MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Cid Rim – Material
Krystian Zakrzewski:

Per(c)fect!

Podsumowanie roku 2016 – Paweł Gzyl

To wcale nie są najlepsze płyty minionego sezonu.

Najpopularniejsze serwisy internetowe dedykowane nowej elektronice prześcigają się znów w tworzeniu jak najbardziej ekscentrycznych podsumowań roku. Decydują o tym różne względy: przemożna chęć bycia oryginalnym, nieustanny przymus lansowania nowych trendów czy wreszcie nagła potrzeba upolitycznienia gatunku. Efektem tego jest choćby wybór Resident Advisora – czy na litość boską ktoś z Was wpadłby na to, aby płytą roku uczynić „Babyfathera” Deana Blunta? Jeszcze zabawniejsze pomysły ma FACT Magazine czy nawet sklep Boomkat. Całe szczęście my nie musimy kierować się żadnymi trendami, każącymi nam lansować tego rodzaju albumy. Tak jest i w poniższym zestawieniu – to wcale nie są najlepsze płyty 2016 roku. To po prostu płyty, które wyżej podpisanemu najbardziej się spodobały.

Barker & Baumecker „Turns” (Ostgut Ton)

Mimo, że zachodnie serwisy zajmujące się nową elektroniką już dawno zapomniały w swych corocznych podsumowaniach o Ostgut Ton (bo liczą się tylko te wytwórnie, które wydały co najwyżej kilka singli), niemiecka tłocznia nadal serwuje świetną muzykę. W minionym sezonie jej najlepszym wydawnictwem był drugi album duetu Barker & Baumecker. „Turns” to erudycyjny popis tworzenia nowej elektroniki wywiedzionej z techno, ale podniesionej do poziomu fascynującej abstrakcji. Przy tym wszystko to niepozbawione jest potężnej energii, głębokich emocji i niebanalnych melodii.

Orphx „Pitch Black Mirror” (Sonic Groove)

Kanadyjczycy są obecni na elektronicznej scenie już od ponad dwóch dekad. W tym czasie przeszli niezwykłą ewolucję – od rytmicznego noise’u do post-punkowego techno. Ich najnowszy album to dzieło idealne: łączące dziką i surową moc muzyki klubowej z industrialnym hałasem i agresją oraz eteryczną liryką spod znaku Dead Can Dance. Wszystko to jest bardzo spójne – i w porywający sposób podsumowuje flirt nowego techno z nowofalową kontrkulturą lat 80.

Monoloc „The Untold Way” (Dystopian)

Już debiutancki album niemieckiego producenta wskazywał, że nie interesuje go proste i agresywne granie do tańca. „The Untold Way” potwierdza tę opinię, przynosząc kolekcję koronkowo wyprodukowanych nagrań, w których mocna energia współczesnego techno zostaje powściągnięta i przykrojona do formy krótkich i zwięzłych utworów, zaskakujących swą przystępnością. Gdyby panowie z Depeche Mode debiutowali w dzisiejszych czasach – dostalibyśmy właśnie coś takiego.

Roman Fluegel „All The Right Noises” (Dial)

Mody na elektronicznej scenie zmieniają się jak w kalejdoskopie, a niemiecki producent zupełnie się tym nie przejmuje – i tworzy od dwóch dekad to, co gra mu w duszy. A jest to niezwykłej urody elektro, house i techno mocno nasycone ciepłą melancholią i naturalną uczuciowością. „All The Right Noises” to trzeci solowy album artysty nagrany dla Dial – i zdecydowanie najlepszy.

Romans „Valere Aude” (Bunker NY)

Zarówno Tin Man, jak i Gunnar Haslam potwierdzili swoimi solowymi dokonaniami, że należą do najciekawszych twórców techno i house’u młodego pokolenia. Jednak kiedy zwarli siły pod szyldem Romans – powstała wyjątkowa muzyka. „Romans” brzmi jak rozimprowizowany jam w studiu na analogowych syntezatorach – raz rozwichrzony, kiedy indziej chmurny lub liryczny. Muzyka ta tchnie autentyczną pasją i świeżym brzmieniem, choć tak naprawdę lokuje się w klasycznych ramach obu wspomnianych gatunków.

The Orb „COW/Chill Out World!” (Kompakt)

Wszystko wskazuje na to, że duet The KLF powróci po 23 latach milczenia z nowym materiałem – oczywiście 23 sierpnia o godz. 23. Być może impuls do działania dał Jimmiemu Cauty’emu i Billowi Drummondowi nowy album ich starego druha – Alexa Patersona (i Thomasa Fehlmanna). „COW/Chill Out World!” to samplingowy ambient przeniesiony w nasze czasy żywcem z przełomu lat 80. i 90. – a przez to szalenie odświeżająco brzmiący na tle tych wszystkich warczących dronów i tektonicznych bitów z aktualnej wersji gatunku.

Tuff City Kids „Adoldesscent” (Permanent Vacation)

Najbardziej bezpretensjonalna płyta klubowa roku. Bez niepotrzebnego napinana się, daleka od wszelkich eksperymentów, omijająca szerokim łukiem wszelkie hipsterskie wynalazki. Zamiast tego – ujmująca świetnymi melodiami, pełna żywych emocji, świadomie flirtująca z klasyką taneczne elektroniki, emanująca radością kolektywnego tworzenia. Nic dziwnego – wszak za Tuff City Kids stoją dwaj weterani europejskiego house’u – Gerd Jansen i Philip Lauer.

These Hidden Hands „Vicarious Memories” (Hidden Hundred)

„To nie jest industrialne techno!” – dekarowali brytyjscy producenci po premierze drugiego albumu swego projektu. I trudno nie przyznać im racji: może jest tu trochę mocarnych bitów i świdrujących basów, ale główną rolę odgrywają IDM-owe syntezatory i post-rockowe gitary. Efekt jest porywający – szczególnie w wersji na żywo z wizualizacjami Pfadfinderei, co artyści udowodnili podczas ostatniej edycji Atonal Festivalu w Berlinie.

Floorplan „Victorious” (M-Plant)

Złośliwcy wyśmiewali się z Roberta Hooda, że nowy album projektu Floorplan zrealizował ze swą młodziutką córką – Liryc. Tymczasem okazało się, że nastolatka dodała muzyce swego ojca wyjątkowo ujmujący element młodzieńczej niewinności i żarliwości. To szczególnie ważne w przypadku muzyki niosącej mistyczne przesłanie wywiedzione z tradycji gospel. Dlatego momentami „Victorious” zabrzmiał lepiej niż słynny debiut Floorplan. Swoją drogą ciekawe czy płyty i występy Hooda w tej formule nawróciły jakichś rozpasanych hedonistów na chrześcijaństwo?

Michał Wolski „La Mer” (Recognition)

Dub-techno w ostatnich latach wyraźnie straciło impet, czego wyraźną oznaką okazał się zwrot wielu jego producentów w stronę nazbyt ugrzecznionej wersji gatunku. Całe szczęście polski twórca przywraca wiarę w moc tkwiącą w tej estetyce. Jego debiutancki (na fizycznym nośniku) album wypełnia jej majestatyczna wersja, rozpisana na mocarne bity i głęboką elektronikę. Poszczególne nagrania balansują między kojącym ambientem a ciężkim techno, wzbudzając podziw producencką precyzją i niepohamowaną wyobraźnią.

Lawrence „Yoyogi Park” (Mule Musiq)

Niemiecki producent właściwie nagrał płytę z muzyką ambient – rozpisaną na piękne, eteryczne, zwiewne kompozycje. Z tym, że podszył te statyczne konstrukcje dźwiękowe dyskretnym rytmem o hipnotycznym pulsie rodem z ciepłego i zwiewnego minimalu. W efekcie powstała niezwykle przyjemna i subtelna muzyka o powściągniętej energii, która uwodzi swym zmysłowym tchnieniem. Coś podobnego nagrał w tym rok Will Long na płycie „Long Trax” – ale w jego wersji ten statyczny house okazał się zbyt rozwleczony, a przez to momentami po prostu nudny.

