MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Cid Rim – Material
Krystian Zakrzewski:

Per(c)fect!

Gas – Narkopop

Jeden z najbardziej oczekiwanych powrotów w historii nowej elektroniki.

W niezwykle bogatej twórczości Wolfganga Voigta, projekt Gas zajmuje wyjątkowe miejsce. Niemiecki producent powołał go do życia w połowie lat 90., aby dokonać syntezy dwóch fascynujących go estetyk – minimalowego techno i chmurnego ambientu. Być może dlatego niemal od początku znalazł on miejsce w wytwórni Mille Plateaux, która pod okiem prowadzącego ją wtedy Achima Szepanskiego, przodowała w tamtym czasie w eksperymentowaniu z nowoczesną elektroniką.

Choć pierwszym pełnym przejawem niezwykłej muzyki Gas był „żółty” album z 1996 roku, tak naprawdę Voigt rozwinął w pełni skrzydła dopiero nieco później, tworząc trylogię, na którą złożyły się trzy płyty zainspirowane leśnym krajobrazem – „Zauberberg”, „Königsfrost” oraz „Pop”. Poprzez zanurzenie wcześniej wykreowanych przez artystę dźwięków w wagnerowskich orkiestracjach, zestaw ten wyznaczył kanon neoklasyki, która zyskała w następnych latach wielką popularność.

W siedemnaście lat po opublikowaniu ostatniej płyty firmowanej szyldem Gas, Voigt postanowił wreszcie zrealizować nowy materiał pasujący do tego projektu. W międzyczasie jego cztery kanoniczne albumy były wznawiane dwukrotnie w różnych formatach, ukazała się też kompilacja „Nah Und Fern”, co za każdym razem owocowało entuzjastycznymi recenzjami w fachowych serwisach, uznającymi wspomniane krążki za „żelazną” klasykę nowej elektroniki. Nic więc dziwnego, że oczekiwania wobec „Narkopopu” rosły z miesiąca na miesiąc.

Nowy album Gas zaczyna się tam, gdzie kończył się poprzedni: z kompletnej ciszy wyłania się powoli majestatyczny strumień statycznych smyczków, zanurzonych w jesiennym szumie, splecionym z wibrujących glitchy. („Narkopop 1”). I chyba dokładnie tego wszyscy oczekiwali. To wrażenie kontynuacji przypieczętowują kolejne utwory, w których pojawia się więcej onirycznej elektroniki i uderza schowany w dalekim tle wyciszony bit („Narkopop 2”). Raz bliżej więc tej muzyce do statycznego ambientu („Narkopop 4”), a kiedy indziej – nastrojowej neoklasyki („Narkopop 3”).

Jeszcze ciekawiej wypada druga cześć zestawu. Tym razem Voigt decyduje się bowiem na wprowadzenie nowych elementów do muzyki Gas. Najpierw jest to marszowy rytm rodem z martial industrialu, skojarzony z progresywnymi klawiszami w „Narkopop 5”, a potem męski chór niczym z „Bogurodzicy”, osadzony na sprężystym pulsie deep techno w finałowym „Narkopop 10”. To bez wątpienia dwie najwspanialsze kompozycje w zestawie – uzupełnione niemal równie interesującymi wariacjami na temat grobowego dark ambientu w „Narkopop 8” i minimal music w „Narkopop 7”. Jest tu też najbardziej melodyjny utwór w historii projektu – wiedziony lirycznymi dźwiękami gitary i fortepianu „Narkopop 6”.

Mamy zatem na nowym albumie Gas wszystko to, co powinien zawierać idealny ciąg dalszych klasycznych płyt projektu – z jednej strony świadoma kontynuacja brzmienia i nastroju, a z drugiej wzbogacenie formuły o nowe środki wyrazu. Dlatego trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek z jego dawnych fanów będzie rozczarowany tą płytą. Wolfgang Voigt potwierdza swą wielką klasę kompozytorską – bo pomimo ogromnej presji czasu i oczekiwań stworzył kolejny wybitny album. Już same „Narkopop 5” i „Narkopop 10” to jedne z najlepszych nagrań, jakie udało mu się stworzyć w długoletniej działalności. Miejmy nadzieję, że prędzej czy później usłyszmy je w Polsce na żywo.

Kompakt 2017

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.wolfgang-voigt.com

www.kompakt-gas.bandcamp.com

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 6

  1. jędrek

    cała seria do odsłuchu dla ministra szyszki – wcześniej po aplikacji bieszczadzkich grzybków – aby było ekologicznie i wspierając polską ago-trip-turystykę 🙂 …. może zmienił by zdanie co do niektórych rzeczy … album siekiera !!!

  2. rychu_m

    Genialny album zaryzykuję nawet stwierdzeniem, że z całej serii Gas ten jest najlepszy.

    Narkopop 5 jest jak narkotyk – zapętlić i wcisnąć play.

  3. Elektron

    Jak dla mnie osobiscie to Blade Runner i kolejny typ na Atonal tegoroczny

  4. prince_percy

    nie tylko jeden z najbardziej oczekiwanych powrotów, to chyba najwspanialszy powrót kogokolwiek skądkolwiek… i najbardziej potrzebny w dzisiejszym sztucznym plastikowym świecie. muzyka która mówi wszystko o dzisiejszych czasach nie używając ani słowa. Voigt znowu wygrał. ale jego zwycięstwo jest naszym zwycięstwem – póki powstają takie płyty jak NARKOPOP, nie wszystek umarliśmy… pozdro dla kumatych.