Rafael Anton Irisarri – Peripeteia
Jarek Szczęsny:

Ambient wagi ciężkiej.

Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.



Bola – D.E.G.

Darrell Fitton przerywa dekadę milczenia i robi to w wielkim stylu.

Ten brytyjski producent rozpoczął działalność w połowie lat 90., by na przełomie wieków zabłysnąć karetą asów w postaci płyt „Soup” (1998), „Shapes” (2000), „Fyuti” (2001) i „Gnayse” (2004). Albumy te wpisywały się w falę melodyjnego IDM-u łączącego potrzaskaną rytmikę w średnich i szybkich tempach z ambientowymi podkładami i gęstymi syntezatorami – ale też dowodziły, że ich autor przemawia własnym, unikatowym głosem.

Nagrywający również pod pseudonimem Jello (krążek „Voile” z 2002) Fitton zrealizował jako Bola jeszcze płytę „Kroungrine” (2007), po czym przeprowadził się na wieś i poświęcił życiu rodzinnemu. Zapytany w serwisie SoundCloud o termin wydania następnego albumu, odpisał fanowi: „Probably Never”. Od początku związany z wytwórnią Skam, teraz powraca w jej czarno-białych barwach – z muzyką, której daleko do monochromatyczności.

Już początek nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z mistrzem. „Fhorth” otwiera całość z klasą i wyczuciem. Oto z zapętlonej melodii wynurza się tubalny dźwięk pomiędzy śpiewem gardłowym a didgeridoo, pokrywany kolejnymi warstwami. „Herzzatzz” to już modelowy przykład starego dobrego IDM-u: masywne beaty pryskające opiłkami żelaza, szklista melodia, bleepy, stuki, trzaski i bulgoty oraz sinusoidalne fale syntezatorów.

Taneczny, niemal breakbeatowy „Landor 50X2” to wycieczka w te same rejony czasoprzestrzenne. Ale Bola jest też wielbicielem Tangerine Dream, Ravela, Debussy’ego i jazzu, co słychać na początku „Avantual”. „Evensong” to coś w rodzaju piosenki Cocteau Twins, lecz na próżno szukać personaliów wokalistki, bo głos powstał w całości na sprzęcie i mógłby należeć co najwyżej do Wiktorii Cukt. Taki z Fittona sztukmistrz z Manchesteru.

A to ledwo wierzch jego magicznego kapelusza, z którego co rusz wyciąga takie precjoza jak „Kappafects” (trochę jak Telefon Tel Aviv), mini-trylogia „Pelomen Vapour” i kojący „Maghellen” w finale. Takiej płyty nie mógłby nagrać pierwszy lepszy sypialniany laptopowiec. I choć twórca wyznał na łamach magazynu „Future Music”, że to jego ostatni album pod tym szyldem, może za kolejne 10 lat znów coś wyda. Oby, oby.

Skam | 2017

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Leszek

    Wspaniały album. Brzmi niemalże jak idmowy klasyk. Odniesienia i powtórzenia są jak najbardziej udane i wydaje się że ten album to swoista retrospekcja ostatnich lat. Można tu się doszukać Kenji Kawai z „Ghost in the Shell” („Evensong”). Sporo wpływów z nieodżałowanej wytwórni Tympanik Audio, w tym Access to Arasaka, Candle Nine.