Amandra – Dame De Bahia
Paweł Gzyl:

Francuz w Warszawie.

MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Bola – D.E.G.

Darrell Fitton przerywa dekadę milczenia i robi to w wielkim stylu.

Ten brytyjski producent rozpoczął działalność w połowie lat 90., by na przełomie wieków zabłysnąć karetą asów w postaci płyt „Soup” (1998), „Shapes” (2000), „Fyuti” (2001) i „Gnayse” (2004). Albumy te wpisywały się w falę melodyjnego IDM-u łączącego potrzaskaną rytmikę w średnich i szybkich tempach z ambientowymi podkładami i gęstymi syntezatorami – ale też dowodziły, że ich autor przemawia własnym, unikatowym głosem.

Nagrywający również pod pseudonimem Jello (krążek „Voile” z 2002) Fitton zrealizował jako Bola jeszcze płytę „Kroungrine” (2007), po czym przeprowadził się na wieś i poświęcił życiu rodzinnemu. Zapytany w serwisie SoundCloud o termin wydania następnego albumu, odpisał fanowi: „Probably Never”. Od początku związany z wytwórnią Skam, teraz powraca w jej czarno-białych barwach – z muzyką, której daleko do monochromatyczności.

Już początek nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z mistrzem. „Fhorth” otwiera całość z klasą i wyczuciem. Oto z zapętlonej melodii wynurza się tubalny dźwięk pomiędzy śpiewem gardłowym a didgeridoo, pokrywany kolejnymi warstwami. „Herzzatzz” to już modelowy przykład starego dobrego IDM-u: masywne beaty pryskające opiłkami żelaza, szklista melodia, bleepy, stuki, trzaski i bulgoty oraz sinusoidalne fale syntezatorów.

Taneczny, niemal breakbeatowy „Landor 50X2” to wycieczka w te same rejony czasoprzestrzenne. Ale Bola jest też wielbicielem Tangerine Dream, Ravela, Debussy’ego i jazzu, co słychać na początku „Avantual”. „Evensong” to coś w rodzaju piosenki Cocteau Twins, lecz na próżno szukać personaliów wokalistki, bo głos powstał w całości na sprzęcie i mógłby należeć co najwyżej do Wiktorii Cukt. Taki z Fittona sztukmistrz z Manchesteru.

A to ledwo wierzch jego magicznego kapelusza, z którego co rusz wyciąga takie precjoza jak „Kappafects” (trochę jak Telefon Tel Aviv), mini-trylogia „Pelomen Vapour” i kojący „Maghellen” w finale. Takiej płyty nie mógłby nagrać pierwszy lepszy sypialniany laptopowiec. I choć twórca wyznał na łamach magazynu „Future Music”, że to jego ostatni album pod tym szyldem, może za kolejne 10 lat znów coś wyda. Oby, oby.

Skam | 2017

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Leszek

    Wspaniały album. Brzmi niemalże jak idmowy klasyk. Odniesienia i powtórzenia są jak najbardziej udane i wydaje się że ten album to swoista retrospekcja ostatnich lat. Można tu się doszukać Kenji Kawai z „Ghost in the Shell” („Evensong”). Sporo wpływów z nieodżałowanej wytwórni Tympanik Audio, w tym Access to Arasaka, Candle Nine.