Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Boston 168 – 90s Space EP
Krystian Zakrzewski:

Prom kosmiczny zwany muzyką.

Wojciech Golczewski – The Signal
Jarek Szczęsny:

Trasa Poznań – Galaktyka.

Lubish – Clouds
Paweł Gzyl:

Idzie nowe – ze Wschodu.

Vatican Shadow – Rubbish of The Floodwaters
Ania Pietrzak:

Vatican Shadow polemizuje z Cyceronem. W bardzo surowy sposób.

Raphael Rogiński „plays Henry Purcell”

Domknięcie trylogii

Trzecia płyta z muzyką w wykonaniu Raphaela Rogińskiego wydana dla Bołt Records domyka cykl. Trzecia, dodam, wydana w mocno frapującej i niebagatelnej serii „Populista presents”. Trylogia o poszukiwaniu źródeł muzyki, jej mistycznej strony oraz tego, że ta gałąź sztuki ciągle rodzi żarzące się owoce.

To oczywiście moje widzimisię, bo nie znam planów Rogińskiego. Wniosek, że „Plays Henry Purcell” jest domknięciem trylogii, wysnuwam na podstawie kroku wydawcy, który z tej i dwóch poprzedniczek, zrobił zgrabnie wydany box. Rogiński grający Coltrane`a (wraz z afrykańską podróżą w mistyczność), Rogiński dający podkład pod głos kurpiowskiej śpiewaczce (z udziałem lasu jako muzycznego tła), a teraz Rogiński sięgający po XVII-wiecznego kompozytora angielskiego baroku. Z powyższych zdań nie da się wyłowić wspólnej idei, co innego zasłuchując się.

Wersja Rogińskiego

Raphael Rogiński „Plays Henry Purcell” brzmi barokowo. Rogiński świadomie nie chciał odejść od brzmienia epoki. Jednak nie byłby sobą, gdyby czegoś nie domalował. Otóż dodał syntezatorowe tło. Daje to poruszający efekt głębi. Słuchając albumu łatwo można się zatracić. Nie chcę popadać w łzawy nurt banału, ale tu każdy szczegół stanowi o sile płyty. Weźmy oparty na gitarowych sprzężeniach „Dido`s Lament”. Niemalże noiserockowy szał wtłoczony w ramy nie swojej epoki. Szaleństwo popłaca, bo to jeden z najlepszych momentów na tej płycie, który pokazuje, że Rogińskiego stać na wszystko. Urzeka mnie również jego pietyzm w grze. Szczególnie zasłuchiwałem się w „Menueta”, idealnie barokowego, a jednocześnie minimalistycznego. Rogiński nie jest sam. W syntezatorach pomaga mu Sebastian Witkowski i Olga Mysłowska. Mysłowska (Polpo Motel) udziela się tu też wokalnie. Powiedzieć, że Rogiński ma ucho do wokalistek, to nic nie powiedzieć. Mysłowska na tej płycie śpiewa z wyczuciem (mając do tego wyuczone predyspozycje), ale nie dociska pedału do podłogi. Raczej stara się wkomponować w dźwięk gitary. Przysłuchajmy się „Music for a While”, gdzie nie wyobrażam sobie, aby cokolwiek lepiej dało się zrobić. Najpierw Natalia Przybysz, potem Genofewa Lenarcik, a teraz Olga Mysłowska – gitarzysta ma słuch do wokalistek. Wszystkie stanowią idealne dopełnienie płyt, a cała trylogia dowodzi, że Rogiński jest wizjonerem realizującym z konsekwencją swoje zamiary muzyczne.

Wersja Rogińskiego

„Plays Henry Purcell” jest przemyślany w pełni. Utwory stanowią obfitą całość. Początek, środek i koniec wypełnia kompozycja „Pavan” Alfonso Ferrabosco, która nadaje całemu albumowi charakterystyczny rys. Sam Rogiński twierdzi, że granie muzyki brytyjskiej jest naturalną konsekwencją jego fascynacji muzycznymi latami 60. Stawia tezę, że ta muzyka rozmyta jest przez wiatr. Trzeba się wsłuchać w ten album, wówczas może i to uda się wychwycić. Materia muzyczna niemal ożywa, oplatając słuchacza. Artysta twierdzi, że na tej płycie zmaga się ze starożytnymi mocami, z którymi żartów nie ma. Gotów jestem mu uwierzyć. Tę duchową materię oddają te różne, drobne dźwięki, które towarzyszą nam na płycie. Skrzypnięcia, niedociągnięcia, szepty, zgrzyty. Paradoksalnie to być może najbardziej przyjazna płyta z trylogii. Potrzeba było geniusza, żeby ożywić barok w XXI wieku. Zjawisko.

Populista present Raphael Rogiński plays Henry Purcell, Bołt Records 2017

Płyta do przesłuchania

Profil na FB

 


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze