Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Boston 168 – 90s Space EP
Krystian Zakrzewski:

Prom kosmiczny zwany muzyką.

Wojciech Golczewski – The Signal
Jarek Szczęsny:

Trasa Poznań – Galaktyka.

Lubish – Clouds
Paweł Gzyl:

Idzie nowe – ze Wschodu.

Vatican Shadow – Rubbish of The Floodwaters
Ania Pietrzak:

Vatican Shadow polemizuje z Cyceronem. W bardzo surowy sposób.

Przy tworzeniu muzyki, towarzyszą mi konkretne emocje – rozmowa z Szattem

Poznańska scena muzyki elektronicznej należy do jednej z najbardziej płodnych w kraju. Nic dziwnego, że to właśnie w tym mieście swoje dźwięki produkuje obecnie Łukasz „Szatt” Palkiewicz, znany choćby z cieszącego się ostatnio sporą popularnością projektu Kroki.

Kamil Downarowicz: W jednym z artykułów poświęconej Twojej osobie zostałeś nazwany przez dziennikarza „polskim Bonobo”. Jak podoba Ci się te porównanie?

Szatt: Zawsze miło, gdy ktoś porównuje Ciebie do dobrych artystów. Nie mam powodu do złości, pogodziłem się z tym, że ludzie potrzebują szufladek. Sam też często się na tym łapie, że dopasowuję utwory do brzmienia konkretnych artystów.

W takim razie, który z wykonawców muzycznych robi obecnie na Tobie największe wrażenie i dlaczego?

Bez dłuższego namysłu powiem, że to Bitamina. Poza prywatnymi relacjami i totalnym zachwytem ich twórczością,  po prostu nie jestem w stanie do nikogo porównać z nimi. Jednocześnie myślę, że w przyszłości mogą się pojawić głosy, że coś jest „Bitaminowe”. Wiesz o czym mówię.

Sporo cenionych twórców muzyki elektronicznej działa w Poznaniu. Co jest szczególnego w tym mieście, że skupia w sobie tylu zdolnych, młodych artystów? 

Z Poznania do Berlina blisko, ha ha. A tak serio – myślę, że to kwestia wielkości miasta. W Warszawie czy Wrocławiu też dobre towarzystwo.

No właśnie, swojego czasu Twoim domem był Wrocław. Jakie są podobieństwa i różnice między sceną stolicy Dolnego Śląska a Poznaniem? Czy obie te sceny mają jakieś szczególne cechy?

Wrocław muzycznie poznaję dopiero od niedawna. Uważam, że we Wrocławiu zawiązuje się więcej kolaboracji, powstała tam jakaś wspólnota muzyków czy promotorów. W Poznaniu chyba jednak jest większe skupisko tzw. ‚bedroom producers’. Oczywiście to moje bardzo indywidualne odczucia, być może jestem w błędzie, bo sam się w pewien sposób asymiluję. Pewnie to też kwestia tego, że we Wrocławiu poznaję po prostu muzyków (instrumentalistów), a Poznań obfituje w kumpli po fachu.

Obecnie próbujesz swoich sił jako dyrektor artystyczny eventów muzycznych POSŁUCHANE, które odbywają się w Świdnicy. Skąd pomysł na takie działanie?

Nigdy bym nie pomyślał, że mogę nim kiedykolwiek zostać. To wyszło bardzo naturalnie. Zagrałem kilka razy w Świdnicy, poznaliśmy się z ludźmi, odpowiedzialnymi za minione wydarzenia. To była droga od prywatnych pytań, sugestii, po oficjalne zaproszenie do zabawy. Zabawy, bo poza odpowiedzialnością to duża przyjemność dla mnie. 10 czerwca zagrają u nas: Komendarek, Julian Kulczyński, An On Bast czy Chmara. Trzymajcie kciuki!

Masz to jak banku! Marzy Ci się organizacja wielkiego festiwalu z muzyką elektroniczną porównywalnego do Tauron Nowa Muzyka? Czy wolisz jednak działania na mniejszą, lokalną skalę?

Myślę, że tu największą przyjemność sprawia bookowanie świetnych artystów, więc na festiwalu o większej skali można sobie pozwolić na więcej. U nas skala nie ma znaczenia. Na ‚Posłuchane’ przyjemność nie jest mniejsza, bo np. zaproszenie prekursora polskiej sceny elektronicznej – Władysława Komendarka –  to dla mnie bez wątpienia zaszczyt.

Na POSŁUCHANE wystąpi też kilku artystów z Poznania. Znacie się dobrze? Łączą Cię z nimi kumpelskie relacje?

Jest trochę tak, jak mówisz. Jednak dobór artystów nie był zależny od naszej znajomości. To niekoniecznie znane nazwiska, jednak muzycznie mają wiele do zaoferowania. Liczę, że ludzie bez wątpienia zostaną ‚kupieni’ ich występami. Prywatnie bardzo czekam na występ Juliana Kulczyńskiego, który zadebiutuje ze swoimi analogowymi zabawkami – i to właśnie w Świdnicy.

Ostatnio sporo mówi się i pisze o projekcie Kroki, który współtworzysz. Odczuwasz w jakiś szczególny fakt, że jesteście coraz bardziej popularni?

Ani trochę.

Kroki to trzy silne osobowości. Jak układa się Wasza współpraca? Czy któryś z Was nie próbuje czasem zdominować innych, nie kłócicie się o ostateczny kształt kompozycji?

Każdy z nas ma coś do zaoferowania. Nie narzucamy sobie treści, ale podsuwamy pomysły, wspólnie analizując naszą pracę. Osobiście jestem przyzwyczajony już do odejmowania warstw, by zrobić zwyczajnie chłopakom miejsce. Nie jest mi przykro, z przyjemnością oddaję im przestrzeń w muzyce.

Jako Kroki otrzymaliście ostatnio dwie nominacje do Nagrody Fryderyki 2017, jednak nie udało się Wam zgarnąć statuetek. Żałujecie czy raczej nie zwracacie większej uwagi na podobne wyróżnienia?

Gdybyśmy liczyli na nagrodę – zapewne byłoby smutno. Ale wyzbyliśmy się jakichkolwiek oczekiwań. Jednocześnie każde wyróżnienie jest miłe, więc cieszą nas plebiscyty.

Bardzo podoba mi się teledysk do utworu „Cover Me”, który ogląda się niczym film, posiadający własną linię fabularną. Czy kiedy tworzysz muzykę, powstają w Twojej głowie podobne obrazy i historie odzwierciedlające dźwięki?

Miło słyszeć. To zasługa szalenie utalentowanych ludzi z „Psychokino”. My też jesteśmy bardzo zadowoleni. Trafili ze scenariuszem, jak i realizacją. Nie mieliśmy żadnych uwag. Przy tworzeniu muzyki, towarzyszą mi konkretne emocje – niekoniecznie obrazy.

Nagraliście piosenkę przy współpracy z firmą IKEA. Nie baliście się, że fani oskarżą Was o zbyt dużą komercyjność?

Gdybyśmy mieli narzuconą treść, brzmienie utworu – pewnie sam bym się o to oskarżył. Przy współpracy z IKEA mieliśmy dużą swobodę, nasza propozycja została błyskawicznie zaakceptowana.

Od wydania ostatniego krążka „Bloom” sygnowanego tylko i wyłącznie Twoją ksywą minęły już dwa lata. Pracujesz nad nowym solowym materiałem? Jeśli tak to opowiedz o nim. 

Szmat czasu. Przyznam, że czuję dużą potrzebę podzielenia się z ludźmi moimi nowinkami. Potrzebuję jeszcze chwilę, bo praca nad Krokami jest dość absorbująca. Co do nowego albumu – mogę powiedzieć tylko, że nie będzie to na pewno kontynuacja Bloom.

Z perspektywy czasu i dystansu jakie dostrzegasz plusy i minusy „Bloom”? Myślisz sobie czasami „To mogłem jednak nagrać inaczej”?

Tak jak mówisz. Wiele rzeczy bym zupełnie inaczej rozwiązał. Jednak od zmian jest kolejny album. Każdy z nich to fajny zapis mojego aktualnego podejścia do muzyki. Cieszę się, że zaprosiłem gości na ‚Bloom’. W zasadzie to dzięki temu powstały Kroki, bo wtedy poznałem się z Pawłem i Kubą.

Plany na najbliższą przyszłość?

Praca, praca – wielu się wyprze!


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze