Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.



Loess – Pocosin

Opowieści z mchu i paproci.

Tu, gdzie teraz jestem, rytm życia wyznacza natura. Nad ranem trzeba nakarmić kozy, owce i kury. Te pierwsze muszą być czasem wydojone, te ostatnie – jeśli mają dobry humor – dają jajka. W ogrodzie rosną ziemniaki, kalafiory, sałata, ale też drzewka pomarańczowe, brzoskwinie i truskawki. Rośliny podlewa się wczesnym rankiem lub popołudniami, bo tutejsze temperatury powodują szybkie parowanie wody. Za dnia wypieka się chleb i gotuje zupy. Można kupić od sąsiada wiejski ser na kozim mleku, można wymienić marchew na pomidory. Z tarasu rozpościera się widok na stoki gór, bezkresny ocean i portowe miasto, które nocami nieśmiało migocze. Niebo jest tu gwiaździste, wolne od zanieczyszczenia świetlnego.

W pewien sposób „Pocosin” stanowi idealną ścieżkę dźwiękową do tego miejsca, położonego prawie 1000 metrów n.p.m. Tytuł trzeciej (i pierwszej od 11 lat!) płyty filadelfijskiego duetu oznacza rodzaj mokradeł. Nazwy utworów nawiązują do królestwa zwierząt – ptaków, ryb i wodnych ssaków. A sam „Loess” to nic innego jak poczciwy less. Skojarzenia z naturą nasuwają się więc same. Jest w tej muzyce coś bardzo organicznego – nawet jeśli to elektronika określana niefortunnym mianem IDM-u. Leniwie sączące się, chrupiąco-klikające rytmy, tęskne syntezatorowe melodie, rozległe ambientowe podkłady, kleiste basy – wszystko jakby w zwolnionym tempie. Bardzo nastrojowe, bardzo melancholijne.

Siła tej przepięknej płyty tkwi w onirycznej atmosferze, w niuansach i subtelnościach wypełniających miejsca pomiędzy stukającymi beatami i przepastnymi pejzażami dźwiękowymi. Nie ma tu oglądania się na modę – Clay Emerson i Ian Pullman zbliżyli się do pełnej zadumy, nieco staroświeckiej stylistyki Boards of Canada, Arovane i Nautilisa (znakomita płyta „Are You An Axolotl” z 2002 r.) – i to właśnie do wielbicieli tych projektów skierowana jest zawartość „Pocosin”. Mówiąc krótko: muzyka dla androidów, które marzą o elektrycznych owcach.

n5MD | 2017

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.