Juan Atkins & Moritz Von Oswald Present Borderland „Transport” (Tresor)

Twórcy tego albumu to dystyngowani dżentelmeni około pięćdziesiątki w nienagannie skrojonych garniturach. I takie jest też techno w ich wykonaniu – eleganckie, stylowe, stonowane, wysmakowane. Ale tylko oni potrafią tak pięknie połączyć ze sobą minimalowe bity, dubowe korozje, ambientowe przestrzenie i kosmiczną elektronikę, że ma ona tak ekscytujące brzmienie. No i kiedy trzeba potrafią nadać swej muzyce pierwotną moc – czego dowodem był występ duetu w berlińskiej Kraftwerk Halle podczas celebracji ćwierczwiecza Tresora.

Eduardo De La Calle „Analog Grooves” (Mental Overdrive)

Kiedyś o detroitowym techno mówiono „elektroniczna poezja”. Nowa wersja gatunku skoncentrowana na mroku i ciężarze sprawiła, że tego rodzaju odmiana poszła w zapomnienie. Całe szczęście nie do końca. Dowodem tego kompaktowe podsumowanie winylowego cyklu „Analog Grooves” zrealizowanego przez hiszpańskiego producenta Eduardo De La Calle. Pod jego palcami techno znów stało się oniryczne i ilustracyjne – ocierając się momentami o ambient, downtempo czy nawet nu-jazz. To muzyka dla tych, którzy cenią sobie w elektronice wyrazisty nastrój i stylowe aranżacje. Ale to nadal techno.

Virginia „Fierce For The Night” (Ostgut Ton)

Doms & Deykers „Evidence From A Good Source” (3024 World)

Tak bezwstydnie popowej płyty chyba nikt się nie spodziewał po Ostgut Ton – ale to dobrze, że szefowie berlińskiej tłoczni odważyli się ją opublikować. Dzięki współpracy Virginii ze Steffi, Martynem i Dexterem powstał szalenie ekspresyjny album przenoszący nas w czasy przełomu lat 80. i 90., kiedy disco, electro i house śmiało szturmowały listy przebojów, uwodząc nie tylko taneczną mocą, ale i świetnymi melodiami. Podobny w stylu okazał się wspólny materiał Steffi i Martyna pod nazwą Doms & Deykers – „Evidence From A Good Source”. To kapitalna muzyka taneczna, która nie męczy, ale daje energetycznego kopa.

Mental Overdrive „Plugged” (Rett I Fletta)

The 7th Plain  „Chronicles I” (A-Tone)

Zapomniany album norweskiego producenta sprzed ponad dwóch dekad dzięki wznowieniu Prinsa Thomasa przypomniał wszystkim jak wspaniałą elektronikę tworzono na początku lat 90. Sugestywne połączenie IDM-owej nastrojowości z przestrzennością ambientu i energią połamanego techno zabrzmiało dziś jak wyjątkowo aktualna propozycja. Podobnie stało się w przypadku kolekcji nagrań Luke’a Slatera pod szyldem 7th Plain. Ci, którzy znali brytyjskiego producenta z hipnotycznych killerów Planetary Assault Systems byli zaskoczeni, że potrafił on tworzyć tak epicką elektronikę, głęboko osadzoną w tradycji gatunku z lat 70.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 30

  1. kobyle_caco

    ” jednak wstępniak to klasyczna bufonada i myślenie „ja nie lubię/nie rozumiem = ten kto lubi sili się na oryginalność/ jest pretensjonalny/ hipster”. przeciez Gzyl zawsze sie tak madrzy i nic z tego nie wynika. A kazda jego recenzja powstaje od matrycy, te same „perliste syntezatory”, „pasaze klawiszy”, „tektoniczne beaty”, zmienia tylko nazwy wykonawcow i tytuly… jego podsumowanie przewidzialem w 90% ze takie plyty umiesci.

    • Paweł Gzyl

      To po co czytasz? Przerzuc sie na Porcys albo co tam Ci pasuje. I po sprawie.

      • Troublemaker

        Porcys, haha. Jako płytę roku kanye westa sobie wybrali. Pamiętam swego czasu jak grupowo hołdy składali afrokolektywowi, pezet z noonem arcydziełem i tego typu kwiatki tam krzewili. Nara im, chociaż za uwzględnienie stevena juliena w pierwszej dyszce za 2016 props, dobry album. Co do recenzji Pawła, są rzeczowe i funkcjonalne. Przykładem z brzegu rx-101. Słowem oddał dokładnie to co potem dźwiękiem zmaterializowało się w mojej świadomości, plus idealnie w punkt porównanie do aphexa. I oto chodzi, mi. Recenzja to nie ma być esej, elaborat, rozprawka artystyczna o albumie, tylko konkret info jak najbardziej oddające z czym słuchacz będzie miał do czynienia. A to że u autora jest pewna powtarzalność pewnych słów, zwrotów, dla mnie żaden problem. Dla przykładu filmy braciszków dardenne można by scharakteryzować jedną recenzją, a recenzując każdy film z osobna można sprowadzić do tych samych słów kluczy, tych samych pojęć. Takie samo podobieństwo dźwiękowe lub w sekcji rytmicznej słychać na różnych albumach techno, a przecież produkują je różni ludzie. Co do serwisu RA. Hejt na nich kompletnie nieuprawniony, może i zestaw podsumowujący dali słaby, to na przestrzeni roku podklepali wiele fajnych płytek. Na przestrzeni lat jeszcze więcej.

        P.s Z każdym kolejnym spotkaniem prince of denmark zyskuje i staje się płytą roku dla mnie.

    • Paweł Gzyl

      Co do RA to masz racje – to ze sie przyczepilem Babyfathera to nie znaczy, ze ich hejtuje. Zazwyczaj mieli sensowne podsumowania – w tym roku tez w sumie wskazali wiekszosc fajnych plyt, tylko tym numerem jeden mnie zastrzelili, ale to jak podkreslam, pewnie byl polityczny wybor.

      Jesli czytasz zachodnie media muzyczne – to tam teraz jest ogromne cisnienie na to, zeby artysci rockowi czy elektroniczni robili polityczna muzyke, wrecz sie tego od nich rzada. Zarowno w RA, jak i w FACT czy Quietusie. To moim zdaniem jest kompletnie bez sensu.

      W Porcys najbardziej polewalem z ich jazdy na szmire z lat 80. w stylu Papa Dance czy Anny Jurksztowicz. Tego nawet Kanye nie przebije.

      I jeszcze raz dziekuje za support. 🙂

  2. Ksawery St. John Smythe

    To lubię. Dziękuję Pan Gzyl.

  3. RozkurwWBiałyDzień...

    Gzyl! Wreszcie sensowne zestawienie. Bo już miałem na Ciebie napuścić chłopaków…

  4. yac

    Tradycyjnie ciekawe podsumowanie, choć ja akurat tego „dziecinnego” Floorplanu jakoś nie mogę strawić. Jedna rzecz. Przy róbótce Atkinsa i Oswalda chyba warto wspomnieć, że chodzi o czwartą część Borderland: Transport. Tytuł jednak bardziej sugeruje pierwszy Borderland z 2013.

  5. DetroitManiak

    Tradycyjnie KLASA. A koniunkturalizm serwisów muzycznych jest banalny. Muza XXI to recycling więc „trzeba” koło wymyślać na nowo by sprzedać, wypromować, by istnieć. Scena techno też staje się antytezą własnych korzeni, ten cały pseudo-elitaryzm w stylu berghain to zaprzeczenie kultury rave. Na szczęście net zrealizował idee D.I.Y więc jest czego szukać i słuchać a tego wszystkim życzę na NewYear
    P.S płyta Romans nosi tytuł „Valere Aude”

  6. kuba

    nie śledzę bardzo uważnie sceny techno/elektroniki, dlatego co roku pańska lista roczna to dla mnie mnóstwo inspiracji i ciekawej muzyki, na którą nigdzie indziej nie trafiłem. jednak wstępniak to klasyczna bufonada i myślenie „ja nie lubię/nie rozumiem = ten kto lubi sili się na oryginalność/ jest pretensjonalny/ hipster”.
    tak się składa, że Babyfather jest jedną z moich ulubionych płyt roku i to długo przed listą RA. a Sam Kidel, czyli nr 1 Boomkata, z którego też się Pan wyśmiewa, Maciej Kaczmarski na tym portalu określił jako jedną z najlepszych płyt roku.
    szanuję pańską wiedzę i merytoryczne treści czysto muzyczne. jednak życzę trochę pokory i otwartości. pozdrawiam

    • Paweł Gzyl

      Każdy ma prawo do swoich poglądów – również do opinii na temat czyichś poglądów. To, że RA czy Boomkat coś faworyzują nie oznacza, że też muszę to cenić. W przypadku Babyfathera i Sama Kidela uwazam, ze o hajpie zdecydowalo wielkie pragnienie zachdonich serisow, aby nowa elektronika opowiadala sie politycznie. To dla mnie jest socrealistyczne kryterium. Podrawiam!

      • kuba

        mówimy o dwóch rożnych rzeczach. oczywiście, że nie musi Pan cenić wszystkiego, co dobrze oceniają jakieś serwisy. i oczywiście że ma Pan prawo do swoich poglądów, a jako krytyk jak dla mnie wręcz taki obowiązek. ale Pan wyraźnie sugeruje, że KAŻDY kto ceni coś, co wysoko ocenia też np. RA, sili się na oryginalność (czyt. jest „hipsterem”).
        w moim przypadku to zupełnie się nie pokrywa, Babyfather cenię wysoko od ukazania się tego krążka i oceny serwisów były raczej umiarkowane. sam RA (którego w ogóle nie czytam, tylko teraz sprawdziłem) chyba z 70 albumów cyferkowo ocenił wyżej niż BBF.

      • Tg3179

        Co jest politycznego w tych plytach? Pracowniwcy callcenter i poltyka?

        Kolega chyba duzo za mlody by pamietac socjalrealizm;)

    • Paweł Gzyl

      Jak to co? Przeczytaj sobie analizy tych obu plyt w RA i Boomkacie.

  7. night

    jak zwykle najlepsza lista w sieci i gwarancja jakości 🙂 szacun za B&B (‚Statik’ to chyba „singiel” roku), kompletnie niezauważony album Lawrence’a, Virginię, Hooda, D&D, Romans, Atkinsa… dużo tego, a widzę że obowiązkowo trzeba jeszcze sprawdzić choćby Monoloca i parę innych pozycji – choć dziwi mnie brak komplementowanego w zeszłym roku Granta (wszak artystów zewsząd pomijanych zawsze warto wspominać) i Omara S (dla mnie najlepszy jego album, ale absencja pewnie z racji wysokiego miejsca na liście RA :))

    • Paweł Gzyl

      Dzieki za miłe słowa. 🙂 W sumie masz rację – jakoś przegapiłem Omara, ale to dlatego, że nie pisałem recenzji. Aż tak złośliwy nie jestem, zeby pomijać dobrą płytę, bo ktoś inny ją umieścił na swej liście. 😉

  8. Grzegorz

    Ale, że niby co? „La Mer” Michała Wolskiego to „Jego debiutancki album”??? No błagam…

  9. almukantarat

    Również, mimo że śledzę muzykę elektroniczną dość dokładnie od paru lat, w tym roku czytając podsumowania roczne mialem wrażenie jakbym ominął gdzieś po drodze 99% albumów ujętych w zestawiniach.
    Być może to wynik rewiwalu muzyki elektronicznej w mainstreamie. Od dawna bowiem wiadomo, że to co modne i znane potrafi nagle stać się passe w niektórych kręgach. Ludzie znów zaczęli słuchać muzyki elektronicznej (zdaje sobie sprawę, że nie zawsze najwyższych lotów) i redaktorzy chcąc być opiniotwórczy prześcigają się w w mikro-gatunkach i „mikro-artystach” próbując przekazać informację, że oto ja, redaktor, jestem tym, który dyktuje warunki.
    Tym bardziej jestem wdzięczy, że doceniłeś płyty, które i ja uważam w tym roku za wartościowe i chociaż kilku nie znam, to na podstawie tych, które znam, wiem, że będą to owocne muzyczne poszukiwania.
    Piąteczka!

  10. Troublemaker

    @ Łukaszu, nie kwestionuje znajomości tylu płyt, jak i samej przyjemności z nich czerpania. Bawi mnie tylko, że na przestrzeni 12 miesięcy można posiadać aż tyle ulubionych płyt. Śmiech się tylko zwiększał proporcjonalnie do mnożonych miesięcy z lat minionych, hehe. Pozdro.

    @ Pawle, bankowo sprawdzę to kompilo. Nie zrobiłem tego, bo nie było recenzji. Natomiast tamten zestaw poznałem właśnie dzięki Tobie. Zwykle tak bywa jeśli chodzi o techno. Z resztą zapoznanie przyjdzie wtedy jak się oderwę od Prince of Denmark. Prawdziwy techno terror, jak se słucham niektórych kilerów, to uczucie jakby ktoś tirem we mnie wjeżdżał, jest moc. Jako dj metatron poraził nie mniejszą mocą, tylko krótko trwalszą. Również pozdrawiam.

    • Paweł Gzyl

      Słuchałem tego mamuciego zestawu Prince Of Denmark – momentami znakomite, ale generalnie lekkie przegięcie (jesli chodzi o ilosc muzyki i cenę).

      A jesli chodzi o Lukasza – to wierz mi on ma takie moce przerobowe. 😉

      • Troublemaker

        Lubię takie przegięcia. W zeszłym roku deepchord popełni takiego mamuta i cały czas wracam. Tylko dawkuje, polecam dawkować, bo jednym tchem trudno przełknąć taką techno kanonadę. Chociaż trzy bomby po sobie: desire, neurobell, latenightjam wchodzą pięknie. Zawrót głowy jak u hitchcocka, MOC. Reasumując z projektem dj metatrona u mnie wychodzi, że tego jest za mało i jeśli forma miałaby zostać utrzymana jak na ep, to życzyłbym mamuciego dj’a metatrona!

  11. Troublemaker

    Paweł się naśmiewa z innych serwisów, a na tym przecież jest niezła polewka z typa co ma 50 ulubionych zagranicznych płyt i 40 polskich. Plus pewnie z 80 razem wziętych za 2015. Pytanie jest jedno, kiedy on tego wszystkiego słucha? Haha. Wracają do meritum. Paweł jak zwykle najlepsza lista. Jednego tylko wybaczyć nie mogę. Dlaczego nie ma kompilo od Infrastructure New York? No i album granta bym dołożył.

    • Paweł Gzyl

      Na liście skreślonej na brudno było „Facticiti”. Ale musialem sie jakos ograniczyc. I wybralem plyty autorskie a nie skladanki. Z kompilacji jeszcze Blueprint tez bardzo ladny zestaw przygotowal w minionym sezonie. Pozdrawiam!

    • Łukasz Komła

      Bądź precyzyjny jeśli wywołujesz kogoś do tablicy, typie. Zmartwię Cię, wszystkie płyty z mojej listy przesłuchałem i opisałem :).

    • Grzegorz

      Nie kumam, że to piszesz? Tak jak pisze Paweł! Łukasz tak właśnie słucha! To człowiek, który muzykę kocha ponad wszystko i rzeczywiście słucha i opisuje to wszystko. Nie rozumiem, gdzie leży problem?