Jonas Kopp – Cosmic Control Center EP
Krystian Zakrzewski:

Jonas dalej na orbicie.

SassyBlack – New Black Swing
Jarek Szczęsny:

Połowa THEESatisfaction solo.

Karen Gwyer – Rembo
Ania Pietrzak:

Okazuje się, że twarde i szybkie techno może być ciepłe.

Marc Romboy & Dortmunder Philharmoniker – Reconstructing Debussy
Paulina Miedzińska:

Gdzie ten Debussy?

Civvie – Inheritance
Jarek Szczęsny:

Wolność i improwizacja.

Urbanski – Selected Works
Ania Pietrzak:

Muzyczny lek dla wrażliwców, chroniący ich dłonie przed zranieniem.

Andromeda Mega Express Orchestra – Vula
Jarek Szczęsny:

18-osobowa kamanda wywodząca się z Berlina.

Katharina Klement – peripheries
Łukasz Komła:

Austriacka eksperymentatorka wybrała się do Belgradu, żeby odpowiedzieć sobie na kilka pytań związanych z fonosferą tego miejsca.

Yair Elazar Glotman & Mats Erlandsson ‎– Negative Chambers
Mateusz Piżyński:

Harmonia zdefiniowana przez abstrakcyjny i bliżej niezlokalizowany folk.

Pan Daijing – Lack
Paweł Gzyl:

Jeden z najbardziej oczekiwanych debiutów roku.

Kelly Lee Owens – Kelly Lee Owens
Jarek Szczęsny:

Wszystkie grzechy debiutu.

Sharif Sehnaoui / Adam Gołębiewski – Meet The Dragon
Łukasz Komła:

Skrzyżowanie kultur w awangardzie.

Post Scriptum – Until You Drop EP
Paweł Gzyl:

Nasz rodak w barwach Sonic Groove.

Arcade Fire – Everything Now
Jarek Szczęsny:

Złocona bombka.

Patrick Zigon – Due To Fog

Muzyka otulona miękką mgłą.

Niemiecka scena klubowa to nie tylko Berlin czy Kolonia. Na początku lat 90. tym, którzy mieszkali na południu kraju bliżej było do Zurychu, gdzie również organizowano pierwsze rave’y. I to właśnie tam Patrick Zigon po raz poznał techno i trance. Mieszkając nad jeziorem Constance miał jednak więcej do czynienia z sielskim pejzażem niż z wielkomiejskim zgiełkiem. Nic więc dziwnego, że kiedy zaczął tworzyć własną wersję tanecznej elektroniki, miała ona bardziej melodyjny i przestrzenny charakter.

W ciągu piętnastu lat działalności niemiecki producent wyrobił sobie dobrą markę na scenie klubowej. Działając z dala od undergroundu, zasilał swymi kolejnymi nagraniami dla Puzzle Trax czy Tanzbar Musik otwarte na szerszą publiczność kluby i festiwale. W końcu powołał własną wytwórnię – i to właśnie Biotop umożliwia mu dziś spokojną działalność, bez zważania na zmieniające się na elektronicznym rynku trendy. Dowodem tego jego album „Due To Fog”, dedykowany tytułowej mgle, tej sztucznej, z klubów w Zurychu, jak i tej prawdziwej, znad jeziora Constance.

Dziesięć nagrań z zestawu to różne odmiany lekkiego techno. Zigon lubi klasyczny tech-house o wyrazistych melodiach i łagodnym brzmieniu, jaki modny był na początku minionej dekady („Vajinashun”), ale z powodzeniem potrafi zabarwić tę muzykę na bardziej dubową modłę („Ich See”), czy nadać jej niemal trance’ową moc („Parallelwelt”). Słychać tu także nastrojowe granie, kojarzące się z nocnymi wycieczkami po Detroit („Lopov Leti”) czy oniryczną wersją łagodnego electro („Nebelkind”). Stosunkowe najmniej ciekawie wypadają najcięższe, nieco niezgrabne utwory w stylu mocnego techno („Absurdistan”).

Nie jest to oczywiście w żaden sposób odkrywcza muzyka. Tego rodzaju granie funkcjonuje na klubowej scenie od początków minionej dekady. Dzisiaj nie ma go już więc za wiele – i w natłoku wszelkiej maści twardych bitów i przemysłowych efektów, robi zaskakująco przyjemne wrażenie. Słucha się bowiem tego niezwykle lekko, a i na tanecznym parkiecie sprawdzi się bez zarzutu. Nie ma więc co czepiać się Patricka Zigona, że omija elektroniczną awangardę szerokim łukiem. Czasem trzeba przecież pozwolić sobie na odrobinę czegoś bezpretensjonalnego.

Biotop 2017

www.biotop-label.net

www.facebook.com/biotoplabel

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze