jarek Szczęsny:

Trasa Poznań – Galaktyka.

Octave One – Love By Machine

Taneczna euforia w siedmiu odsłonach.

Bracia Burden przeżywają w ostatnich latach prawdziwy renesans popularności. Wszystko zaczęło się od ich występów na żywo pod koniec minionej dekady – i kiedy czarnoskórzy producenci ze swymi analogowymi syntezatorami najpierw podbili Tresor, potem fama o ich żywiołowych live actach tak szybko poszła po Europie, że kilka sezonów później grali już w bardziej mainstreamowych klubach kontynentu, a nawet na Ibizie.

Nic więc dziwnego, że kują żelazo póki gorące – i wydają płytę za płytą. Jeszcze nie przebrzmiały echa ich albumu „Burn It Down” z zeszłego roku, a już dostajemy następny zestaw. „Love By Machine” narodził się w studiu braci Burden w Detroit, kiedy postanowili oni radykalnie zredukować obecność nowych technik w tworzeniu muzyki i skupić się jak to niegdyś bywało na interakcji międzyludzkiej. Nic więc dziwnego, że muzyka z krążka brzmi, jakby została zagrana w pełni na żywo.

Całość otwiera tribalowe intro – „In Mono” – które jawi się niczym plemienna pieśń zwołująca wszystkich mieszkańców wioski na taneczną celebrację. I rzeczywiście: umieszczony tuż za nią „Locator” bucha gorącą energią nowoczesnego garage house’u, łącząc szurające bity z warczącym arpeggio. W „Just Don’t Speak” rozlegają się echa oldskulowego techno w stylu Derricka Maya, niesione przez dźwięczne piano i syntetyczne smyczki. „7 b4 Down” zgodnie z tytułem wprowadza na płytę nutę uspokojenia, uwodząc tęskną melodią o nowofalowym tonie.

„Bad Love II” znów przywraca nas do pionu, atakując surowymi dźwiękami rodem z chicagowskiego house’u z końca lat 80. „Sounds Of Jerycho” przywołuje wspomnienie dokonań DJ Rolando, tworząc psychodeliczny nastrój poprzez eteryczną partię latynoskich klawiszy. Mniej klimatycznie wypada „[Where] Time Collides”, koncentrując się na agresywnych akordach sonicznych klawiszy rodem z klasyki Underground Resistance. W „Pain Pressure” bracia Burden oddają hołd nowojorskiemu tribalowi – by ostatecznie zwieńczyć płytę w melancholijnym nastroju syntezatorową wariacją o ejtisowym tchnieniu wywiedzioną ze wspomnianego „7 b4 Down”.

„Love By Machine” świadomie nie trwa długo, bo porywa skoncentrowaną i ekstatyczną energią. Proste, ale efektowne utwory braci Burden brzmią tak, jakby celowo były skrojone pod występy. I pewnie tak było – bo detroitowy projekt na pewno nie ma zamiaru zrezygnować z triumfalnego marszu przez europejskie kluby i festiwale. Materiał z ich nowego albumu obroni się tam świetnie, wprowadzając zgromadzoną publiczność w taneczną euforię.

430 West 2016

www.octaveone.com

www.facebook.com/octaveone

www.430west.com


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze