Amandra – Dame De Bahia
Paweł Gzyl:

Francuz w Warszawie.

MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

William Basinski – A Shadow in Time

Mnie też jeszcze nie przeszło.

Będąc gówniarzem z zainstalowanym sianem w mózgu oraz w okresie, gdzie gen nieśmiertelności wygrywa pojedynek z rozsądkiem, czcząc pamięć członków klubu 27 marzyłem o przeżyciu czegoś na wskroś pokoleniowego. Coś jak śmierć Lennona czy Morissona. Kretyńskie te marzenia doczekały się spełnienia, niestety. Zgodnie z tym, co kiedyś napisał Philip Roth „Człowiek pozostaje nieśmiertelny aż do końca życia”. W styczniu 2016 roku zmarł David Bowie.

Postać takiego kalibru o niezmierzonym znaczeniu, nie tylko dla muzyki, pozostawiła po sobie wyrwę we wszechświecie. Patrząc na ilość osób go wspominających oraz na to, z jakich nurtów muzycznych się wywodzili, można by stwierdzić, że Bowie był pryzmatem, przez który muzyka przeobrażała się To przeistoczenie zawsze dawało nową jakość. Jako że do dziś ze spokojem nie mogę słuchać albumu „Blackstar” to dobrze wiedzieć, że nie jestem sam. Do tego grona wyraziście dołączył William Basinski.

Jego najnowsza płyta „A shadow in time” przynosi dwie ponad dwudziestominutowe kompozycje. Utwór numer 1 jest dedykowany wprost nieżyjącemu Davidowi Bowiemu. Jest to muzyka niosąca w sobie smutek. Brzmi jak gdyby wydobywała się z oceanicznej głębi. Towarzyszy nam loop, który co i rusz przeszywany jest przetworzonymi dźwiękami. Pochodzenia tego dźwięku pewien nie jestem. Grunt, że działa na zmysły. W pewnym momencie do głosu dochodzi saksofon, którego brzmienie jest przybrudzone, ale łatwo rozpoznawalne. Wyczuwalny jest żałobny ton tej kompozycji.

Drugi utwór to kolaż dźwiękowy. Basinski bawi się tu różnymi formami od zapętlania po przetwórstwo dźwięków. Na tło składają się głównie drony, które mogą zahipnotyzować. Syntezator, loopy, powolne i rozciągnięte w czasie pętle dźwiękowe – to wszystko tu jest. Kompozytor daje się poznać jako konceptualista. Jego muzyka buduje przestrzeń, która narusza porządek czasoprzestrzenny. Skłania do refleksji swoim osowiałym tonem. Można nawet wychwycić zmiany tonacji aż do stopniowej zapaści. Oba utwory właściwie nie mają początku i końca, mogą trwać zawieszone w czasie. To jest ich niepowtarzalna siła.

William Basinski „A Shadow in Time”, Temporary Residence 2017

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze