Piotr Bejnar – Album
Jarek Szczęsny:

W górę usta śmiech wygina, gdy słowa czyta Pani Krystyna.

T. Raumschmiere – Heimat
Paweł Gzyl:

Berliński freak wraca do swych korzeni.

A_GIM – Votulia
Jarek Szczęsny:

Agim Dżeljilji poszedł na solo.

Maelstrom – Her Empty Eyes
Paweł Gzyl:

Soundtrack stworzony pod wpływem autohipnozy.

Nuage – Wild
Krystian Zakrzewski:

Cztery pory roku Rosjanina.

Nagrobki – Granit
Jarek Szczęsny:

Adam i Maciek w grobowcach świata.

Wiry – 2017
Jarek Szczęsny:

Broniewski z elektroniką i punkiem spotyka się na jednej płycie.

Thurston Moore – Rock N Roll Consciousness
Jarek Szczęsny:

Album Thurstona jest bezpieczny jak noszenie bielizny.

Möd3rn – Trois
Paweł Gzyl:

Trzej kilerzy znad Sekwany.

Forest Swords – Compassion
Mateusz Piżyński:

Londyńska Ninja Tune serwuje po raz kolejny wyrafinowane dzieło, tym razem autorstwa Matthew Barnesa, tworzącego jako Forest Swords.

Loess – Pocosin
Maciej Kaczmarski:

Opowieści z mchu i paproci.

Juana Molina – Halo
Łukasz Komła:

Juana Molina to dobra czarownica.

Sciahri – Devotion
Paweł Gzyl:

Trzy kolory tego samego gatunku.

Kucharczyk / Gazawat / Czarny Latawiec – Chocolats Belges
Jarek Szczęsny:

W trakcie słuchania chodziło za mną, jak cień, określenie „oczywistość”.

Raphael Rogiński „plays Henry Purcell”

Domknięcie trylogii

Trzecia płyta z muzyką w wykonaniu Raphaela Rogińskiego wydana dla Bołt Records domyka cykl. Trzecia, dodam, wydana w mocno frapującej i niebagatelnej serii „Populista presents”. Trylogia o poszukiwaniu źródeł muzyki, jej mistycznej strony oraz tego, że ta gałąź sztuki ciągle rodzi żarzące się owoce.

To oczywiście moje widzimisię, bo nie znam planów Rogińskiego. Wniosek, że „Plays Henry Purcell” jest domknięciem trylogii, wysnuwam na podstawie kroku wydawcy, który z tej i dwóch poprzedniczek, zrobił zgrabnie wydany box. Rogiński grający Coltrane`a (wraz z afrykańską podróżą w mistyczność), Rogiński dający podkład pod głos kurpiowskiej śpiewaczce (z udziałem lasu jako muzycznego tła), a teraz Rogiński sięgający po XVII-wiecznego kompozytora angielskiego baroku. Z powyższych zdań nie da się wyłowić wspólnej idei, co innego zasłuchując się.

Wersja Rogińskiego

Raphael Rogiński „Plays Henry Purcell” brzmi barokowo. Rogiński świadomie nie chciał odejść od brzmienia epoki. Jednak nie byłby sobą, gdyby czegoś nie domalował. Otóż dodał syntezatorowe tło. Daje to poruszający efekt głębi. Słuchając albumu łatwo można się zatracić. Nie chcę popadać w łzawy nurt banału, ale tu każdy szczegół stanowi o sile płyty. Weźmy oparty na gitarowych sprzężeniach „Dido`s Lament”. Niemalże noiserockowy szał wtłoczony w ramy nie swojej epoki. Szaleństwo popłaca, bo to jeden z najlepszych momentów na tej płycie, który pokazuje, że Rogińskiego stać na wszystko. Urzeka mnie również jego pietyzm w grze. Szczególnie zasłuchiwałem się w „Menueta”, idealnie barokowego, a jednocześnie minimalistycznego. Rogiński nie jest sam. W syntezatorach pomaga mu Sebastian Witkowski i Olga Mysłowska. Mysłowska (Polpo Motel) udziela się tu też wokalnie. Powiedzieć, że Rogiński ma ucho do wokalistek, to nic nie powiedzieć. Mysłowska na tej płycie śpiewa z wyczuciem (mając do tego wyuczone predyspozycje), ale nie dociska pedału do podłogi. Raczej stara się wkomponować w dźwięk gitary. Przysłuchajmy się „Music for a While”, gdzie nie wyobrażam sobie, aby cokolwiek lepiej dało się zrobić. Najpierw Natalia Przybysz, potem Genofewa Lenarcik, a teraz Olga Mysłowska – gitarzysta ma słuch do wokalistek. Wszystkie stanowią idealne dopełnienie płyt, a cała trylogia dowodzi, że Rogiński jest wizjonerem realizującym z konsekwencją swoje zamiary muzyczne.

Wersja Rogińskiego

„Plays Henry Purcell” jest przemyślany w pełni. Utwory stanowią obfitą całość. Początek, środek i koniec wypełnia kompozycja „Pavan” Alfonso Ferrabosco, która nadaje całemu albumowi charakterystyczny rys. Sam Rogiński twierdzi, że granie muzyki brytyjskiej jest naturalną konsekwencją jego fascynacji muzycznymi latami 60. Stawia tezę, że ta muzyka rozmyta jest przez wiatr. Trzeba się wsłuchać w ten album, wówczas może i to uda się wychwycić. Materia muzyczna niemal ożywa, oplatając słuchacza. Artysta twierdzi, że na tej płycie zmaga się ze starożytnymi mocami, z którymi żartów nie ma. Gotów jestem mu uwierzyć. Tę duchową materię oddają te różne, drobne dźwięki, które towarzyszą nam na płycie. Skrzypnięcia, niedociągnięcia, szepty, zgrzyty. Paradoksalnie to być może najbardziej przyjazna płyta z trylogii. Potrzeba było geniusza, żeby ożywić barok w XXI wieku. Zjawisko.

Populista present Raphael Rogiński plays Henry Purcell, Bołt Records 2017

Płyta do przesłuchania

Profil na FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze