Piotr Bejnar – Album
Jarek Szczęsny:

W górę usta śmiech wygina, gdy słowa czyta Pani Krystyna.

T. Raumschmiere – Heimat
Paweł Gzyl:

Berliński freak wraca do swych korzeni.

A_GIM – Votulia
Jarek Szczęsny:

Agim Dżeljilji poszedł na solo.

Maelstrom – Her Empty Eyes
Paweł Gzyl:

Soundtrack stworzony pod wpływem autohipnozy.

Nuage – Wild
Krystian Zakrzewski:

Cztery pory roku Rosjanina. Obok Pavla Dovgala oraz Long Arm, wytwórnia Project Mooncircle posiada w swoich szeregach jeszcze jednego utalentowanego zawodnika. Tym producentem jest Nuage, a właściwie Dmitry Kuzmin, którego roczne eksplorowanie globu natchnęło to stworzenia ciekawego albumu. Sprawdźmy ten deep […]

Nagrobki – Granit
Jarek Szczęsny:

Adam i Maciek w grobowcach świata.

Wiry – 2017
Jarek Szczęsny:

Broniewski z elektroniką i punkiem spotyka się na jednej płycie.

Thurston Moore – Rock N Roll Consciousness
Jarek Szczęsny:

Album Thurstona jest bezpieczny jak noszenie bielizny.

Möd3rn – Trois
Paweł Gzyl:

Trzej kilerzy znad Sekwany.

Forest Swords – Compassion
Mateusz Piżyński:

Londyńska Ninja Tune serwuje po raz kolejny wyrafinowane dzieło, tym razem autorstwa Matthew Barnesa, tworzącego jako Forest Swords.

Loess – Pocosin
Maciej Kaczmarski:

Opowieści z mchu i paproci.

Juana Molina – Halo
Łukasz Komła:

Juana Molina to dobra czarownica.

Sciahri – Devotion
Paweł Gzyl:

Trzy kolory tego samego gatunku.

Kucharczyk / Gazawat / Czarny Latawiec – Chocolats Belges
Jarek Szczęsny:

W trakcie słuchania chodziło za mną, jak cień, określenie „oczywistość”.

Nuage – Wild

Cztery pory roku Rosjanina.

Obok Pavla Dovgala oraz Long Arm, wytwórnia Project Mooncircle posiada w swoich szeregach jeszcze jednego utalentowanego zawodnika. Tym producentem jest Nuage, a właściwie Dmitry Kuzmin, którego roczne eksplorowanie globu natchnęło to stworzenia ciekawego albumu. Sprawdźmy ten deep house’owy i broken beatowy zapis z jego podróży.

Po odsłuchaniu otwierającego „Occur” nie do końca wiedziałem, w którą muzyczną stronę pójdzie Rosjanin. Szeleszczące pogłosy, pourywane żeńskie wokale, dzwoneczki, niebiańskie pady oraz delikatna stopa przywołują na myśl (nazwę to na potrzeby chwili) new age’owe techno. „Every PPL” kontynuuje koncert pourywanych samplowanych wokaliz, a przyjemnie dudniąca stopa miesza się z przestrzennym werblem i lekkimi hi-hatami. Perkusyjne przeszkadzajki unoszone są na onirycznych padach, a kolejne pocięte męskie wokalizy tworzą ciekawy koncept zatłoczonej plaży w Meksyku, gdzie Pina Colada spijana jest hektolitrami. Hymn tego lata!

W „Secret Jungle” chowam się w zlokalizowanej nieopodal dżungli. Drewniane podźwięki werbla pobrzękują wesoło, a z odległych rejonów dochodzi do mnie tajemnicze wycie zwierząt oraz prawdopodobnie głosy żyjącego tu niegdyś ludu. Liczne zakłócenia i spiętrzenia rejestrów powodują, że rozedrgany charakter tego numeru staje się pomostem do wyjątkowej komunikacji z duchem lasu – jego dawnymi mieszkańcami.

Metafizyczny nastrój rozwija się w tytułowym „Wild”. Przejmujące syntezatory tworzą intrygujący duet z tribalową sekcją perkusyjną, a buzujący bas przeplata się z fragmentami wokaliz oraz akcentami dzwoneczków. Chwila nabrała jeszcze większego mistycznego wymiaru. Duch lasu uniósł mnie wysoko, abym mógł doświadczyć siły istniejącej tu od zawsze natury. Bardzo refleksyjny kawałek.

„Thunderine”, z jego zawieszonym na wahadle syntezatorem oraz pięknymi żeńskimi chórami wprowadza trance’owy stan, który mógłbym porównać do przelotu nad Islandią z muzyką Kiasmos. Przyszedł czas na połamany i ocierający się o dubstepową manierę „Arrival”. Poddane filtrom delay’a pasma syntezatorów inwokują przyjemny wokal oraz eksplodujący gdzieś w tle werbel. Jeśli dodamy do tego szumiący bas oraz rozpędzające bit perkusyjne talerze, to otrzymamy połączenie wspomnianego gatunku z deep house’ową estetyką.

Ocierający się o kosmiche musik „Canvas” feat. Baile, to kolejna wycieczka w niezbadane strony tego poszukującego producenta. Być może tym razem chciał nas zabrać daleko w kosmos, aby móc podejrzeć wybuch supernowej lub inny ekscytujący proces zachodzący we wszechświecie. To wszystko podane do zacnego splifa, gdzieś na wysokim klifie z bezkresnym horyzontem przed nami.

„Habitat” z powrotem zabiera mnie do centrum aglomeracji. Zwiedzanie odbywa się przez uchylone okno w taksówce. Pocięte dźwięki płyną z radia kierowcy, który już dawno zapomniał odłożyć spalonego papierosa do popielniczki. Fikuśne klawisze podbijają fragmenty wesołych wokaliz, a połamany bit idealnie oddaje chaos tego miejsca.

Kończący całość „Thirst” zabiera mnie na ogromne lotnisko. Startującymi samolotom towarzyszą dźwięki diod kontrolnych oraz szepty witających i żegnających się ludzi. Kołyszący bit i wibrujący syntezator są duetem, który stanowi idealny akompaniament do rozpoczęcia nowej przygody.

Project Mooncircle | 05.05.2017

Project Mooncircle Site

Nuage FB

 

 

 

 

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze