Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Boston 168 – 90s Space EP
Krystian Zakrzewski:

Prom kosmiczny zwany muzyką.

Wojciech Golczewski – The Signal
Jarek Szczęsny:

Trasa Poznań – Galaktyka.

Lubish – Clouds
Paweł Gzyl:

Idzie nowe – ze Wschodu.

Vatican Shadow – Rubbish of The Floodwaters
Ania Pietrzak:

Vatican Shadow polemizuje z Cyceronem. W bardzo surowy sposób.

Forest Swords – Compassion

Londyńska Ninja Tune serwuje po raz kolejny wyrafinowane dzieło, tym razem autorstwa Matthew Barnesa, tworzącego jako Forest Swords.

Po zebraniu wyjątkowo wysokich not wśród krytyków za swoje pierwsze, oficjalne dzieło „Dagger Paths”, Matthew Barnes zdążył zaznaczyć swoją obecność na wielu europejskich festiwalach, wyjątkowo ceniących sobie jakość prezentowanej muzyki. Nie zabrakło go również na naszym rodzimym Off Festivalu, na którym zagrał w 2012 roku.

„Compassion” to drugi album artysty, który tak naprawdę poprzedzały trzy wcześniejsze tytuły. Pierwszą była EP’ka „Fjree Feather”, samodzielnie wydana w 2009 r., poza jakimkolwiek labelem. Rok później była wcześniej wspomniana „Dagger Paths”, również traktowana jako EP, zaś w 2013 przyszedł czas na pełnoprawny, pierwszy album zatytułowany „Engravings”.

Poprzednie wydawnictwo wydawało się bardziej mroczne, cięższe, oparte na ambientowym, dubowym szkielecie. W charakterystyczne dla siebie gęste i momentami pancerne dźwięki, na „Compassion”, Forest Swords wpuszcza nieco światła, a co za tym idzie więcej barw. Muzyka stała się w tym wypadku bardziej organiczna. Eksperymentalny dobór dźwięków, zdawać by się mogło, z totalnie różnych muzycznych porządków sprawia, że mamy do czynienia z czymś, co wykracza poza prostą systematykę gatunkową. Mamy tu zarówno abstrakcyjny, instrumentalny hip hop, dub, future jazz, downtempo, do tego dużo sampli, nierzadko podkręconych wyrazistymi synthami.

Najnowszy krążek Brytyjczyka łączy dzień z nocą, akustyczność z elektroniką, ducha z ciałem. Wielobarwność tej muzyki przejawia się w nakładaniu warstw składających się z rytmu (niekiedy o pogłosie bardziej drewnianym, niekiedy bardziej metalicznym), poszatkowanych sampli z ludzkim głosem, ale bez konkretnych słów czy fraz oraz akustycznych, orkiestrowych dźwięków pianina, wiolonczeli czy dzwonków.

Można powiedzieć, że to taki bardziej wytrawny Bonobo. Może nawet na lekkim kwasie. Takie skojarzenia mogą pojawić się szczególnie przy słuchaniu „Exhalter”, którego charakter buduje kołacząca perkusja i poszarpane, żwirowe sample.

Struktura poszczególnych utworów jest kompletnie nieprzewidywalna. Momentami mamy sycząco-buczącą elektronikę, a niekiedy harmonijne łączenie smyków, pianina i delikatnego stukania i klekotania. Wszystko łączy się ze sobą perfekcyjnie.

Jaki jest jednak przepis na to by nie wyszła z tego kakofonia? Matthew Barnes nie kontrastuje przesadnie poszczególnych, odmiennych elementów. Pomimo tak różnych dźwiękowo struktur, nadaje im swoisty wspólny mianownik. Zakrywa wszystko lekko matowym filtrem, by od nadmiaru bodźców nie zrobiło nam się niedobrze. Nadaje to muzyce surowości i niekiedy wręcz dojrzałości. Nie jest to absolutnie monochromatyczność, ale lekkie oszlifowanie wystających części.

Taki zabieg stosuje również w swoich remiksach takich arcydzieł jak chociażby „Stonemilker” Björk, czy „4 Degrees” ANOHNI.

Album zamyka nostalgiczna „Knife Edge”, która rozpoczyna się motywem zagranym na pianinie, do złudzenia przypominający „Roads” Portishead. To zmysłowe zakończenie bardzo intensywnej, burzliwej i obfitej w dźwięki „Compassion”.

Drugi album Forest Swords to pokłosie ogromnego arsenału muzycznych inspiracji. Kuchnia fusion w najlepszej postaci.

Forest Swords
Ninja Tune


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Szymon

    To posłuchaj ostatniej Forest Swords.

  2. elu

    chyba słuchałem innej płyty