Makemake – Something Between
Jarek Szczęsny:

Przeciąganie struny.

Juan Atkins & Moritz von Oswald present Borderland – Angles
Krystian Zakrzewski:

Pokątne rozmowy mistrzów.

Jonas Kopp – Cosmic Control Center EP
Krystian Zakrzewski:

Jonas dalej na orbicie.

SassyBlack – New Black Swing
Jarek Szczęsny:

Połowa THEESatisfaction solo.

Karen Gwyer – Rembo
Ania Pietrzak:

Okazuje się, że twarde i szybkie techno może być ciepłe.

Marc Romboy & Dortmunder Philharmoniker – Reconstructing Debussy
Paulina Miedzińska:

Gdzie ten Debussy?

Civvie – Inheritance
Jarek Szczęsny:

Wolność i improwizacja.

Urbanski – Selected Works
Ania Pietrzak:

Muzyczny lek dla wrażliwców, chroniący ich dłonie przed zranieniem.

Andromeda Mega Express Orchestra – Vula
Jarek Szczęsny:

18-osobowa kamanda wywodząca się z Berlina.

Katharina Klement – peripheries
Łukasz Komła:

Austriacka eksperymentatorka wybrała się do Belgradu, żeby odpowiedzieć sobie na kilka pytań związanych z fonosferą tego miejsca.

Yair Elazar Glotman & Mats Erlandsson ‎– Negative Chambers
Mateusz Piżyński:

Harmonia zdefiniowana przez abstrakcyjny i bliżej niezlokalizowany folk.

Pan Daijing – Lack
Paweł Gzyl:

Jeden z najbardziej oczekiwanych debiutów roku.

Kelly Lee Owens – Kelly Lee Owens
Jarek Szczęsny:

Wszystkie grzechy debiutu.

Sharif Sehnaoui / Adam Gołębiewski – Meet The Dragon
Łukasz Komła:

Skrzyżowanie kultur w awangardzie.

Podsumowanie 2016 – Maciej Kaczmarski

32 najciekawsze płyty minionego roku w kolejności prawie alfabetycznej.

Płyty ani najlepsze, ani najbardziej wpływowe (to będzie można ocenić za kilka lat) – ale subiektywnie najciekawsze. Dlaczego nie na przykład 25 lub okrągłe 30? – zapyta ktoś. Bo 32 to odwrócenie 23. A dlaczego 23? To już niech pozostanie naszą słodką tajemnicą.

Do siego roku!


2814 – Rain Temple (Dream Catalogue)

Zaczyna się jak alternatywny soundtrack do nadchodzącej kontynuacji „Blade Runnera”, a potem mutuje w spirytystyczny rytuał. Duet enigmatycznych muzyków wyszedł daleko poza granice vaporwave’u i ambientu. Dźwiękowy odpowiednik snu. Albo LSD.


Aphex Twin – Cheetah EP (Warp Records)

Misternie utkana muzyka elektroniczna jednego z największych jej innowatorów, który ani myśli wymyślać proch na nowo. Dlatego zamiast pogoni za trendami, jest tylko – i aż – bezpretensjonalna zabawa wolnego i spełnionego artysty.

Recenzja Adama Mańkowskiego | Recenzja autorska


Ash Koosha – I AKA I (Ninja Tune)

Ten pan miał swoje miejsce w zeszłorocznym podsumowaniu dzięki płycie „GUUD”. Jej następczyni jest jeszcze ciekawsza. Dziwaczna, pozornie chaotyczna i pełna „orientalnej” melancholii muzyka dla fanów Clarka i androidów śniących o elektrycznych owcach.


Autechre – Elseq 1-5 (Warp Records)

Pionierski duet posuwa się coraz dalej w swojej bezkompromisowości. To w zasadzie pięć osobnych płyt trwających w sumie ponad cztery godziny. Ich zawartość nie jest bardziej radykalna od poprzednich wydawnictw Autechre. Ani mniej doskonała.


Ben Chatwin – Heat & Entropy (Ba Da Bing!)

Szkocki twórca znany jako Talvihorros wykorzystał m.in. dulcimer młoteczkowy, metalofon, mandolinę graną smyczkiem i nowoczesną produkcję do stworzenia elegijnego dzieła, które ma szansę stać się klasyką tak zwanego modern classical.


Casino Versus Japan – Frozen Geometry (Not on Label)

Erik Kowalski milczał długo, ale kiedy znów się odezwał, zrobił to z rozmachem. Trzygodzinny album (80 utworów!) zawiera wszystko, za co fani cenią CVJ – pastelowe melodie, oniryczny nastrój i podwodne gitary na shoegaze’ową modłę.


Datach’i – System (Timesig)

Pierwsza od dekady płyta producenta, który na początku wieku rzucał podwaliny pod współczesną elektronikę. Joseph Fraioli wrócił po cichu i bez pompy, za to z nagranym na syntezatorach modularnych materiałem, który powala od początku do końca.

Recenzja autorska


David Bowie – Blackstar (Columbia/Sony/ISO)

Nawet pomijając kontekst, jest to album znakomity, wypełniony eksperymentalną, poszukującą i właściwie do niczego niepodobną muzyką. Kontekst dokończył dzieła. Bo nie mam wątpliwości, że wszystko razem to dzieło sztuki. Na dodatek genialne.

Recenzja Daniela Barnasia | Recenzja autorska


DJ Sajko – Cutman (Father And Son Records And Tapes)

Paweł Bartnik z formacji kIRk w wydaniu solowym. Duszna, psychodeliczna sampleriada w jego wykonaniu wymyka się łatwym klasyfikacjom. Szamańska atmosfera i rytualny nastrój przywołują na myśl dokonania Demdike Stare, ale Bartnik nie gęsi i swój język ma.

Recenzja Bartka Woynicza


Ghost – Exploding Geometry (Mozyk)

Romantyczny idm/breakcore, czyli jak połamać amen breaka i serce na 101 sposobów. Ilość detali sprawia, że eksploduje nie tylko geometria, ale i głowa. I choć Duch rzadko zwalnia tempo, nie przeszkadza mu to w byciu lirycznym i zwyczajnie ludzkim.


Heorge Garrison – Shortridge EP (Record Label Records)

Ewidentna satyra – od nazwy, poprzez pusty SoundCloud (na którym śledzi tylko Skrillexa) i 1000 euro za sampler płyty na ledwo widocznym Bandcampie, aż po muzykę, która brzmi niczym wyśmienity pastisz takich stylistyk jak braindance, breakcore i drill’n’bass. Pyszne.


Hitori Tori – Legal Grey Area (Kaometry Records)

„Glitch-acid-core”, napisał odnośnie tej półgodzinnej płyty rozentuzjazmowany fan kanadyjskiego producenta. Doskonałe połączenie połamanej rytmiki, atmosfery filmów SF z lat 70. i paranormalnej paranoi – wszak materiał został zainspirowany zjawiskiem UFO.


HKE – Omnia (Olde English Spelling Bee)

David Russo vel HKE (Hong Kong Express, również połowa duetu 2814) to producent równie płodny, co wszechstronny. Nagrywał już m.in. vaporwave, ambient i techno. W tym przypadku jest to kapitalny, szeroko pojęty idm z naleciałościami wymienionych.


Iggy Pop / Tarwater / Alva Noto – Leaves of Grass (Morr Music)

Legendarny punk-rockowiec melodeklamujący wiersze Walta Whitmana pod muzykę wielkich elektroników. To nie mogło się nie udać. Rzecz dla fanów „Sleeping Tapes” Jeffa Bridgesa i wszystkiego, co intrygujące i nieoczywiste.

Recenzja autorska


Jega – 1995 (Skam)

Nagrania Nathana Dylana z zamierzchłego roku tytułowego, czyli jeszcze sprzed debiutu dla wytwórni Skam. Zawartość „1995” to niemal nienaruszona muzyka z tamtego okresu, która brzmi zaskakująco świeżo w dobie nadprodukcji i plastiku.


John Cale – M:FANS (Double Six Recordings)

Nowoczesna, stechnicyzowana płyta 74-letniego weterana, od którego mogłyby się uczyć całe tabuny modnych sypialnianych laptopowców. „Ze smutku zrodziła się siła ognia” – skomentował całość sam autor i trudno się z nim nie zgodzić.

Recenzja autorska


John Frusciante – Foregrow (Acid Test)

Ciąg dalszy elektronicznych poszukiwań byłego gitarzysty Red Hot Chili Peppers. Wyborna dynamiczna muzyka nawiązująca do najlepszych czasów wytwórni Rephlex i Warp. Co ciekawe, artyście do twarzy w tych nowomuzycznych szatach.

Recenzja autorska


Kuedo – Slow Knife (Planet Mu)

Zdaje się, że Jamie Teasdale znów przeskoczył samego siebie. Na swoim drugim longplayu łączy retrofuturyzm, filmowy rozmach, tęskną atmosferę, błyskotliwy sound design oraz piosenkę, która w innym wszechświecie byłaby przebojem. Rewelacja.


MNLTH – RYthimi (Not on Label)

Oprócz tej płyty, David Barnard wydał w ubiegłym roku potrójny album „Trax”, epkę „Laser 80” i składankę „Demotapes”. I właściwie każda z tych pozycji mogłaby tu trafić, bo każda dowodzi, że Monolith to niekwestionowany mistrz electro/braindance.


Paul Jebanasam – Continuum (Subtext)

Zainspirowany matematyką, fizyką i rozwojem wszechświata quasi-ambient, któremu bliżej do szorstkich eksperymentów Autechre niż sielskich krajobrazów Briana Eno. Pomimo technologicznej skazy, nie brak tu ludzkiego pierwiastka.

Recenzja Pawła Gzyla


Plaid – The Digging Remedy (Warp Records)

Bodaj najlepszy album legendarnego duetu od czasu „Double Figure” z 2001 roku. Przestrzenne, melodyjne kompozycje pełne syntezatorowych pasaży, zróżnicowanej rytmiki i bajkowych nastrojów – pod warunkiem, że są to „Bajki robotów” Lema.


Radiohead – A Moon Shaped Pool (XL Recordings)

Smutny, stonowany album jednej z najbardziej niezwykłych grup w historii muzyki. Wielka polityka i osobiste dramaty – soundtrack czasów obecnych. Mniej tu eksperymentów, więcej form bliższych piosenkom. Jak zwykle jest to całkowicie unikalne.

Recenzja autorska


Robert Logan – Flesh Decomposed (Slowfoot Records)

To swego rodzaju „zepsuta” towarzyszka poprzedniej płyty Roberta, „Flesh”. Wycieczka na rozległe pola ambientu – na poły organicznego, na poły futurystycznego, zwykle na tyle posępnego, że podpadającego pod kategorię „dark”. Potężny trip.

Recenzja autorska


Rook Vallade – Vestiges Compiled DATs 92 -00- ADF_V1 (Touchin’ Bass)

Chris Douglas vel Dalglish vel O.S.T. vel Rook Vallade to szara eminencja i prekursor współczesnej elektroniki, o czym przekonuje ta kompilacja nagrań z lat 1992-2000. Brzmi to całkiem świeżo, zwłaszcza na tle dzisiejszych trendów.

Recenzja autorska


Ruby My Dear – Strangers In Paradise (PRSPCT Recordings)

Niewiele ponad kwadrans muzyki, ale jej energią można by obdzielić kilka pełnowymiarowych płyt. Francuski ekwilibrysta stylistyki breakcore/idm poszerza arsenał o surowy hardcore (nieprzypadkowo jeden z tagów na Bandcampie to „Rotterdam”).


Ruxpin – We Become Ravens (n5MD)

Tajemnicza muzyka oparta na wyrazistych idm-owych beatach, ambientowych teksturach i innych dobrociach elektronicznego inwentarza. Jeżeli ktoś tęskni za Telefon Tel Aviv i Apparatem, powinien niezwłocznie sięgnąć po Ruxpin.


RX-101 – Like Yesterday (Suction Records)

Oficjalnie za tymi dźwiękami kryje się Erik Jong, holenderski producent, który zarejestrował całość pod koniec lat 90. Chwilami brzmi to niczym zaginiona część „Selected Ambient Works” Aphexa. Niemniej jednak całkiem eleganckie.

Recenzja Pawła Gzyla


Sam Kidel – Disruptive Muzak (The Death of Rave)

„Uciążliwy Muzak” może brzmieć jak oksymoron, ale brytyjski artysta dobrze wiedział, co robi, nagrywając ten niezwykły album. To coś więcej niż komentarz społeczny i próba odwrócenia formuły „muzyki tła” – to dźwiękowy zapis swoistego performensu.

Recenzja autorska


Second Woman – Second Woman (Spectrum Spools)

Joshua Eustis (Telefon Tel Aviv) i Turk Dietrich (Belong) nagrali album, jakiego nie powstydziłyby się tuzy pokroju Autechre i SND. Mocno zrytmizowany eksperyment z naleciałościami futurystycznego idmu, ambientu, dubu i „owadziej” elektroniki.


Solar Bears – Advancement (Sunday Best Recordings)

Obowiązkowa pozycja dla wielbicieli Boards of Canada – irlandzkiemu duetowi udało się niemal dokładnie powtórzyć brzmienie Szkotów. Nie jest to jednak tania podróbka, lecz w pełni autorska i porywająca muzyka, inspirowana m.in. literaturą SF.

Recenzja autorska


Tangent – Collapsing Horizons (n5MD)

Cudownej urody, klikająco-chrupiący, majestatyczny idm łamany onirycznym ambientem i podskórnym dubowym pulsem. Takie granie nie jest może odkrywcze, ale nie o to tu chodzi, lecz o pewną atmosferę, której nie sposób opisać słowami.


Venetian Snares – Traditional Synthesizer Music (Timesig)

Zaskakująco spokojny (jak na niego) album szalonego Kanadyjczyka, absolutnego mistrza break- i hardcore’u. Stworzony przy pomocy syntezatorów modularnych, nagrany na żywca i pozbawiony późniejszych dogrywek. A także przejmująco piękny.


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Krystian Zakrzewski

    Kuedo i Ruxpin zawsze propsy!

  2. Bamse

    dzieki za ASH KOOSHA!!!

  3. kobyle_caco

    jedyne ciekawe podsumowanie w tym serwisie

  4. Ksawery St. John Smythe

    Bardzo fajne zestawienie, dużo znanych nazw i dobrych tytułów.