Tsvey – TSVEY
Jarek Szczęsny:

Niepotrzebna popisówka.

Roger Waters – Is This the Life We Really Want?
Jarek Szczęsny:

Czy już tylko starcom zależy na naszym świecie?

Porter Ricks – Anguilla Electrica
Paweł Gzyl:

Osiemnaście lat przerwy. I co?

Goldie – The Journey Man
Ania Pietrzak:

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Markus Suckut – Resist

Podziemny front.

Kiedy Markus Suckut zadebiutował w 2010 roku, od razu uznano go za jednego z przedstawicieli nowej fali mocnego techno. To było oczywiście prawdą – ale częściową. Niemiecki producent stawiał bowiem w swych nagraniach na twardą rytmikę, ale reszta ich aranży w dużym stopniu tworzona była wedle wzorców klinicznego minimalu z poprzedniej dekady. Dzięki temu artysta wykreował dosyć oryginalne brzmienie, które doceniły zarówno wytwórnie nastawione na undergroundowe eksperymenty, jak Figure, Repitch czy Stroboscopic Artefacts, jak również te, które dostarczały po prostu tanecznych sztosów, jak Cocoon czy Rekids. Ostatecznie twórca założył wspólnie ze swym starszym kolegą po fachu – Johannesem Heilem – własną tłocznię. I to właśnie nakładem Exile ukazuje się jego drugi album – „Resistance”.

Zestaw otwiera jedno z najbardziej poruszających nagrań, jakie powstały w ostatnich latach na scenie techno. „First Movement” rozpoczyna się od męskiego monologu i wycofanych dzwonków, potem rozbrzmiewa minimalowy puls, aż wreszcie wkracza powoli narastający bit, zamieniając całą kompozycję w hipnotycznego killera, który ze względu na pomysłową narrację wokalną, można porównać ze słynną już kompozycją „I Gave My Life” Traumprinza sprzed trzech lat. Ten mistyczny ton pryska za sprawą kolejnego nagrania – „Second Movement”, ozdobionego świdrującym loopem i dudniącego zbasowanym rytmem. Jednak już „Third Movement” ma w sobie znów coś odrealnionego. Suckut uzyskuje ten efekt uzupełniając zamaszyste uderzenia automatu perkusyjnego ambientową falą syntezatorów.

Bardziej rozbudowane brzmienie ma „Fourth Movement”, w którym klawiszowe modulacje o analogowym tonie zostają podszyte nastrojową elektroniką wywiedzioną z Motor City. „Fifth Movement” ma wyjątkowo oszczędną konstrukcję – ale i tak jego centrum stanowi oniryczny strumień dźwięku nadający całości psychodeliczny nastrój. Klasyczny minimal w stylu Raster Noton pojawia się w „Sixth Movement”: zredukowany bit o rwanym metrum łączy się tu z chrzęszczącym loopem i pulsującym tłem. W „Eight Movement” twarde uderzenia brutalnego rytmu kojarzą się bardziej z chicagowskim hard house’m – stąd nie dziwi, że głównym elementem kompozycji jest zapętlony głos o „czarnej” barwie. Całość wieńczy „Ninth Movement”, nurzając muzykę w chmurnych falach złowieszczych syntezatorów.

Rebeliancka okładka albumu zgrabnie koresponduje z bezceremonialną muzyką. Nieustępliwe rytmy, zawiesiste basy, przyczajona elektronika – wszystko to składa się na metaforyczny opis tego, co dzieje się obecnie na świecie. Markus Suckut unika jednak jednoznacznej deklaracyjności. I dobrze: bo dzięki temu słuchacz może odebrać jego przekaz w indywidualny sposób. Jedynym drogowskazem dla tego, kto chciałby poznać osobistą opinię autora płyty jest „First Movement”. Niemiecki producent spogląda w nim w głąb człowieka. Bo to oczywiście najbardziej sensowna droga. Wszak już nasz Dezerter śpiewał trzy dekady temu: „Chcesz zmienić świat? To zacznij od siebie”.

Exile 2017

www.weareexile.com

www.facebook.com/weareexile

www.markussuckut.com

www.facebook.com/markussuckutofc


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. gosik

    bardzo dobra płyta i bardzo dobra okładka

  2. jędrek

    fajne odniesienie do dezertera 🙂 dobra płyta do mrocznego klubu