Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.

Conforce – Dawn Chorus
Paweł Gzyl:

Mistrzowski popis holenderskiego producenta.

Tunes Of Negation – Reach The Endless Sea
Jarek Szczęsny:

Problem leży gdzie indziej.



Robert Hood – Paradygm Shift

Minimal Nation – Reaktywacja.

W ostatnich latach amerykański producent dał się przede wszystkim poznać jako niestrudzony ewangelizator – oczywiście w rytm euforycznego disco i house’u, realizowanego pod szyldem Floorplan. W kontekście jego trwającej niemal już trzydzieści lat kariery, była to jednak w jakimś sensie działalność poboczna. Od czasów rozstania z Underground Resistance i solowego debiutu na początku lat 90., tworzył on bowiem przede wszystkim pod własnym imieniem i nazwiskiem różne odmiany detroitowego techno.

Niezwykle ważnym wydawnictwem w dyskografii Roberta Hooda był wydany w 1994 roku zestaw pod wszystko mówiącym tytułem „Minimal Nation”. Osiem nagrań, opublikowanych nakładem wytwórni Axis, prowadzonej przez Jeffa Millsa, wyznaczyło w niemal wręcz perfekcyjny sposób kanon klinicznego techno, które po odarciu z niepotrzebnych ozdobników, działało jak bomba rzucona na taneczny parkiet. Potem Amerykanin penetrował różne odmiany gatunku, a po wielu latach dziś znów wraca do tego rodzaju grania.

Znajdujemy je na jego nowym albumie – a pierwszym, zrealizowanym dla holenderskiej wytwórni Dekmantel. I tym razem nie jest to bogaty zestaw. Dziewięć nagrań z „Paradygm Shift” to wypisz-wymaluj współczesna wersja tego, co zapamiętaliśmy z „Minimal Nation”. Mamy tu więc mocne bity techno, od czasu do czasu podrasowane jedynie na house’ową modłę („I Am” i „Pneuma”), które niosą oszczędnie dozowane loopy, splecione z rozwibrowanych akordów metalicznych klawiszy („Idea”).

Hood nie byłby sobą, gdyby jednak i tej muzyki, o wręcz laboratoryjnej precyzji i sterylnym brzmieniu, nie ozdobił choć delikatnym elementem melodii. Stąd w „Nephesh” niespodziewanie rozbrzmiewa funkowa gitara, sprowadzona do postaci mieniącego się loopu, a we wspomnianym „Pneuma” partia klawiszy ma zaskakująco chwytliwy ton. Bardziej rozbudowany charakter zyskał jedynie finałowy „Lockers”, przynosząc upragniony oddech po tej hipnotycznej galopadzie.

Robert Hood jest mistrzem takiego grania – i potwierdza tę opinię swym najnowszym wydawnictwem. Znajdujący się na nim materiał sprawdzi się głównie w klubach, bo ze względu na radykalnie wręcz minimalistyczne podejście do dźwięku, w domowych warunkach może on nie zrobić odpowiedniego wrażenia. W Polsce usłyszmy pewnie jego fragmenty podczas festiwalu Audioriver – i na pewno będzie to tak porywający występ jak ten sprzed trzech lat na Unsoundzie. Bo na żywo czarnoskóry producent nie ma sobie równych.

Dekmantel 2017

www.dekmantel.com

www.facebook.com/dkmntl

www.facebook.com/robert.hood.313

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Elektron

    Hood to firma jednak dla mnie nie przebija Internal Empire

  2. rychu_m

    Jak na możliwości Hooda to ten album uważam za przeciętny. Zrobiłem sobie ostatnio HOODmaraton i ta płytka wypadła najsłabiej. Fakt wszystko jest dopracowane, mocny i bardzo dopracowany beat wali po uszach ale jakoś zabrakło mi jakiś ciekawszych brzmień.