Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.

Gary Holldman – Celina EP
Paweł Gzyl:

Poznański producent rozwija skrzydła.

Brzoska/Marciniak/Markiewicz – Wpław
Jarek Szczęsny:

Sprawdzona formuła.



SOHN – Rennen

Spokojny bieg z miejscowymi przyspieszeniami.

Dwa lata od debiutanckiego albumu „Tremors” Christopher Taylor powraca z jego następcą. Na „Rennen” nie przeprowadza rewolucji, a raczej stara się rozwijać kojarzoną z nim formę soulującego synth-popu. Pomimo że Londyńczyk mieszka od kilku lat w Wiedniu, to sam album został stworzony w Los Angeles, trudno jednak doszukiwać się na nim słonecznego nastroju. W dalszym ciągu numery nie są przeładowane muzycznie, a sprytnie nienachalna, choć rozbudowana niekiedy siatka rytmiczna jest podkładem pod proste wokalne melodie przyozdobione szlachetną elektroniką.


SOHN – „Hard Liquor”

Longplay otwiera „Hard Liquor” łącząc naprawdę udanie stylistykę gospel/blues z użyciem syntezatora (jedyny minus to lekkie przegięcie w efekcie stereo). Następnie pojawia się najbardziej zapamiętywalny moment pośród całego zestawu 10 utworów. Chodzi tu o zapętlony refren

„I can feel, I can feel it coming,
We can never go back”,

chyba jedynej tak pogodnej piosenki na albumie („Conrad”).

Z jednej strony są na „Rennen” momenty gdy SOHN nadaje utworom wyraźne kształty dynamicznego IDM („Primary”, „Falling”), z drugiej nie zapomina o klasycznej, emocjonalnej piosence z towarzyszeniem fortepianu i smyków („Rennen”) lub jedynie minimalistycznego basu i pogłosów („Still Waters”). Pomimo że można odnaleźć u Taylora oryginalną manierę w jego śpiewie, to jednak w takim „Dead Wrong” jego zwielokrotniony głos łatwo można pomylić z Jamie Lidellem, zaś „Proof” brzmi jak żywcem wyjęte z albumu Jamesa Blake’a. Warstwa liryczna piosenek nie powala głęboką poetyckością, ale patrząc przez pryzmat ambitnego popu nie można mieć tu uwag. Na osobne zdanie zasługuje zamykający całość „Harbour”, w którym niepozornie powolna pierwsza część utworu wybucha w pewnym momencie świdrującym electro-basem podrywającym niemal do tańca, lecz dość szybko po prostu się kończącym – zachęcając tym samym do kolejnego odsłuchu.


SOHN – „Signal”

Prawie 38 minut nowego materiału prezentuje się może nie zdecydowanie, ale jednak lepiej niż szeroko komentowany debiut. Choć pierwszy odsłuch może sprawić, że płyta niepostrzeżenie przeleci przez nasze uszy to warto dać jej więcej czasu i skupienia by rozwinęła swój ukryty potencjał. Tytuł albumu można z niemieckiego tłumaczyć jako „bieg” i choć chodzi tu raczej o czasownik to można rzec w duchu automobilnej metafory, że SOHN prowadzi swój album na stabilnej czwórce, choć niekiedy zdarza mu się włączyć wyższy bieg.

13.01.17 | 4AD

http://sohnmusic.com/
https://www.facebook.com/SOHN

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Marla

    Bardzo to jest ładne.