Tsvey – TSVEY
Jarek Szczęsny:

Niepotrzebna popisówka.

Roger Waters – Is This the Life We Really Want?
Jarek Szczęsny:

Czy już tylko starcom zależy na naszym świecie?

Porter Ricks – Anguilla Electrica
Paweł Gzyl:

Osiemnaście lat przerwy. I co?

Goldie – The Journey Man
Ania Pietrzak:

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Various Artists – Soma25

Ćwierć wieku na parkiecie.

Kiedy w 1991 roku w Glasgow dwóch pasjonatów amerykańskiego techno i house’u –  Orde Meikle i Stuart McMillian – z pomocą przyjaciół – Dave’a Clarke’a i Glenna Gibbonsa – powołało do życia wytwórnię Soma Quality Recordings, chyba nikt z nich nie spodziewał się, że ćwierć wieku później będzie ona jedną z najważniejszych tłoczni na elektronicznym rynku. Pierwsze lata działalności szkockiej firmy były bowiem raczej skromne – i dopiero opublikowany przez nią w 1993 roku singiel z utworem „Positive Education” duetu Slam, tworzonego zresztą przez Meikle i McMilliana sprawił, że zrobiło się o niej głośno w całej Europie.

Wielki sukces klubowego hymnu firmowanego przez Somę, sprawił, że jej szefowie mogli sobie pozwolić na więcej. Stąd w katalogu wytwórni pojawiły się pierwsze albumy, zrealizowane głównie przez młodych producentów z różnych części Wielkiej Brytanii – Rejuvination, Percy’ego X, Funk D’Void czy Silicone Soul. Wykreowały one wspólne dla większości wykonawców nagrywających dla wytwórni spójne i efektowne brzmienie: przestrzenne i melodyjne techno, które śmiało flirtowało z house’m i electro. Ten wyrazisty charakter muzyki z Somy sprawił, że tłocznia zyskała z czasem należne jej uznanie.

Kiedy na początku minionej dekady modny stał się minimal, Meikle i McMillian niechętnie nagięli się do wymogów nowego trendu. Pozostając wiernymi klubowym brzmieniom w ich klasycznej formule, narazili się na wypadnięcie z rynku. Okazało się jednak, że wytwórnia dorobiła się tylu fanów, że nadal kupowali oni chętnie jej płyty – choćby nowych twórców, takich jak Alex Smoke czy Vector Lovers, którzy dyskretnie flirtowali z nowinkami z Niemiec. Głębszy oddech Soma złapała jednak dopiero na początku tej dekady, kiedy znów do łask wróciło twarde techno, a w ich katalogu pojawiły się albumy The Black Doga czy DeepChord.

Z okazji ćwierćwiecza swej działalności szkocka tłocznia postanowiła opublikować wyjątkowy zestaw pięciu winylowych dwunastocalówek, na których znalazło się kilka premierowych nagrań jej stałych współpracowników oraz garść na nowo zremiksowanych klasyków z jej historii. Dominuje tu mocne i twarde techno – oczywiście w wykonaniu duetu Slam („Stepback” i „Visions” w remiksach Kobosila i Jonasa Koppa), ale też takich tuzów, jak Steve Bicknell („Mind Cycles”) czy Adam Beyer („Just Things”). Cieplejszą nutę typową dla Detroit, wprowadzają Robert Hood i Jeff Mills za sprawą swych utworów „The Bond We Formed” i „A Tale From Parallel Universe”.

Meikle i McMillian zadbali też o urozmaicenie zestawu. Andrew Weatherall pod szyldem The Woodleigh Reasearch Facility serwuje surowy house o chicagowskim brzmieniu w „S.O.M.A. 25”, a Josh Wink sprytnie łączy disco z house’m w zwiewnym „Synodic Period”. „808 Planet” Funk D’Void wprowadza do zestawu oniryczne electro, z kolei Vril zamienia „X-Track” Percy’ego X w pulsujące dub-techno. Szefowie Somy nie zapomnieli również pochwalić się, że to w ich wytwórni debiutował Daft Punk – dzięki czemu w zestawie znalazł się utwór „Drive” francuskiego duetu z 1994 roku, zamieniony przez Slam na… masywne techno.

Co by nie napisać, przykład Somy pokazuje, że również na klubowej scenie opłaca się żelazna konsekwencja i wierność młodzieńczym ideałom. Kierując się tymi dwoma zasadami szkoccy wydawcy (i producenci) zbudowali prawdziwe taneczne imperium, którego najpotężniejszą bronią jest bogaty katalog płyt, zawierających ponadczasową muzykę, idealną na taneczne parkiety zarówno ćwierć wieku temu, jak i teraz. Nic więc nie wskazuje, że tłocznia z Glasgow miałaby przeżywać kryzys – życzymy jej więc kolejnych 25 lat sukcesów na elektronicznej scenie.

Soma 2017

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze