Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.



Seabuckthorn – Turns

Gitara zapędziła elektronikę do drewnianej chaty.

Seabuckthorn to wciąż niedoceniony w Polsce solowy projekt gitarzysty Andy’ego Cartwrighta. W tym przypadku mamy amerykański prymitywizm w wydaniu brytyjskim. Artysta nagrywa od 2008 roku, wydał kilka albumów i zdarza mu się koncertować w Europie. Dwa lata temu na NM odnotowałem pojawienie się jego krążka „They Haunted Most Thickly” opublikowanego jeszcze przez francuski label Bookmaker Records, bo od tamtego czasu opiekę nad twórczością Cartwrighta przejęła amerykańska Lost Tribe Sound, co mnie bardzo cieszy.

Pod koniec 2016 roku Seabuckthorn wypuścił znakomitą EP’kę „I Could See The Smoke”, która ostatecznie trafiła na listę moich ulubionych zagranicznych wydawnictw zeszłego roku. A dzieje się tak, że Cartwright nie jest jednym z wielu odtwórców, rekonstruktorów korzennego grania w duchu amerykańskiej tradycji. On jest typem artysty przywracającym wiarę w to, iż gitarowe granie z niewielką domieszką elektroniki nie musi być knajpianym brzdękaniem do rozlanego drinka. Amerykański prymitywizm na „Turns” – i nie tylko – nabiera melancholijnych odcieni oraz ambientowych rys („Concerning Otherness”), a niekiedy zamienia się w nocną zjawę przemierzającą stepy. 6- i 12-strunowe gitary rezofoniczne, efekty i odpowiednio wykorzystane techniki (fingerpicking, otwarte stroje) przynoszą świetne rezultaty!

Seabuckthorn nie jest zupełnie sam na najnowszym longplayu, gdyż w utworach „Long Voyages Often Lose Themselves”, „Occurring Water”, „Dizzying Mountains” słyszymy kontrabas kolejnego podopiecznego LST, czyli Williama Ryana Fritcha. Niskie brzmienie tego instrumentu pomogło nisko brzmiącej gitarze Cartwrighta dodatkowo pogłębić uczucie niebanalnej głębi.

Jestem przekonany, iż „Turns” zainteresuje fanów trzech kapitalnych tegorocznych albumów autorstwa: Michela Chapmana („50”), Jake’a Xerxesa Fussella („What in the Natural World”) i Blaine’a Todda („Golden Apples of the West”), z tym, że Seabuckthorn prezentuje całkowicie instrumentalną muzykę – nie wydaje z siebie ani słowa, za to wygrywa wysokojakościowe melodie (np. w „Near Translucent”, „Turns”).

Co tu dużo mówić, „Turns” to amerykański prymitywizm, który zapragnął wolności i uciekł z westernowej zagrody skleconej ze zbutwiałych desek. Oby więcej takich świadomych, odważnych twórców zdecydowało się na ucieczkę w nieznane. A ci, którzy jeszcze się wahają, niech biorą przykład z Seabuckthorna!

PS. Dodam, że amerykańska oficyna w dniach 22-24 kwietnia z okazji RSD obniżyła ceny swoich wydawnictw, ale tylko tych opublikowanych na fizycznych nośnikach. Warto zamówić już teraz „Turns” – ponieważ materiał ukazał się na porządnie wytłoczonym winylu (180 gr, twarde okładki) i limitowanej edycji na CD (równie pięknie wydanej).

21.04.2017 | Lost Tribe Sound

 

Strona Facebook Seabuckthorn »Strona Lost Tribe Sound »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.