Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Nowości z Crammed Discs

Belgijska wytwórnia rozpoczęła ten rok od wydania nowych płyt Aquaserge i Lula Peny.

Aquaserge – „Laisse ça être” (03.02.2017 | Crammed Discs / Almost Musique)

„Laisse ça être” to już czwarte wydawnictwo francuskiej grupy z Tuluzy – założonej przez Juliena Barbagallo (także perkusista Tame Impala), Juliena Gasca (klawisze, wokal) i Benjamina Gliberta (gitara, wokal). Ostatecznie skład formacji dopełnili Audrey Ginestet (bas, wokal), Manona Glibert (klarnet, saksofon, flet) i Julien Chamla (perkusja).

Jeżeli mówimy o Aquaserge to należy również pamiętać o zespole Stereolab, z którym niegdyś był związany Julien Gasc. I nie są to tylko koligacje czysto personalne, lecz w jakimś stopniu pokrewieństwo gatunkowe. Muzykę Aquaserge można podciągnąć w okolice Stereolab, ale tylko do pewnego momentu. Punktem granicznym jest użycie elektroniki. Francuzi przemycają znaczenie więcej rocka psychodelicznego (nie jest im obcy rozdział pt. Rock in Opposition), elementów kraut/prog rocka lat 60. i 70., avant-jazzu (partie dęciaków) czy muzyki świata (afrobeat, perkusyjne polirytmie). Z kolei wibrafonowe harmonie pomagają nam się przenieść za ocen, do ery chicagowskiego post-rocka (np. Tortoise). W efekcie „Laisse ça être” brzmi niczym zagubiony klasyk. Reasumując: to kolejna świetna pozycja w katalogu Crammed Discs!

Lula Pena – „Archivo Pittoresco” (27.01.2017 | Crammed Discs)

Portugalska wokalistka, gitarzystka, kompozytorka i poetka zadebiutowała w 1998 roku płytą „Phados”. Następnie długa przerwa, gdyż po dwunastu latach wydała album „Troubadour”. Choć trzeba przyznać, że artystka nie spieszy się z nagrywaniem i publikowanie nowych kompozycji. Tegoroczny „Archivo Pittoresco” to dopiero jej trzecie wydawnictwo. Dodam, że w ubiegłym roku Lula Pena wystąpiła we Wrocławiu w ramach Narodowego Forum Muzyki (tutaj zdjęcia z jej koncertu).

Podejrzewam, że Portugalia większości ludziom kojarzy się jedynie z fado. Oczywiście Pena kultywuje ten gatunek, ale robi to po swojemu. I nie ma to nic wspólnego z tym fado, jakie lansuje np. w Trójce Marcin Kydryński. Ostatnio pisałem także o wyjątkowej składance z portugalską muzyką eksperymentalną wydaną przez Discrepant. No i pamiętajmy, że w Lizbonie mieści się free jazzowy label Clean Feed.

Wyjątkowy styl gry na gitarze Peny bardzo płynnie łączy się z jej głębokim wokalem (śpiewa w języku hiszpańskim, włoskim, greckim, portugalskim, francuskim, angielskim), a do tego artystka dokłada nowe spojrzenie na wspomniane fado oraz chanson, bossa novę, flamenco czy tango. Momentami w jej drżącym głosie można również dostrzec saharyjską część Afryki. Myślę, że skojarzenia z twórczością Noury Minty Seymali są tu całkowicie uzasadnione. „Archivo Pittoresco” pokazuje, że fado może być piękne, intymne, wzniosłe (w najlepszym tego słowa znaczeniu) i pozbawione cepeliady.

 

Strona Crammed Discs »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.