Tsvey – TSVEY
Jarek Szczęsny:

Niepotrzebna popisówka.

Roger Waters – Is This the Life We Really Want?
Jarek Szczęsny:

Czy już tylko starcom zależy na naszym świecie?

Porter Ricks – Anguilla Electrica
Paweł Gzyl:

Osiemnaście lat przerwy. I co?

Goldie – The Journey Man
Ania Pietrzak:

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Jake Xerxes Fussell – What in the Natural World

Gdzie bije źródło amerykańskiego folku? Na pewno w Karolinie Północnej!     

Wokalista, gitarzysta i kompozytor pochodzący z tego stanu zadebiutował dwa lata temu nietuzinkową płytą zatytułowaną po prostu „Jake Xerxes Fussell” (wyprodukował ją William Tyler). Z tym materiałem Amerykanin zjeździł kawał swego kraju, choć pewnie już wtedy myślał nad nowymi utworami. No i są!

Na „What in the Natural World” aż roi się od kontekstów: Seneka („Thus is nature: beyond all things is the ocean, beyond the ocean nothing” cytat został zaczerpnięty z „Natural Questions”), Roger Brown (praca nieżyjącego już amerykańskiego malarza zdobi okładkę „What in the Natural World”), mnóstwo odniesień do rodzimej tradycji muzycznej – zaczynając w pięknym utworze „Jump For Joy” (Duke Ellington, Sid Kuller, Paul Francis Webster, 1941 r.), następnie dając tradycyjnym pieśniom nowe życie: „Have You Ever Seen Peaches Growing on a Sweet Potato Vine?” (tutaj mamy Jimmy’ego Lee Williamsa, Memphis Jug Band, Trixie Smith), „Pinnacle Mountain Silver Mine” (słowa Helen Cockram powstały pod koniec lat 70., gościnnie na gitarze akustycznej Nathan Salsburg z Alan Lomax Archive), „Furniture Man” (kilka garści z historii bluesmanów z lat 20. i 30.), „Bells of Rhymney” (słowa napisała w 1938 r. Idris Davies).

W kolejnych fragmentach znajdziemy również dużo innych zapomnianych nazwisk artystów niegdyś związanych z folkiem i akustycznym bluesem. Fussell uwspółcześnił to wszystko, a pomogli mu w tym jego muzyczni przyjaciele: Nathan Bowles (perkusja, banjo, fortepian, melodyka), Nathan Golub z Mountain Goats (gitara hawajska), basista Casey Toll z Mt. Moriah i wokalistka Joan Shelley (zaśpiewała w „Lowe Bonnie”).

Nie powinno to nikogo dziwić, że na tym longplayu znalazły się świetne partie gitar, to jednak nie mogę się wyzbyć pewnego skojarzenia z muzyką Pata Metheny’ego z płyty „New Chautauqua” (1979), kiedy słucham „Have You Ever Seen Peaches Growing on a Sweet Potato Vine?” Charakterystyczne brzmienie gitary i układ akordów Fussella mają coś z Metheny’ego. Z kolei przy „Pinnacle Mountain Silver Mine”, „Furniture Man” i „Canyoneers” pomyślałem o niejakim Justinie Vernonie (Bon Iver), który powinien dokładnie przesłuchać cały „What in the Natural World”, ale szczególnie te trzy numery. To może następnym razem nie zepsuje swoich kawałków i przypomni sobie, że potrafi tworzyć genialne, akustyczne ballady („For Emma, Forever Ago”). Fussell ma też spore możliwości wokalne, czego nie boi się podkreślić w wielu miejscach chociażby swoim lekko rozwibrowanym falsetem (np. w „Bells of Rhymney”). Wiem, że to świętokradztwo, żeby jeszcze czegokolwiek uczyć Boba Dylana, ale on też mógłby wziąć do serca takie pieśni jak „Billy Button” czy „Lowe Bonnie”. Ponieważ ostatnie produkcje Dylana są wręcz niesłuchalne. Westernowa barwa głosu Fussella, banjo Bowlesa, gitara hawajska Goluba pięknie odmalowują obraz piaszczystej prerii, a z drugiej strony wybrzmiewa celtycka nostalgia wyspiarzy.

Wytwórnia Paradise of Bachelors, jak coś wydaje to można być pewnym, że będzie to pozycja wyjątkowa pod każdym względem. Takim wydawnictwem jest drugi solowy album Amerykanina. Tymczasem ten rok w alternatywnym folku należy do Jake’a Xerxesa Fussella i Michaela Chapman (album „50”). Kto do nich dołączy?

31.03.2017 | Paradise of Bachelors

 

Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp » Strona Paradise of Bachelors »Profil na Facebooku »


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze