Amandra – Dame De Bahia
Paweł Gzyl:

Francuz w Warszawie.

MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Ben Long – Standing Alone

Kiepska okładka, ale muzyka przednia.

Kiedy w 1990 roku udało się w londyńskim Brixton Academy zorganizować jedną z pierwszych imprez prezentujących nową elektronikę, wystąpiły grupy The Orb i Bandulu oraz Ben Long. Ten ostatni był znanym w stolicy Anglii tancerzem breakdance’u i twórcą graffiti, który właśnie zamienił ulubiony hip-hop na electro i techno. Blisko współpracując z triem Bandulu założył niebawem z wchodzącym w jego skład Jamie Bissmire’m duet Space DJz, który w ciągu następnych lat stał się jedną z większych sensacji klubowej sceny na Wyspach Brytyjskich, podsumowując swój najlepszy okres album „On Patrol” dla Somy w 1999 roku.

Choć projekt funkcjonuje do dzisiaj, Ben Long już pod koniec lat pierwszej dekady muzycznej aktywności objawił swe producenckie zdolności na autorskich płytach. Większość ze zrealizowanych w tamtym czasie winylowych dwunastocalówek opublikował nakładem własnej wytwórni Potential, choć obdzielał nimi również inne tłocznie. Mając na swym koncie kilkadziesiąt singli dopiero po ponad ćwierć wieku działalności postanowił nagrać debiutancki album. W efekcie dostajemy dwanaście premierowych kompozycji Brytyjczyka, które firmuje zasłużona dla promowania klubowych weteranów wytwórnia ePM.

Zestaw otwiera siarczysty breakbeat o metalicznym brzmieniu – „Moon Walking”. Przedłużeniem tych oldskulowych brzmień są umieszczone tuż za nim utwory pulsujące w rytmie ciężkiego electro. Czy to „Something Strange” czy „Doors Open”, każda z tych kompozycji łączy w sugestywny sposób mechaniczną rytmikę z IDM-ową elektroniką, pamiętającą jeszcze czasy wczesnych produkcji Autechre i Aphex Twina. Centrum kolekcji to już klasyczne techno, balansujące między laboratoryjnym minimalem ze szkoły Roberta Hooda („Fading”) a metaliczną wersją gatunku, ocierającą się o industrialne wpływy („Fire In The Hole”). Na zakończenie znów wraca betonowe electro – tym razem podrasowane na acidową modłę („Sob”).

Od razu słychać, że za „Standing Alone” odpowiada didżej, który zjadł zęby na występach w lepszych i gorszych klubach na całym świecie. Bo bez względu na to, czy sięga po breakbeat, electro czy techno, nadaje swej muzyce funkcjonalny sznyt, sprawiający, że bucha ona surową energią, porywającą do zabawy na parkiecie. Może nie są to nagrania zaskakujące finezyjnymi aranżacjami czy odkrywające nowe drogi rozwoju przed reprezentowanymi przez siebie gatunkami, ale mają one w sobie taką moc, że wybacza się im ich prostotę i szorstkość. Bo czyż nie tak właśnie brzmiała klubowa elektronika w bazowej formie u zarania swych dziejów?

ePM 2017

WWW.epm-music.com

www.facebook.com/EPM.Music

www.facebook.com/DJBenLong

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze