COMOC – Wind Is In The East EP
Ania Pietrzak:

Zielona fala.

Laraaji – Bring On the Sun/Sun Gong
Jarek Szczęsny:

Piekło skrojone na miarę.

Dubit – Vitriol
Paweł Gzyl:

Studia nie poszły na marne.

Ghostpoet – Dark Days + Canapés
Jarek Szczęsny:

Dojrzałość artysty.

Siriusmo – Comic
Paweł Gzyl:

Koniec szczeniackich wygłupów.

Meridian Brothers – ¿Dónde Estás María?
Łukasz Komła:

Meridian Brothers po raz kolejny wysyłają nas na planetę szaleństw!  

STILL – I
Paweł Gzyl:

Gotowi na twerking?

Gebrueder Teichmann – Lost On Earth
Jarek Szczęsny:

Braterskie przedsięwzięcie.

Meeting By Chance – Lines EP
Ania Pietrzak:

Wydawałoby się, że muzyka nie słyszy tego kto słucha. To nieprawda, słyszy.

Khalil – The Water We Drink
Paweł Gzyl:

R&B tylko dla odważnych.

Zola Jesus – Okovi
Jarek Szczęsny:

Pop w industrialno-elektronicznej masce.

Beastie Respond – Information City
Krystian Zakrzewski:

Symulacje rzeczywistości.

Mount Kimbie – Love What Survives
Bartek Woynicz:

Bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt tego roku!

Nadine Shah – Holiday Destination
Jarek Szczęsny:

Nie ma ucieczki od polityki.

Le Ton Mité – Passé Composé Futur Conditionnel

Jak radzi sobie amerykański emigrant w Brukseli? Odpowiedź kryje się w tytule płyty.

W następnym roku minie dziesięć lat od momentu przyjazdu McClouda Zicmuse’a (Le Ton Mité) do stolicy Belgii. Tak się składa, że niedawno udało mu się odwiedzić swoją ojczyznę, chciał sprawdzić dawno zapomniane miejsca i zobaczyć, jakie zaszły tam zmiany. Efektem tej wyprawy jest „Passé Composé Futur Conditionnel”.

Jesienią ubiegłego roku Zicmuse (nagrywający od 2002 roku jako Le Ton Mité) wypuścił bardzo dobre wprowadzenie w postaci 7-calowej EP’ki „Mystery Trail to Space Needle”. Wówczas zachwyciła mnie kompozycja „Mystery Trail”. Nie dodałem, że dopiero w 2014 roku McCloud przearanżował swoje solowe przedsięwzięcie w kilkuosobowy zespół, co też przełożyło się na jakość nowych utworów.

Patrząc na liczbę nagrań, jakie znalazły się na „Passé Composé Futur Conditionnel”, a jest ich aż pięćdziesiąt (!), to taki ruch wydaje się być czystym szaleństwem. Utrzymanie w ryzach co najmniej kilku odmiennych stylistyk (ambient, ballada, blues, free jazz, folk, r’n’b, rock, country, pop, art rock lat 70., psychodelia, muzyka klasyczna), to nie lada wyczyn. Oprócz licznej ekipy muzyków belgijskich, Zicmuse’a wsparli też John Dieterich (Deerhoof) i Heather Trost (A Hawk and A Hacksaw). Figlarny charakter muzyki Le Ton Mité znakomicie łączy się z nostalgią lidera za tym, co już było i nigdy nie powróci w takiej samej formie. Można powiedzieć, że „Passé Composé Futur Conditionnel” jawi się jako koncept album z elementami tzw. muzyki drogi.

Idąc dalej tym tropem, myślę, że członkowie Le Ton Mité na czele z McCloudem Zicmuse’em przygotowali także coś na kształt paczworkowego naszyjnika, który nijak nie pasuje do obecnych trendów, mód itd. Mnie akurat ten układ, styl i materiał (czyt. estetyczna zawierucha) odpowiadają w stu procentach. Niecodzienną zawartość „Passé Composé Futur Conditionnel” można również w jakiś sposób wytłumaczyć tym, iż nieczęsto dzisiaj artyści potrafią umiejętnie skorzystać – i nie popaść w zatęchły od nudy banał – z doskonałych wzorców, chociażby takich jak Serge Gainsbourg, Moondog, Lou Reed, Robert Wyatt, Neil Young czy Magma. Le Ton Mité wyszli obronną ręką. Mało tego, Zicmuse całość przefiltrował, dodał mnóstwo od siebie, poodwracał konteksty oraz stanął w wielu miejscach w szranki z klasyką („Did Pharoah Saunders Ever Come Back?”). Wszystko mogło się zakończyć totalną porażką, ale koniec końców otrzymaliśmy jeden z najbardziej wciągających albumów tego roku.

03.03.2017 | Crammed Discs

 

Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »Strona Crammed Discs »Profil na Facebooku »

 


 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze