Tsvey – TSVEY
Jarek Szczęsny:

Niepotrzebna popisówka.

Roger Waters – Is This the Life We Really Want?
Jarek Szczęsny:

Czy już tylko starcom zależy na naszym świecie?

Porter Ricks – Anguilla Electrica
Paweł Gzyl:

Osiemnaście lat przerwy. I co?

Goldie – The Journey Man
Ania Pietrzak:

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Group Doueh & Cheveu – Dakhla Sahara Session

Francuska elektronika wśród saharyjskich piasków.

Od wielu lat utrzymuje się, co mnie bardzo cieszy, trend na muzykę różnej maści spoza europejskiego kręgu kulturowego, choć wydaje mi się, iż ostatnimi czasy zainteresowanie kulturą afrykańską, latynoską czy bliskowschodnią przybrało na sile. Europejscy twórcy bardzo często nawiązują współpracę z artystami z rozmaitych zakątków świata, a z kolei wydawcy rzetelnie to promują. Doskonałymi przykładami są wytwórnie Glitterbeat i Discrepant. Zresztą ostatnio pisałem o debiutanckim albumie „Targ” zespołu Bargou 08 z Glitterbeat, na którym to akurat Tunezyjczycy podali dłoń Zachodowi, biorąc pod pachę syntezator Mooga.

Inny przykład? Proszę bardzo, Laurent Jeanneau (Kink Gong) dopiero co opublikował świetny longplay „Imer Zeillos: Asian Variations for Saz, Cura and Tanbur” (Discrepant, recenzja), prowadząc nas do Turcji. I nie jest to turecka telenowela, ale muzyka eksperymentalna Zachodu przesiąknięta wschodnią tradycją. Dlatego też „Dakhla Sahara Session” wyśmienicie obrazuje to, o czym piszę wyżej, bowiem to francuskie trio Cheveu zaprosiło do wspólnego grania muzyków Group Doueh z Sahary Zachodniej.

Cheveu powstało w 2003 roku z inicjatywy gitarzysty Etienne’a Nicolasa, Oliviera Demeauxa (automat perkusyjny i syntezatory) oraz Davida Lemoine’a (wokal, syntezatory). Do tej pory panowie opublikowali cztery studyjne krążki. Najnowszych „Bum” pochodzi z 2014 roku. Podpowiem, że Francuzi na swoich płytach łączą syntezatorową elektronikę z elementami punka, bluesa, psychodelii czy rocka.

Z zupełnie innego świata wywodzą się członkowie Group Doueh. Patrząc na historię Sahary Zachodniej, czyli właściwego czego: państwa, kolonii, miejsca wieloletnich sporów politycznych? Chyba wszystkiego po trochu, bo jak wiadomo, od końca XIX wieku północno-zachodnia części Afryki była w rękach hiszpańskich kolonizatorów, aż do 1976 roku, kiedy to Ludowy Front Wyzwolenia utworzył Saharyjską Arabską Republikę Demokratyczną. Ale to byłoby zbyt proste, ponieważ cały czas Maroko (do dzisiaj!) wysuwa roszczenia terytorialne wobec tych ziem. Dlatego nadal jest to miejsce o nieuregulowanym statusie prawnym, będące kością niezgody między Marokiem a SARD-em.

Z przyjemnością zostawię kwestie polityczne i przejdę do zespołu Group Doueh założonego w połowie lat 80., przez mieszkańca Sahary Zachodniej Salmoua Baamara (aka Doueh). Wówczas członkowie tej grupy byli pod ogromnym wpływem muzyki Jimiego Hendrixa i Jamesa Browna. Co ważne, nie odcięli się od swoich korzeni, i połączyli Zachód (gitary, syntezatory) z Saharą (wykorzystując m.in. instrumenty afrykańskie). Nie ulega też wątpliwości, że dzięki oficynie Sublime Frequencies świat poznał Group Doueh – amerykańska wytwórnia w 2007 roku wydała ich pierwszy album „Guitar Music From The Western Sahara”, jak i trzy kolejne wydawnictwa.

Cheveu i Group Doueh zarejestrowali „Dakhla Sahara Session” w ciągu dwóch tygodni w rodzinnej miejscowości Baamara, której nazwa pojawia się w tytule płyty. Francuzi przywieźli tam swoje syntezatory (co też można podpatrzeć na stronie wytwórni Born Bad Records) i urządzili wraz ekipą Baamara (Halima Jakani, El Waer Baamar, Omar Laabadi, Souilma Rguibi, Salam) iście kosmiczno-pustynną dyskotekę.

Na tym niezwykłym krążku wszystko jest na swoim miejscu, tam gdzie trzeba odezwą się gitary („Bord De Mer”, „Tout Droit”), syntezatory, („Moto Deux Places”), a język francuski swobodnie przeplata się z arabskim („Tout Droit”). W „Skit 1” Group Doueh pokazali się w pełnej krasie, uwodząc partiami gitar i tradycyjnymi brzmieniami. Pustynny heavy metal? Tak, można tak powiedzieć, kiedy słuchamy „Azaouane”. Bardzo ciekawy splot kultur nastąpił także w utworze „Charaa” – francuski akordeon imitowany przez syntezatory wchłania arabska mozaika pustynnego bluesa, choć ocierającego się o noise-rockowe riffy, a to z kolei przechodzi w coś, co nazwałbym pustynną burleską. Trudno jest zdefiniować ten swoisty trans, najlepiej go posłuchać! Wielogłosowość w „Ach Had Lak Ya Khay” skojarzyła mi się z Animal Collective, a niczym nie skrępowane electro lat 80. nabiera niezłego tempa w „Je Penche”. Na sam koniec dostajemy od nich niskie basy, syntezatorowe arpeggia i przesterowane gitary, które momentalnie łączą się w fascynującą opowieść złożoną z wielu kultur („Hamadi”).

Zachód odwiedził Saharę Zachodnią. Nie w roli kolonizatorów, ale jej wielbicieli. „Dakhla Sahara Session” to jedna z najbardziej oryginalnych płyt, jakie słyszałem w tym roku!

03.03.2017 | Born Bad Records   

 

Strona Facebook Group Doueh & Cheveu »Strona Born Bad Records »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. mirek d.

    Oj, przepraszam, ale wrzuciłem koment nie do tej pozycji: Les Marquises miało być.
    Choć w przypadku Maćkowiaka jest chyba podobnie:)

  2. mirek d.

    Okładka zupełnie do mnie nie dociera (fotka to wg mnie czysta ustawka),ale muzycznie rozpływam się w zachwytach. Znakomita pozycja!Zdrówka!